
Anna – żona i mama 4-latki prosi o pomoc w walce z rakiem❗️
Fundraiser goal: Nierefundowane leczenie onkologiczne, zagraniczna operacja
Fundraiser goal: Nierefundowane leczenie onkologiczne, zagraniczna operacja
Fundraiser description
Oboje z mężem marzyliśmy o dziecku. Starania trwały pięć lat i w końcu się udało. Od czterech lat jest z nami Sara, cudowna dziewczynka. Nasza codzienność była zwyczajna i szczęśliwa do czasu rutynowego badania USG jamy brzusznej… Dziś walczę o życie i boję się, że moja córeczka będzie musiała wychowywać się bez matki. Pomocy!
Rzeczywistość potrafi okrutnie sprowadzić człowiek na ziemię. Żyjemy, mając nadzieję, że nic złego nas nie spotka, a nawet jeśli to problemy jakoś uda się rozwiązać. Po czym nagle słyszy się słowa, które zwalają z nóg – „niestety ma pani złośliwego raka dróg żółciowych i dużego guza w prawym płacie wątroby”.
Co można robić po takich słowach? W głowie kłębi się tysiąc myśli, w tym jedna najstraszniejsza. Myśl, że osierocę swoją córkę, moją ukochaną malutką dziewczynkę, że nie będzie mnie nawet pamiętać. To, co jest najtrudniejsze, może nam dać jednak motywację do walki. Zrobię wszystko, żeby to przetrwać! Dla mojej rodziny!
Kolejne wieści były niestety jeszcze gorsze. Guza nie można zoperować. Mój stan jest zbyt poważny. Złośliwy nowotwór dał już przerzuty do płuc, kości i węzłów chłonnych. Operacja w takim momencie byłaby dla mnie jak wyrok, ponieważ przez jakiś czas po jej wykonaniu nie mogłabym przyjmować chemii.

Rozpoczęłam więc agresywną chemioterapię. Jestem po pierwszym podaniu. Okazuje się, że terapią zwiększającą szansę na przeżycie jest immunoterapia. Niestety jej miesięczny koszt to nawet 30 tysięcy złotych!
Szukamy z mężem różnych form leczenia, które pomogłyby mi pokonać tego okropnego przeciwnika, który chce odebrać mi życie. Dowiedzieliśmy się, że klinika w Magdeburgu stosuje radioembolizację. Przybliżone koszty takiej terapii to nawet 150 tysięcy złotych… Póki co wszystko zależy jednak od tego jak mój organizm zareaguje na wdrożone leczenie.
Chciałabym napisać, że dzielnie staję naprzeciw rakowi. Mam jednak wiele chwil słabości. To wszystko przyszło tak nagle, a ja mam dopiero 43 lata… Chcę nadal być mamą i żoną! Nie wyobrażam sobie dorastania córki bez mojej obecności.
Łamię mi się serce, kiedy mój malutki skarb pyta mnie, co się dzieje. Widzi, że płaczę i nie wie dlaczego... Tłumaczę jej, że jestem chora, że boli mnie brzuszek… Co jeszcze mogę powiedzieć 4-latce? Że jej mamy może zabraknąć?
Bardzo proszę Was o wsparcie! Koszty leczenia są astronomiczne. Staramy się jakoś sobie radzić, ale przy takich wydatkach nasze oszczędności szybko stopnieją do zera. Nie wiem, co wtedy zrobimy… Wierzę jednak, że będziecie ze mną i razem pokonamy chorobę, która chce zabrać mnie z tego świata od mojej ukochanej rodziny. Z góry dziękuję!
Anna