
Choruję na nowotwór od ponad 22 lat❗️Dziś śmiertelna choroba przybrała najgroźniejszą postać. POMOCY!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Pierwszy raz mój świat rozsypał się na milion kawałków w 2004 roku. To wtedy z ust lekarza usłyszałam słowa, które zawładnęły całym moim życiem. Zdiagnozowano u mnie złośliwy nowotwór piersi.
Przeszłam dwie operacje – najpierw mastektomię, a następnie usunięcie węzłów chłonnych. Przyjęłam sześć cykli chemii, a później przez pięć lat byłam poddawana hormonoterapii. Leczenie było długie i wycieńczające, ale gdy się zakończyło, poczułam ulgę. Myślałam, że najgorszy koszmar jest już za mną.
Kilka lat później okazało się, jak bardzo się myliłam. W 2015 roku nastąpiła wznowa. Tym razem leczenie rozpoczęło się od chemii – przeszłam aż 19 cykli. Później zostałam poddana kolejnej operacji, a po niej – jeszcze jednej, która polegała na profilaktycznym usunięciu przydatków ze względu na wysoką hormonozależność. Przeszłam również długą radioterapię i dostałam hormonoterapię na 10 lat.
Wtedy zdawało mi się, że już wyczerpałam rakowy limit. Wieloletnia walka ze śmiertelnym przeciwnikiem mnie wykończyła. Miałam nadzieję, że to było ostatnie starcie, że teraz będę mogła w końcu spokojnie żyć. Niestety, rutynowa wizyta lekarska przyniosła kolejne złe wieści.
Lekarza zaniepokoiło USG drugiej piersi. Wykonano biopsję, która ujawniła nowe ognisko raka – w piersi i pachowych węzłach chłonnych. Wyniki kolejnych badań były jeszcze gorsze. Rak dał przerzuty odległe do kości mostka, kręgosłupa i lewego biodra.

Zostałam poddana naświetlaniom klatki piersiowej oraz kręgów najbardziej narażonych na złamanie patologiczne. Leczenie, które przyjmuję, bardzo osłabia mój organizm, dlatego muszę być pod ścisłą kontrolą lekarzy, a zwłaszcza stomatologa. Potrzebuję również intensywnej i regularnej rehabilitacji, ponieważ ostatnia operacja znacznie ograniczyła ruchomość mojej lewej ręki.
Oprócz tego w obu rękach mam usunięte węzły chłonne. Ich brak powoduje stałe ryzyko obrzęku limfatycznego, dlatego potrzebuję intensywnej i regularnej rehabilitacji. Niestety, muszę ją wykonywać prywatnie, ponieważ liczba godzin dostępnych na NFZ jest niewystarczająca.
Niestety, choroba nowotworowa to nie jedyna diagnoza, z którą muszę się mierzyć. Po rozpoczęciu leczenia wznowy zdiagnozowano u mnie również cukrzycę typu II. Jestem pod stałą opieką kardiologa, ponieważ ostatnia radioterapia znacznie podniosła ryzyko włóknienia serca.
Obecnie jestem w programie leczenia paliatywnego. Lekarze nie dają mi złudnej nadziei na zdrowie. Ja jednak wiem, że będę walczyć do końca. Mimo widma śmiertelnej choroby, które ciąży nade mną od lat, staram się żyć najlepiej, jak potrafię. Mam wspaniałego męża i dwójkę cudownych dzieci – to dla nich chcę zostać tutaj jak najdłużej.
Żebym jednak miała na to siły, potrzebuję kosztownego leczenia i rehabilitacji. Sama nie jestem w stanie sprostać tym wszystkim wydatkom, dlatego postanowiłam poprosić o pomoc. Choć wiem, że nie wygram, wciąż mogę walczyć o dłuższe życie. Proszę, podaruj mi szansę na przeżycie jeszcze jednego dnia!
Beata