
Złośliwy RAK obu piersi z przerzutami❗️Kości Agnieszki są podziurawione jak gąbka – błagam o pomoc❗️
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, zakup sprzętu, pomoc społeczna
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, zakup sprzętu, pomoc społeczna
Fundraiser description
Mam na imię Robert i jestem mężem Agnieszki. Nasza historia jest prosta, ale piękna. Gdy po raz pierwszy zobaczyłem Agnieszkę, od razu się zakochałem. W jej delikatności, w sile ukrytej w drobnym ciele, w tym, że mimo tak licznych chorób potrafiła cieszyć się życiem bardziej, niż zdrowi ludzie. Myślałem, że skoro mamy siebie, to poradzimy sobie ze wszystkim. Nie wiedziałem jednak, że przyjdzie dzień, w którym ZŁOŚLIWY RAK będzie próbował nas rozdzielić...
Agnieszka od zawsze dźwigała na swoich barkach więcej, niż powinna. Ciężka osteoporoza, mózgowe porażenie dziecięce, niepełnosprawność, wada wzroku... Żyła przygnieciona ogromem ograniczeń, a mimo to śmiała się i cieszyła każdą chwilą. W październiku 2023 roku zaczęły boleć ją plecy. Lekarze uspokajali, że to nic poważnego, a badania nie wykazywały nic groźnego. Pewnego dnia żona nagle przestała oddawać mocz. Napiła się odrobinę wody i od razu zwymiotowała. Nerki przestały pracować – odciągnięto jej aż 12 litrów płynu! Jedną z nich udało się uratować, a druga działa dziś w zaledwie kilku procentach.

Prawdziwy koszmar nadszedł w styczniu 2024 roku. Usłyszeliśmy diagnozę, która powaliła mnie na kolana. Jestem dorosłym, silnym mężczyzną, a miałem ochotę krzyczeć i płakać jak dziecko. Moją Agnieszkę zaatakował ZŁOŚLIWY RAK OBU PIERSI! Dlaczego ona, a nie ja? Tak bardzo chciałbym zabrać z niej ten ciężar... Lekarze wdrożyli leczenie hormonalne, które miało zatrzymać rozwój nowotworu, ale we wrześniu pojawiły się PRZERZUTY do kości. Rak jest już w kręgosłupie, w czaszce, w miejscach już wcześniej zniszczonych przez lata choroby. Specjaliści powiedzieli: „Kości Pana żony są podziurawione jak gąbka". Ból jest tak silny, że bez specjalnych plastrów znieczulających Agnieszka nie może się ruszyć.
Od dwóch lat żona jest osobą leżącą, a ja jestem przy niej cały czas. Pomagam jej się umyć, rehabilituję ją, podnoszę, uspokajam. Kiedy łzy napływają jej do oczu, staram się żartować i nie dopuścić do tego, by się załamała. Od tego jestem. To mój obowiązek. Trzy razy w roku ma zakładane dreny z nerek do pęcherza. Lekarze dają nadzieje, ale nie obiecują cudów. Mówią wprost: walka z rakiem byłaby łatwiejsza, gdyby nie nerki. Agnieszka przechodzi obecnie leczenie onkologiczne, które ma trwać 24 miesiące. Widzę w jej oczach iskrę nadziei, to dodaje mi sił, by nie ustawać w walce.

Dodatkową motywacją jest nasza ukochana córka Amelia. Ma dopiero 14 lat, świetnie się uczy, jest bardzo wrażliwa i daje nam dużo radości. Wie, że mama jest ciężko chora, ale nie wie jeszcze o raku. Każdego dnia zastanawiam się, jak ją ochronić, jak przygotować do poznania prawdy, nie odbierając jej przy tym resztek dzieciństwa... Ona potrzebuje mamy.
Od dwóch lat nie pracuję, bo Agnieszka potrzebuje mojej pomocy 24 godziny na dobę. Kiedyś byłem pielęgniarzem, a dziś całą siłę i wiedzę, którą posiadam, wykorzystuję do pomocy żonie. Rehabilituję ją w domu, krok po kroku, dzień po dniu. Wspólnymi siłami walczymy z potwornym bólem i ograniczeniami o choćby odrobinę ulgi. Żyjemy tylko z renty, a po opłaceniu dojazdów do szpitala, leczenia i wynajmu mieszkania nie zostaje nam nic. Tylko lęk.

Mieszkamy w bardzo starym, wynajętym mieszkaniu bez ogrzewania. Warunki są naprawdę tragiczne... Mamy tylko grzejnik elektryczny, który zimą nie daje za wiele ciepła. Czekamy na przyznanie lokalu socjalnego. Mam nadzieję, że uda nam się wprowadzić do końca 2027 roku. Nie mamy już rodziców, nie mamy wsparcia. Mamy tylko siebie.
Postanowiłem przełamać wstyd i poprosić Was o pomoc. Sam nie dam rady dłużej sprostać tym wszystkim wyzwaniom. Jako mąż i ojciec z całego serca proszę, pomóżcie mi! Chcę zapewnić mojej żonie niezbędne leczenie, spokój, godność i poczucie bezpieczeństwa. Agnieszka jest całym moim światem i zrobię wszystko, żeby mogła żyć jak najdłużej. Każda wpłata, nawet ta najmniejsza, jest dla nas na wagę złota. Z góry dziękuję każdemu, kto zdecyduje się dołączyć do naszej walki.
Robert, mąż Agnieszki