Urgent!
Bernadeta Lipska - main photo

Proszę, pomóż mi pokonać RAKA❗️Chcę patrzeć, jak dorastają moje wnuki, chcę trzymać za rękę córki i towarzyszyć mamie i mężowi!

Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne, leczenie wspomagające, dojazdy

Fundraiser started by:
Bernadeta Lipska, 65 years old
Imielin, śląskie
Nowotwór złośliwy jajnika
Starts on: 20 August 2026
Ends on: 20 November 2026
PLN 162(0.06%)
Still needed: PLN 265,796
DonateDonated by 5 people
Donate via text
Phone number
75365
Text
1009711
Cost PLN 6.15 gross (including VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-Mobile

Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne, leczenie wspomagające, dojazdy

Fundraiser started by:
Bernadeta Lipska, 65 years old
Imielin, śląskie
Nowotwór złośliwy jajnika
Starts on: 20 August 2026
Ends on: 20 November 2026

Fundraiser description

Prawdopodobnie mnie nie znacie, ale proszę – zatrzymajcie się na chwilę i spójrzcie na mnie...  Jak córka czy syn na swoją ukochaną mamę. Jak wnuczka na babcię, która rozpieszczała Cię w dzieciństwie. Mam na imię Bernadeta i od kilku lat jestem poważnie chora. Dziś potrzebuję Waszego wsparcia!

Całe moje dotychczasowe życie – lata wczesnej dojrzałości, dorosłość, czas macierzyństwa – wypełnione było nieustanną troską o najbliższych oraz ciężką pracą. Nigdy nie oszczędzałam sił. Jako drobna kobieta pracowałam na magazynie materiałów budowlanych, niejednokrotnie własnoręcznie rozładowując ciężkie samochody pełne worków z cementem. Wierzyłam głęboko, że uczciwa praca jest fundamentem, a wszystkie osobiste pragnienia, marzenia o podróżach i cichym odpoczynku można odłożyć na później. Najważniejsze były dzieci, dom i rodzina.

Wszystko układało się według naturalnego porządku, aż przyszedł czas zasłużonego wytchnienia. Córki dorosły, założyły własne rodziny, a ja zostałam dumną babcią 4 wspaniałych maluchów. Wydawało się, że oto otwiera się najpiękniejszy rozdział, w którym w końcu będziemy mogli z mężem spojrzeć na świat poza granicami codziennych obowiązków. Zamiast tego nadeszła choroba.

Od trzech lat moim jedynym domem stały się szpitale, gabinety onkologiczne i sale zabiegowe. Rak jajnika bezlitośnie odbiera mi siły. Dotychczas chcąc zachować zdrowie i życie przyjęłam 6 cykli silnej chemioterapii, następnie przeszłam rozległą i skomplikowaną z powodu przerzutów operację, potem kolejnych 12 cykli leczenia oraz program leczenia podtrzymującego.

Niestety, za każdym razem, gdy z ulgą żegnałam jeden etap, po zaledwie kilku czy kilkudziesięciu tygodniach koszmar powracał ze zdwojoną siłą. Dziś stanęłam przed ścianą, której nie pokonam sama. Aby móc podjąć kolejne, nadchodzące leczenie – tzw. czerwoną chemię, niezwykle agresywną i toksyczną dla wyniszczonego organizmu – muszę pilnie wzmocnić siły witalne. Lekarze mówią wprost: bez tego przygotowania mój osłabiony organizm po prostu nie przetrwa kolejnego leczenia.

Patrzę na moją rodzinę: moją mamę, męża i moje córki, którzy przez cały ten czas są nieocenioną opoką i pęka mi serce. Widzę ich zmartwienie i ciche łzy, bezsilność i ten paraliżujący strach w oczach. Bardzo wierzę, że nie nadszedł jeszcze mój czas i będę zdrowa. Będę w stanie zaopiekować się moją mamą i całą resztą rodziny.

Przez cały okres mojego leczenia sprzedaliśmy, co tylko mogliśmy i doszliśmy do ściany. Kilka razy w tygodniu przemierzamy ponad 200-kilometrową trasę do Krakowskiego Instytutu Onkologii, do Kliniki w Skawinie, która wspiera mój organizm w tej walce. Ponadto zakup leków i suplementów stanowi olbrzymie obciążenie finansowe dla całej mojej rodziny, bo oni zawsze są ze mną we wszystkich trudach i zobowiązaniach finansowych.

W najcichszych momentach nocy w mojej głowie pojawia się natrętna, bolesna myśl: „Dlaczego świat miałby ratować starszą kobietę, skoro wokół jest tyle malutkich dzieci, które dopiero zaczynają swoje życie”. Sama niejednokrotnie wspierałam ich zbiórki, uważając za olbrzymią niesprawiedliwość, gdy młode życie gaśnie przedwcześnie.

To dla mnie niewyobrażalnie trudne – prosić obcych ludzi o wsparcie. Ale nie mam już innej drogi. Każda, nawet najmniejsza złotówka przeznaczona na wzmocnienie mojego organizmu i specjalistyczną opiekę to dla mnie krok ku zdrowiu. Bez Waszej pomocy lekarze nie pozostawiają mi złudzeń. Proszę, pomóżcie mi ocalić moje światło, zanim zgaśnie na dobre.

Choć kalendarz bezlitośnie liczy upływające lata, a moje ciało nosi ślady ciężkiej, fizycznej pracy i wyniszczającej choroby zdradzę Wam coś bardzo ważnego: mimo upływu lat, w moim sercu nic nie zgasło. Nadal jestem tą samą dziewczyną, która ma w sobie dwadzieścia parę lat, tysiąc marzeń w głowie i nieskończoną potrzebę życia. Chcę patrzeć, jak dorastają moje wnuki, chcę trzymać za rękę córki i towarzyszyć mamie i mężowi. Moje plany nie uległy zmianie – ja po prostu bardzo, bardzo chcę żyć.

Z ogromną wdzięcznością za każde okazane serce,

Bernadeta

Select a tag
Sort by