
Nowotwór zabrał mi już jedną siostrę. Dziś to ja walczę o życie. Proszę, pomóż mi!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, dojazdy
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, dojazdy
Fundraiser description
Zdawałam sobie sprawę z tego, że prędzej czy później nowotwór dopadnie również mnie. Miałam jednak cichą nadzieję, że śmiertelna choroba mnie oszczędzi. Miałam dwie siostry – jedną z nich podstępny wróg już mi zabrał, druga – nadal walczy. Teraz przyszła kolej na mnie.
Pierwsze objawy zauważyłam w listopadzie 2025 roku. Odczuwalny pod żebrami dyskomfort zaprowadził mnie do lekarza, który zlecił wykonanie poszerzonych badań. Gdy udałam się na USG, lekarz nie powiedział, że wszystko jest w porządku. Zamiast tego usłyszałam: „Jutro widzę panią na onkologii”.
Kolejne badania potwierdziły diagnozę, której tak bardzo się bałam od wielu lat – nowotwór trzustki, na domiar złego z przerzutami do wątroby. Do tego doszła zatorowość płucna, oraz zakrzepica splotów żylnych. Bałam się, ale musiałam działać. Zaczęłam razem z córką szukać specjalistów, którzy mogliby mi pomóc.
1 kwietnia 2026 roku rozpoczęłam chemię, która trwa do dziś i będzie trwać do skutku. Co dwa tygodnie muszę stawić się w szpitalu na trzy dni i przyjąć wlewy, które trwają nieprzerwanie 46 godzin. Lekarze nie dają mi złudnej nadziei – w tym momencie nie ma dla mnie innego ratunku, tylko chemia.

Nie wiem, jakie są rokowania. Nikt nie wie, czy raz przestanie się rozprzestrzeniać, czy zaatakuje ze zdwojoną mocą. Ale ja już o tym nie myślę – siostra, którą pożegnałam w 2026 roku, kazała mi się nie poddawać. Dlatego staram się wykorzystać czas, który mi dano, bo życie to moje ulubione hobby.
Wciąż chodzę do pracy, uczęszczam na zajęcia z gimnastyki i odnajduję ukojenie w ręcznych robótkach, tworząc kwiaty z jedwabiu. Pilnuję, by moja głowa była cały czas zajęta, żeby myśli nie uciekły na niewłaściwy, przygnębiający tor.
Choć mam w sobie mnóstwo chęci do życia, potrzebuję pieniędzy, by o nie walczyć. Koszty leczenia, rehabilitacji i dojazdów na wizyty są ogromne, a moje oszczędności kurczą się w zastraszającym tempie. Nie mogę jednak pozwolić, by pieniądze stanęły na drodze w walce o to, co kocham najmocniej – życie.
Dlatego z całego serca proszę Cię o pomoc. W Tobie pokładam nadzieję, a Twoje wsparcie to dla mnie jedyna szansa na to, bym mogła tu zostać jak najdłużej. Nie wiem, czy wygram, ale wiem, że się nie poddam, więc proszę – stań obok mnie i pomóż mi walczyć.
Anetta
It looks like there are no donations here yet. You can become the first donor!
Donate