Fundraiser finished

Waleczna dusza w cierpiącym ciele

Fundraiser goal: Terapia z wykorzystaniem szkieletu HAL

Anna Płoszyńska, 28 years old
Ner-Parcel, łódzkie
Złamany kręgosłup w odcinku piersiowym - paraliż nóg
Starts on: 11 April 2017
Ends on: 24 December 2018
PLN 121,329(100.04%)
Donated by 3889 people

Fundraiser goal: Terapia z wykorzystaniem szkieletu HAL

Anna Płoszyńska, 28 years old
Ner-Parcel, łódzkie
Złamany kręgosłup w odcinku piersiowym - paraliż nóg
Starts on: 11 April 2017
Ends on: 24 December 2018

Fundraiser result

Nadal walczę i się nie poddam, to Wam obiecuję! Walczę nie tylko o zdrowie, ale też o sprawiedliwość przed sądem za wypadek, który mnie spotkał. Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna - dajecie mi siłę i wiarę w to, że jeszcze będę chodzić, że los się odmieni! 

Anna Płoszyńska


Jesteście moimi Dobrymi Duchami, dzięki którym mogę ciągle rehabilitować się i dążyć do tego, by znów wstać. Nie marnuję czasu! Sumiennie i regularnie ćwiczę, studiuję na Uniwersytecie Medycznym, zapisałam się nawet na kurs tańca! Tak, wózek inwalidzki to nie koniec życia, choć ja ciągle wierzę, że wkrótce z niego wstanę. 


Jest na to duża szansa! Już dziś impulsy przechodzą przez nogi, mięśnie stają się coraz mocniejsze. Przede mną długa droga, niestety też bardzo kosztowna, dlatego postanowiłam jeszcze raz poprosić Was o pomoc.

link do nowej zbiórki Ani: KLIK (opens a new tab)

Dziękuję, że jesteście ze mną! 

Ania

********


A to podziękowania od Ani zaraz po zakończeniu zbiórki:

 

Fundraiser description

Mam na imię Ania i mam duszę sportowca. Nie poddaję się nigdy, nawet teraz, gdy toczę najważniejszą walkę w swoim życiu. Nie mogę wypłakać się w ramionach mamy - ona umarła kilka lat temu. Zostałam z tatą i bratem, którzy wierzą w moje zwycięstwo - w to, że uda mi się w końcu znów postawić krok o własnych siłach. Ból próbuję oszukać uśmiechem i chociaż nie jest łatwo, mam siłę do walki. Teraz potrzebuję pomocy - moja sprawność ma swoją cenę, która jest bardzo wysoka. Proszę, dajcie mi szansę.

Moje dzieciństwo skończyło się, gdy miałam 6 lat - wtedy moja ukochana mama zachorowała na raka. Świat zawalił się zaledwie dwa lata później, gdy zmarła. Straciłam najważniejszą osobę w życiu, zostałam dzieckiem bez jednego rodzica. Tata i moi bracia starali się zrobić wszystko, bym mogła wyjść z depresji, jednak ja pogrążałam się w rozpaczy coraz bardziej… To żal po śmierci mamy spowodował u mnie problemy z układem pokarmowym. Przez nawracające grypy jelitowe często trafiałam do szpitala. Nie wiem, co by się ze mną stało, gdyby rodzina nie wysłała mnie do psychologa. Dzięki profesjonalnej opiece pozbyłam się traumy, chociaż tęsknię za mamą każdego dnia, tak samo mocno, jak na początku.

Anna Płoszyńska

Starałam się żyć dalej, a przecież byłam jeszcze dzieckiem. W gimnazjum zainteresowałam się sztukami walki - stało się to moją prawdziwą pasją! Na nowo odzyskałam radość życia i trenowałam w każdej wolnej chwili. Sport jest dla mnie wszystkim - nauczył mnie pokory, wytrwałości i samodyscypliny. To właśnie te cechy sprawiły, że gdy w moim życiu zdarzyła się kolejna tragedia, nie załamałam się. Właśnie teraz toczę walkę swojego życia i mam nadzieję zwyciężyć.

Anna Płoszyńska

Niedługo minie 2 lata od tamtego dnia. Byłam na obozie karate, jednym z wielu, dzięki którym rozwijałam swoją pasję. Przed wypadkiem udało mi się zdobyć mistrzostwo Polski i Europy, ale cały czas miałam apetyt na więcej. To zdarzyło się dokładnie 1 sierpinia, pamiętam każdy szczegół, wielokrotnie odtwarzałam wszystko w pamięci. Brałam udział w obozowych zawodach. Podczas konkurencji “poligon” moje ręce nie wytrzymały, spadłam z liny umieszczonej na wysokości pierwszego piętra. Złamałam kręgosłup, a odłamki kości wbiły się w rdzeń kręgowy… Cały czas byłam przytomna, choć nie wiedziałam, co się ze mną dzieję. Sądziłam, że połamałam nogi i nawet przez myśl mi nie przeszło, że ten upadek w jednej chwili zniszczył moje życie.

Anna Płoszyńska

Pamiętam wszystko - panikę w oczach kolegów i opiekunów, straż, która przyjechała jako pierwsza, a potem lot helikopterem do szpitala. Dopiero tam dowiedziałam się, jak poważne są uszkodzenia mojego ciała. Ciała, które jeszcze nie tak dawno było sprawne, o które dbałam i które pozwalało mi żyć pełnią życia. Teraz miałam stracić nad nim władzę… Zadawałam sobie pytanie co dalej? Operacja stabilizacji kręgosłupa śrubami i wyjęcia odłamków z rdzenia trwała 6 godzin. Gdy się obudziłam, zobaczyłam tatę. Nigdy nie zapomnę widoku jego zrozpaczonej twarzy. To zabolało mnie bardziej, niż sam upadek. Przypomniała mi się śmierć mamy i to cierpienie, które wtedy przeżywałam. Nie mogłam pozwolić na to, by świat kolejny raz legł w gruzach. Moja rodzina na to nie zasługiwała.

Anna Płoszyńska

Operacja i narkoza bardzo osłabiły mój organizm i długo dochodziłam do siebie. Wiarę w lepsze jutro dała mi wiadomość, że rdzeń nie został przerwany, że mam szansę chodzić! Prawie od razu rozpoczęłam rehabilitację, a dom zamieniłam na specjalistyczne kliniki. Tęsknię za rodziną, ale wiem, że muszę walczyć. Rehabilitacja pochłonęła wszystkie nasze oszczędności. Mój tata pracuje od świtu do późnej nocy, by móc choć częściowo opłacić moje leczenie. Jednak to ciągle za mało… dlatego ze wszystkich sił staram się zdobyć fundusze, dzięki którym stanę na nogi - mam na to dużą szansę!

Anna Płoszyńska

Mimo mojej niepełnosprawności staram się żyć pełnią życia. Założyłam bloga, w którym dzielę się swoimi przemyśleniami dotyczącymi niepełnosprawności, zdałam prawo jazdy, wystartowałam w Wyborach Miss na Wózku, intensywnie uczę się do matury. Wzięłam także udział w programie telewizyjnym! Na każdym kroku chcę udowodnić, że wózek to nie koniec życia, że nie można się poddawać, bo życie mamy tylko jedno. Gdy pojawiła się szansa, że znowu będę chodzić i porzucę wózek, postanowiłam, że zrobię wszystko, żeby to się udało. Tak bardzo chciałabym wrócić do sportu, do mojego ukochanego karate, chociaż to już pewnie niemożliwe... Spełnieniem mojego marzenia będzie móc po prostu wstać i iść - tylko tyle i aż tyle.

Anna Płoszyńska

By spełnić swoje marzenie, muszę wziąć udział w terapii z wykorzystaniem szkieletu HAL, który odpowiada na impulsy nerwowe wysyłane przeze mnie do nóg i wspomaga ruch. To kosztuje ponad 100 tysięcy złotych - tyle trwa trzymiesięczna terapia. Trudno mi nawet wyobrazić sobie taką kwotę, a co dopiero samodzielnie ją zdobyć… Dlatego bardzo proszę o pomoc. Ciągle nie tracę nadziei na lepsze jutro. Cuda się zdarzają i ja w to wierzę. Mam nadzieję takiego cudu doświadczyć - uda mi się z Waszą pomocą!

Select a tag
Sort by
  • Daniel
    Daniel
    Share
    PLN 50

    sam mam sportową duszę i nie wyobrażam sobie gdybym nie mógł robić tego co kocham...ja pomogę tak jak mogę a Ty dziewczyno walcz i się nie poddawaj! Powodzenia

  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 232
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 200
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 200
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 800
  • zdzisiek
    zdzisiek
    Share
    PLN 100

    razem damy radę

This fundraiser is finished. See other Beneficiaries who are waiting for your support.

DonateDonate