
Ratuj życie❗️Alicja chciała zostać fryzjerką, a przez NOWOTWÓR musiała ściąć własne włosy❗️
Fundraiser goal: Zakup peruki, skuter inwalidzki, leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Zakup peruki, skuter inwalidzki, leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny
Fundraiser description
Mam na imię Alicja i jeszcze chwilę temu byłam zwyczajną nastolatką, która z uśmiechem patrzyła w przyszłość. Uczę się w szkole fryzjerskiej, bo włosy to moja największa pasja. Marzyłam o tym, że będę uszczęśliwiać ludzi, czesać ich, dbać o ich fryzury. Niestety, w tym roku mój świat pękł na milion kawałków.
Pod żebrem pojawił się podejrzany guz, ale ponieważ uderzyłam się w to miejsce, to z początku nie sądziłam, że to coś poważnego. Guz jednak nie znikał, więc rozpoczęły się badania. W końcu usłyszałam diagnozę: nowotwór złośliwy – mięsak Ewinga.

Szkoła, praktyki i spotkania z koleżankami zniknęły. Moją codziennością stało się agresywne leczenie, chemia i szpitalne korytarze. Dziś piszę do Was prosto ze szpitalnego łóżka. Moje wyniki badań bardzo się pogorszyły i obecnie czekam na przetaczanie krwi. Choroba odbiera mi siły, a najgorszy cios przyszedł, gdy przez chemię zaczęłam tracić włosy... Dla przyszłej fryzjerki, dla nastolatki, to było jak odebranie tożsamości. Kiedy dzisiaj patrzę w lustro, nie widzę już tej radosnej dziewczyny – widzę tylko chorobę.

Gdy myślałam, że limit nieszczęść został już wyczerpany, w czerwcu tego roku mój ojczym przeszedł udar. W środku tego koszmaru stoi moja mama, kobieta o nadludzkiej sile. Przed południem trzyma mnie za rękę na onkologii, a po południu jedzie do drugiego szpitala, by opiekować się swoim sparaliżowanym partnerem. Mama musi w tym wszystkim pracować, bo jest jedyną osobą, która utrzymuje nasz dom.
Nie wyobrażacie sobie, jaki to jest ból patrzeć na ukochaną mamę, która po ciężkiej pracy, ze łzami w oczach, próbuje związać koniec z końcem, kupić leki, opłacić rachunki i dojazdy do szpitali. Jesteśmy z mamą skromnymi osobami. Zawsze radziłyśmy sobie same i wstydziłyśmy się prosić o pomoc. Jednak dzisiaj przełamuję ten strach i piszę do Was, bo mam dwa wielkie marzenia, których sama nie zdołam spełnić.

Pierwszym z nich jest profesjonalna peruka. Chcę znowu spojrzeć w lustro i poczuć się po prostu dziewczyną, a nie tylko chorym dzieckiem z oddziału onkologii. Ta peruka to dla mnie nadzieja, że jeszcze kiedyś stanę za fotelem fryzjerskim. Moim drugim, ogromnym marzeniem jest 4-kołowy inwalidzki skuter elektryczny. Choroba i wycieńczające leczenie sprawiły, że moje nogi odmawiają posłuszeństwa. Taki skuter dałby mi upragnioną samodzielność. Pozwoliłby mi wyjść z domu, odciążyć mamę, która nie musiałaby mnie wszędzie prowadzić, i dałby mi namiastkę normalnego życia, o które tak bardzo walczę.
Niestety, koszt dobrej jakości peruki medycznej oraz specjalistycznego skutera elektrycznego jest ogromny. A do tego dochodzą koszty leków, rehabilitacji, dojazdów do szpitala... Przy jednym dochodzie pracującej mamy, która musi utrzymać cały dom, te wydatki są dla nas barierą nie do pokonania. Dlatego stoję przed Wami z otwartym sercem i proszę o pomoc. Każda Wasza pomoc, każda wpłata i każde udostępnienie tej zbiórki to dla mnie niesamowity dar i dowód na to, że w tym mroku nie jestem sama. Dziękuję za Wasze dobre serca!
Alicja