
Nowotwór sprawia, że każdego dnia płaczę z bólu! Ratunku!
Fundraiser goal: Roczne leczenie i rehabilitacja
Fundraiser goal: Roczne leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Trzy lata temu otrzymałam diagnozę nowotworu. W tamtym momencie życie postawiło przede mną szereg nowych zadań, z którymi przyszło mi się zmierzyć i z którymi mierzę się nadal. Chemioterapia. Naświetlania. Codziennie towarzyszący mi przewlekły ból, którego doświadczenia nie życzę żadnej czującej istocie. Notoryczny strach o własne życie…
Dokładnie pamiętam dzień, w którym moje życie wywróciło się do góry nogami. Wczesna wiosna, 2017 rok. 9 kwietnia. Parę dni wcześniej świętowałam swoje urodziny i nigdy nie spodziewałabym się, że nie cały tydzień później będę rozpaczliwie płakać. Diagnoza nowotworu sprawia, że już nic nie jest takie samo. Potwierdzą to wszyscy ludzie, którzy toczą batalię z rakiem. Potwierdzą to ich bliscy. Potwierdzam to ja oraz mój mąż, syn, wnuk.
Zaczęło się bardzo niewinnie. Czułam się dobrze. Jedynym objawem, który lekko mnie niepokoił były puchnące nogi. Udałam się do kilku lekarzy. Na samym początku nikt nie wiedział, co dokładnie mi dolega. Wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że może to być rak. Odbyłam kilka kolejnych wizyt, przeszłam parę badań i otrzymałam diagnozę: nowotwór lewego płuca. Po tym, gdy lekarz wypowiedział te słowa, odebrało mi mowę. Byłam oszołomiona.

Rozpoczęłam leczenie. Bardzo źle znosiłam chemioterapię. Po pierwszej chemii schudłam 20 kg. Mój organizm był wycieńczony. Nie byłam tą samą osobą. Nie poznawałam siebie fizycznie. Nie poznawali mnie moi bliscy. Jakiś czas później doszło do przerzutów: na kręgosłup szyjny oraz na kości. Ból stał się tak przeraźliwy, że musiałam zacząć brać morfinę. Moja codzienność to zastrzyki. Na moim brzuchu nie ma już miejsca, które byłoby wolne od śladu igieł. Za każdym razem, gdy biorę do ręki strzykawkę, chce mi się płakać. Jestem na morfinie od półtora roku. Inaczej nie mogłabym poradzić sobie z bólem. Zastrzyk w udo boli jeszcze bardziej…
Mieszkam z mężem, synem oraz wnukiem. Gdyby nie wsparcie najbliższych, mój stan z pewnością byłby dużo cięższy. Ich pomoc była i jest dla mnie nieoceniona. Mój kochany wnuczek opiekuje się mną. Każdego ranka pomaga mi wstać z łóżka. Za wszelką cenę chcę pozostać aktywna. Bardzo boję się momentu, w którym położyłabym się i nie mogłabym już wstać. Każdy krok jest dużym wyzwaniem zwłaszcza teraz. Moje kości są tak słabe, że złamałam nogę. Poruszam się o kulach lub na wózku, gdy sił jest jeszcze mniej...
Moje ciało oraz psychika znajdują się teraz pod ogromnym obciążeniem, ale nadal potrafię się uśmiechać. Walczę dalej i choć mam coraz mniej sił to wierzę, że z pomocą dobrych ludzi uda mi się wyzdrowieć. Przynajmniej bardzo chcę w to wierzyć, bo właśnie ta wiara pozwala mi codziennie wstawać z łóżka mimo największego bólu…
Świadomość, że chcę i że mam dla kogo żyć napędza mnie do walki o swoje zdrowie. Walka ta jest jednak niezwykle droga. Leczenie, odpowiednia diagnostyka, a przede wszystkim rehabilitacja są bardzo kosztowne. Niestety to, co oferuje NFZ, nie jest wystarczające. Jestem zmuszona leczyć się prywatnie, a to powoduje, że wydatki mnożą się każdego dnia. Nie stać mnie na ratowanie swojego zdrowia, dlatego z całego serca proszę o pomoc…