
Guz mózgu w głowie malutkiej Amelki❗️Pomóż jej walczyć❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
4 Regular Donors
Join- Anonymousstarted monthly donation
- Anonymousstarted monthly donation
- Dawidstarted monthly donation
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt medyczny
Fundraiser description
Nasza córeczka Amelka miała zaledwie kilka miesięcy, gdy nasze spokojne życie rozpadło się na kawałki. Jeszcze chwilę wcześniej tuliliśmy w ramionach zdrową, uśmiechniętą dziewczynkę, a chwilę później usłyszeliśmy najgorszą z możliwych diagnoz. GUZ MÓZGU. Naszą codziennością stały się łzy, paraliżujący strach i pytania bez odpowiedzi.
Zaczęło się od krwawienia podczas zmiany pieluszki. Podejrzewano zapalenie układu moczowego, ale nasza lekarka zauważyła, że Amelka ma znacznie większą główkę w stosunku do reszty ciała. Zaleciła nam wykonanie dodatkowych badań, które wykazały powiększone komory mózgowe. Kolejne konsultacje potwierdziły najgorsze przypuszczenia.

Podczas biopsji doszło do masywnego krwawienia do mózgu. Stan Amelki był krytyczny. Przez długie godziny żyliśmy w przekonaniu, że to mogą być nasze ostatnie wspólne chwile. Nasze maleństwo jednak przeżyło, a my po raz pierwszy zobaczyliśmy, jak ogromną ma wolę walki. Niestety wyniki biopsji były druzgocące – glejak IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych nowotworów mózgu.
Guz miał aż 3 cm, co u tak małego, zaledwie 4-miesięcznego dziecka było wręcz niewyobrażalne. Świat stracił kolory, a my żyliśmy od badania do badania, od decyzji do decyzji, nie wiedząc, co przyniesie kolejny dzień. Rozpoczęła się chemioterapia i piekło onkologii. Byliśmy przerażeni! Przecież Amelka była taka malutka, niewinna i bezbronna...

Strach przed bólem, cierpieniem i powikłaniami był ogromny. Każdy cykl oznaczał kolejne łzy i niepewność, czy jej malutki organizm to wszystko wytrzyma. Po 6. chemii mieliśmy krytyczny moment załamania. Amelka straciła apetyt. Wypicie 30 ml mleka było wtedy ogromnym sukcesem, dlatego konieczne było założenie sondy. Widok 9-miesięcznego dziecka karmionego w ten sposób łamało nam serca. A potem nagle zaczęło dziać się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Dziś jesteśmy w trakcie 7. cyklu chemioterapii z 12 zaplanowanych i możemy powiedzieć jedno: wydarzył się cud! Guz zmniejszył się do 6 mm i nie ma progresji! Guz się nie rozwija, a lekarze mówią, że istnieje realna szansa, iż wchłonie się całkowicie.
Amelka po chemii czuje się bardzo dobrze. Nie wymiotuje, przyjmuje pokarm, bawi się i szeroko uśmiecha. Lekarze są w szoku, bo przecież dzieci w trakcie chemioterapii potwornie cierpią, a nasza córeczka potrafi śmiać się i jeść nawet w czasie podawania leków! Jej ogromna siła zadziwia wszystkich. Apetyt znów zaczął wracać. Karmimy córeczkę doustnie, a sondą jedynie uzupełniamy posiłki.

Amelka potrzebuje regularnej rehabilitacji. Jej nóżki są silne, próbuje siadać, jednak rączki zostały znacznie osłabione przez chemioterapię. Przed nami wciąż długa droga. Częste kontrole co kilka miesięcy, kolejne cykle chemii, rehabilitacja i ciągłe wyjazdy. Raz w miesiącu pokonujemy ponad 500 km do Warszawy, gdzie spędzamy z Amelką 3–5 dni w szpitalu.
Jesteśmy przeszczęśliwi widząc, jak Amelka rozkwita. Uwielbia bawić się ze swoim starszym braciszkiem, a my po raz pierwszy od dawna czujemy, że możemy odetchnąć z ulgą. Wiemy jednak, że ta walka jeszcze się nie skończyła. Dzięki Waszemu dotychczasowemu wsparciu, możemy mówić już nie tylko o lęku, ale też o nadziei. Z całego serca prosimy, bądźcie z nami dalej! Każda złotówka to kolejny krok Amelki ku lepszej przyszłości.
Rodzice Amelki