

Przerzuty zaatakowały już płuca❗️ RATUJ – moje dzieci nie mogą zostać bez mamy!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Kilka lat temu moja mama zachorowała na raka piersi. Tak bardzo się bałam, że pewnego dnia również usłyszę diagnozę… Jednak nie sądziłam, że spotka mnie to w tak młodym wieku! Mam 31 lat i trójkę dzieci - BŁAGAM O POMOC! Nie mogę ich zostawić!
Dwa lata temu wyczułam niepokojące zgrubienie w piersi. Miałam już najgorsze wizje przed oczami. Niestety, nie pomyliłam się. Tak samo jak u mojej mamy, wykryto u mnie złośliwy nowotwór piersi. Diagnoza w jednej chwili ścięła mnie z nóg…
Nie miałam wyjścia – musiałam stanąć do walki. Jestem mamą, nie wyobrażam sobie, żeby dzieci mogły mnie stracić… Poddałam się leczeniu, które miało uratować mi życie. Przeszłam wyczerpującą chemioterapię, po której nie miałam siły nawet wstać z łóżka, a co dopiero zajmować się maluchami. Kolejnym krokiem była operacja, podczas której straciłam pierś i węzły chłonne. Miałam nadzieję, że będzie dobrze…
Jednak po operacji nastąpiły komplikacje – wyniki były fatalne i musiałam mieć natychmiast przetaczaną krew! Rana operacyjna nie chciała się zagoić, a czekała mnie jeszcze radioterapia i chemia w tabletkach przez rok.

Czekałam na powrót do normalności. Moje dzieci tak bardzo mnie potrzebowały… I wtedy choroba ponownie zaatakowała – podczas badania kontrolnego lekarze wykryli mały guzek w lewym płucu, który okazał się być przerzutem.
Lekarze zdecydowali o usunięciu guza. Podjęłam też bardzo trudną dla mnie decyzję o usunięciu jajników. W tak młodym wieku niesie to za sobą duże konsekwencje… Ale wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, by zatrzymać raka. Po operacji znów konieczne było przetaczanie krwi. Przetrwałam to wszystko, licząc że w końcu wyjdę na prostą.
Ale los miał zupełnie inne plany – kolejne przerzuty! Tym razem zaatakowane są oba płuca i węzły chłonne. Wyniki są tragiczne, rokowania złe… Lekarze poinformowali mnie, że już nic nie da się zrobić. Nie mogę zaakceptować takiego wyroku. Patrzę w oczy dzieci i resztkami sił szukam kolejnych rozwiązań.
Moją jedyną, ostatnią nadzieją jest leczenie w Izraelu. Jestem na etapie konsultacji i robię wszystko, by zakwalifikować się do kliniki. Jest tylko jeden problem – takie leczenie jest bardzo kosztowne. I już teraz wiemy, że z takimi kwotami nie poradzimy sobie sami.
Nie mam czasu do stracenia, teraz liczy się już każdy dzień. Moje małe dzieci potrzebują mamy! Proszę Cię, pomóż mi. Ja chcę żyć!
Agnieszka