
Arek – piłkarz, tata i narzeczony – walczy z NOWOTWOREM❗️Potrzebna pomoc❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, leczenie stomatologiczne, dietetyk
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, leczenie stomatologiczne, dietetyk
Fundraiser description
Mam na imię Arek. Przez całe życie piłka nożna była moją największą pasją. Gdy byłem młodszy, grałem bardziej profesjonalnie w klubach polskich i zagranicznych. Dziś łączę pracę w administracji zakładu karnego w Potulicach z grą w rozgrywkach regionalnych – reprezentuję barwy Czarnych Nakło. Prowadzę też indywidualne treningi dla młodych, fantastycznych chłopaków. Sport nauczył mnie, czym jest walka i pokora, ale przede wszystkim tego, by nigdy się nie poddawać. Dziś ta lekcja jest mi potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.

Wszystko zaczęło się w grudniu 2025 roku. Dowiedziałem się, że moja mama ma raka – to był dla mnie potworny cios. Jednocześnie zacząłem odczuwać ból w szyi, ale myślałem, że mnie po prostu przewiało. Lekarz przepisał mi leki, dostałem skierowania na liczne badania, ale gdy poczułem się lepiej, odłożyłem temat na później. Dziś wiem, że to było najgorsze, co mogłem w tamtym momencie zrobić.
Początek marca 2026 roku przyniósł kolejną infekcję, z której już nie potrafiłem wyjść. Kaszel, gorączka, osłabienie. Dzień po dniu było coraz gorzej. Antybiotyki nie pomagały, a ja czułem, że coś jest nie tak. To nie było zwykłe przeziębienie, czy grypa…

9 marca trafiłem do szpitala na oddział pulmonologii, gdzie przeszedłem serię badań. Dzień później, w urodziny mojej narzeczonej, moje życie legło w gruzach. Otrzymałem druzgocącą diagnozę: guz śródpiersia, chłoniak Hodgkina. Pamiętam ten moment aż za dobrze. Chciałbym wymazać go z pamięci… Czułem się tak, jakby ktoś uderzył mnie prosto w twarz. Świat się zatrzymał.
Przeszedłem chwile totalnego załamania, płakałem, nie wiedziałem, co będzie dalej. Dziś wiem jedno: CHCĘ WALCZYĆ. Na szczęście nie jestem sam. Największą motywacją do walki jest moja rodzina – narzeczona Wiktoria i nasz synek Czarek. Każdego dnia rano wstaję i mówię sobie, że muszę wygrać, bo oni mnie potrzebują. Oprócz tego mam wokół siebie wielu ludzi z różnych środowisk, którzy bardzo mnie wspierają – jestem ogromnie wzruszony i wdzięczny. Już teraz dziękuję Wam za każde dobre słowo, nagłaśnianie mojej historii i po prostu za to, że jesteście.

Czekam na kolejne badania w Centrum Onkologii w Bydgoszczy i dalsze decyzje lekarzy. Wstępnie zaproponowano mi chemioterapię oraz immunoterapię. Niestety guz nie kwalifikuje się do operacji, zdążył się już rozprzestrzenić po klatce piersiowej i okolicznych węzłach chłonnych. Wiem jednak, że jest szansa na wyleczenie – trzymam się tej nadziei z całych sił.
Chcę wrócić do życia, do aktywnego spędzania czasu z rodziną, do gry w piłkę, do moich chłopaków na treningach, do pracy, która tak wiele dla mnie znaczy. Niestety leczenie nowotworu to nie tylko walka fizyczna i psychiczna, ale też ogromne obciążenie finansowe i organizacyjne. Nigdy nie sądziłem, że znajdę się w takiej sytuacji. Dziś staję przed Wami i z całego serca proszę, pomóżcie mi wygrać najważniejszy mecz – stawką jest moje życie. Dziękuję za każdą pomoc, każde udostępnienie i każde dobre słowo. Obiecuję, że będę walczył do końca.
Arek