
Syn miał roczek, gdy usłyszałem diagnozę CHŁONIAKA❗️Pomóż w walce o Artura – kochającego tatę i oddanego męża❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Nazywam się Artur i staję przed Wami z nadzieją. Choroba, o której nikt z nas nie chce myśleć, dotknęła mnie osobiście – zdiagnozowano u mnie chłoniaka, czyli nowotwór złośliwy układu limfatycznego. To wyrok, z którym walczę z całych sił, ale ta walka jest niewyobrażalnie kosztowna.
Ponad 2 lata temu dowiedziałem się, że po raz drugi zostanę tatą. Nie posiadaliśmy się z żoną ze szczęścia! Ze łzami wzruszenia w oczach snuliśmy plany na przyszłość, czekając aż nasza rodzina się powiększy. To właśnie wtedy, gdy Celina nosiła pod sercem naszego synka, pojawiły się u mnie pierwsze niepokojące objawy. Silny świąd skóry ból, mięśni, stawów. Z tygodnia na tydzień czułem się coraz gorzej. W ciągu zaledwie paru miesięcy schudłem blisko 40 kg. Nie wiedziałem, co się dzieje, dlatego jak najszybciej zacząłem szukać pomocy.
Lekarze podejrzewali nowotwór. Nie mogłem tego zrozumieć… Przecież to niemożliwe, byłem młodym, silnym i zaradnym mężczyzną. Przez prawie 1,5 roku funkcjonowałem w okrutnym zawieszeniu. Przez ten czas zdążyłem powitać z żoną na świecie naszego synka, Beniamina. Nigdy nie zapomnę momentu, gdy po raz pierwszy mogłem wziąć go w ramiona i przytulić. Mijały kolejne miesiące, a ja cieszyłem się każdą wspólną chwilą. Czułem się jednak coraz gorzej, a z tyłu głowy nieustannie towarzyszyła mi myśl, że w moim ciele może rosnąć w siłę nowotwór. Że znajduję się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
Na jesieni 2026 roku przyszła diagnoza, która zburzyła cały mój dotychczasowy świat: chłoniak. Szok, niedowierzanie, rozpacz. Rozpoczęła się walka o moje życie. Przez parę tygodni jeździłem na chemioterapię co 2-3 dni. Moją codzienność wypełniły wypadające garściami włosy, niszczejące zęby i niedające się powstrzymać mdłości oraz wymioty. Ból stał się tak ogromny, że nie jestem w stanie funkcjonować bez silnych środków przeciwbólowych. Osłabienie, które temu towarzyszy jest trudne do opisania. Są dni, gdy brakuje mi siły, by wstać z łóżka czy choćby unieść szklankę z herbatą.
Jestem zbyt słaby na radioterapię. Lekarze muszą ocenić efekty dotychczasowej chemioterapii, by móc podjąć decyzję co dalej. A ja czekam, zawieszony w niepewności. Cokolwiek przyjdzie, z czymkolwiek nie będę musiał się zmierzyć, wiem jedno: nie poddam się. Chcę walczyć, bo mam dla kogo. Mam cudowną żonę, Celinę i maleńkiego synka Benia. Mam wspaniałą, nastoletnią córkę Maję. To dla nich żyję.
Niestety, specjalistyczne leki, regularne badania, dojazdy na konsultacje generują koszty, które znacznie przekraczają moje możliwości finansowe. Każda złotówka jest inwestycją w moje zdrowie i kolejną szansą na to, by znów cieszyć się życiem.
Potrzebuję Waszego wsparcia, aby przeżyć dla siebie – i dla moich dzieci. Wierzę, że razem możemy pokonać chłoniaka. Liczy się każda, nawet najmniejsza wpłata, a także udostępnienie mojej historii. Proszę, pomóżcie mi dojechać do mety mojego leczenia. Z góry dziękuję za Wasze ogromne serce.
Artur – mąż i tata