Organizer's avatar
Pan Artur

Camino dla Poli i Nikoli

The money box was created on the initiative of the Organizer who is responsible for its content.

Mam na imię Artur, mam 64 lata, mieszkam w Gorlicach. Przede mną 950-kilometrowa, 32-dniowa wędrówka Szlakiem Świętego Jakuba – Camino de Santiago, z Faro w Portugalii do Santiago de Compostela w Hiszpanii.

Podczas tej pielgrzymki nie liczy się tylko meta. Każdy kilometr wyprawy chcę poświęcić Nikoli Woźniak i Poli Betkier, chorującym na zespół Retta oraz walce o ich lepszą przyszłość.

Podczas wyprawy chcę nagłaśniać ich historie, mówić o tej niezwykle trudnej i rzadkiej chorobie oraz zbierać środki na ich leczenie i rehabilitację. Chcę zwrócić uwagę na ogromne koszty terapii i potrzebę rozwoju nowoczesnych metod leczenia zespołu Retta w Polsce i Europie.

950 kilometrów. 32 dni. Jeden cel – pomóc Nikoli i Poli. Dołączysz?

Pomysł na przejście Drogi św. Jakuba w celach charytatywnych narodził się pod koniec lutego tego roku, po powrocie z Chile, gdzie podjąłem próbę realizacji akcji charytatywnej na rzecz Nikoli Woźniak, dziewczynki pochodzącej z tej samej miejscowości.

Celem wyprawy było zdobycie Ojos del Salado – najwyższego wulkanu na Ziemi, wznoszącego się na wysokość 6893 m n.p.m. Przygotowania do tego wyzwania trwały siedem miesięcy, jednak sama droga do podjęcia próby zdobycia tego szczytu była znacznie dłuższa. Przez dwa lata stopniowo zdobywałem coraz wyższe góry, przygotowując swój organizm i psychikę do tego przedsięwzięcia.

Podczas ataku szczytowego warunki pogodowe gwałtownie się pogorszyły. Temperatura spadła do około -35°C, a wiatr przekraczał 100 km/h. Do tego doszła infekcja gardła i poważne problemy z oddychaniem. Na wysokości 6350 m n.p.m. musiałem podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu – zdecydować, że trzeba zawrócić.

Nie wiem, czy można sobie wyobrazić, jak trudna była to decyzja, kiedy z tyłu głowy miałem świadomość, co powiem rodzicom dziecka, którzy każdego dnia walczą z chorobą i jednocześnie starają się zdobyć pieniądze na jego leczenie. W dziewięcioosobowym zespole tylko jedna osoba dotarła na szczyt.

Przez ponad dwa miesiące żyłem z poczuciem porażki i przekonaniem, że ta góra mnie pokonała i złamała. Dodatkowo wiele osób i firm, które wcześniej deklarowały wsparcie finansowe akcji, wycofało się ze swoich obietnic z powodu nieukończenia wyzwania. Ostatecznie udało się zebrać zaledwie około 5 tysięcy złotych – kwotę niewspółmierną do skali przygotowań i całego przedsięwzięcia.

Po pewnym czasie doszedłem jednak do wniosku, że ta góra nie może odebrać mi najważniejszej rzeczy – chęci pomagania innym. Pomyślałem, że skoro nie udało się zrealizować pierwszego celu, muszę znaleźć inny sposób, aby zrobić coś dobrego.

Zacząłem szukać organizacji i osób, którym mógłbym pomóc. Wtedy trafiłem na artykuł dotyczący Poli Betkier. Pomyślałem, że być może uda się połączyć pomoc Poli z wcześniejszą chęcią wsparcia Nikoli.

Wtedy przypomniałem sobie również, że kilka lat temu przeszedłem jedno z krótszych Camino – około 300 kilometrów. Pojawiła się myśl: dlaczego tym razem nie przejść całego Półwyspu Iberyjskiego?

Tak narodził się pomysł przejścia Drogi św. Jakuba. Pojawiła się nowa nadzieja i nowa szansa, aby tym razem doprowadzić rozpoczęte dzieło do końca – i przede wszystkim, aby poprzez własny wysiłek zwrócić uwagę na potrzeby dwóch dziewczynek: Poli i Nikoli.

Często słyszę, że dobro wraca. Ja jednak nie robię tego z myślą ani wiarą, że kiedyś to dobro do mnie wróci. Być może mnie ominie. Wierzę natomiast w coś innego – że dobro, które czynimy, pozostaje w sercach ludzi, którzy je od nas otrzymują. Pozostaje również w sercach ich bliskich.

Co więcej, dobro jest widziane przez innych ludzi. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, że obserwując czyjąś pomoc, w czyjejś podświadomości rodzi się poczucie bezpieczeństwa – świadomość, że jeśli kiedyś znajdzie się w trudnej sytuacji, być może również będzie mógł liczyć na wsparcie innych. A może za jakiś czas w jego sercu pojawi się myśl, że sam również może podarować komuś dobro.

Ta potrzeba pomagania ma dla mnie bardzo osobiste znaczenie.

Pochodzę z ubogiej rodziny. Pamiętam sytuację, kiedy miałem około 20 lat. Podczas zakupów moja mama zaczepiła sąsiadkę i poprosiła ją, żeby przyszła do jej pracy. Chciała spróbować pomóc jej w uzyskaniu zapomogi. Udało się.

Pamiętam, jak bardzo moja mama była wtedy szczęśliwa, że mogła komuś pomóc. Powiedziała wtedy słowa, które zapamiętałem na całe życie:

„Oni mają gorzej niż my.”

Byłem wtedy bardzo dumny z mojej mamy. Jestem dumny do dziś, mimo że mamy już nie ma.

Myślę, że właśnie wtedy zostało we mnie zasiane ziarno, które pozostało w moim sercu na zawsze. Dziś chcę to ziarno przekuć w kolejne działanie. Przejście Drogi św. Jakuba ma być nie tylko wyzwaniem fizycznym i psychicznym, ale przede wszystkim drogą w konkretnym celu – drogą dla Poli i Nikoli.

Chcę pokazać, że nawet jeśli jedna droga zakończyła się niepowodzeniem, nie oznacza to, że trzeba się zatrzymać. Czasami trzeba po prostu znaleźć inną drogę.

Tym razem chcę ją przejść do końca – niosąc ze sobą historię Poli i Nikoli oraz nadzieję, że dzięki temu więcej osób je zauważy i zdecyduje się pomóc.

Za każdą wpłatę, myśl i modlitwę z góry dziękuję. 

PLN 230
DonateDonated by 3 people

All funds collected in the money box go directly to the Organization:

Mam na imię Artur, mam 64 lata, mieszkam w Gorlicach. Przede mną 950-kilometrowa, 32-dniowa wędrówka Szlakiem Świętego Jakuba – Camino de Santiago, z Faro w Portugalii do Santiago de Compostela w Hiszpanii.

Podczas tej pielgrzymki nie liczy się tylko meta. Każdy kilometr wyprawy chcę poświęcić Nikoli Woźniak i Poli Betkier, chorującym na zespół Retta oraz walce o ich lepszą przyszłość.

Podczas wyprawy chcę nagłaśniać ich historie, mówić o tej niezwykle trudnej i rzadkiej chorobie oraz zbierać środki na ich leczenie i rehabilitację. Chcę zwrócić uwagę na ogromne koszty terapii i potrzebę rozwoju nowoczesnych metod leczenia zespołu Retta w Polsce i Europie.

950 kilometrów. 32 dni. Jeden cel – pomóc Nikoli i Poli. Dołączysz?

Pomysł na przejście Drogi św. Jakuba w celach charytatywnych narodził się pod koniec lutego tego roku, po powrocie z Chile, gdzie podjąłem próbę realizacji akcji charytatywnej na rzecz Nikoli Woźniak, dziewczynki pochodzącej z tej samej miejscowości.

Celem wyprawy było zdobycie Ojos del Salado – najwyższego wulkanu na Ziemi, wznoszącego się na wysokość 6893 m n.p.m. Przygotowania do tego wyzwania trwały siedem miesięcy, jednak sama droga do podjęcia próby zdobycia tego szczytu była znacznie dłuższa. Przez dwa lata stopniowo zdobywałem coraz wyższe góry, przygotowując swój organizm i psychikę do tego przedsięwzięcia.

Podczas ataku szczytowego warunki pogodowe gwałtownie się pogorszyły. Temperatura spadła do około -35°C, a wiatr przekraczał 100 km/h. Do tego doszła infekcja gardła i poważne problemy z oddychaniem. Na wysokości 6350 m n.p.m. musiałem podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu – zdecydować, że trzeba zawrócić.

Nie wiem, czy można sobie wyobrazić, jak trudna była to decyzja, kiedy z tyłu głowy miałem świadomość, co powiem rodzicom dziecka, którzy każdego dnia walczą z chorobą i jednocześnie starają się zdobyć pieniądze na jego leczenie. W dziewięcioosobowym zespole tylko jedna osoba dotarła na szczyt.

Przez ponad dwa miesiące żyłem z poczuciem porażki i przekonaniem, że ta góra mnie pokonała i złamała. Dodatkowo wiele osób i firm, które wcześniej deklarowały wsparcie finansowe akcji, wycofało się ze swoich obietnic z powodu nieukończenia wyzwania. Ostatecznie udało się zebrać zaledwie około 5 tysięcy złotych – kwotę niewspółmierną do skali przygotowań i całego przedsięwzięcia.

Po pewnym czasie doszedłem jednak do wniosku, że ta góra nie może odebrać mi najważniejszej rzeczy – chęci pomagania innym. Pomyślałem, że skoro nie udało się zrealizować pierwszego celu, muszę znaleźć inny sposób, aby zrobić coś dobrego.

Zacząłem szukać organizacji i osób, którym mógłbym pomóc. Wtedy trafiłem na artykuł dotyczący Poli Betkier. Pomyślałem, że być może uda się połączyć pomoc Poli z wcześniejszą chęcią wsparcia Nikoli.

Wtedy przypomniałem sobie również, że kilka lat temu przeszedłem jedno z krótszych Camino – około 300 kilometrów. Pojawiła się myśl: dlaczego tym razem nie przejść całego Półwyspu Iberyjskiego?

Tak narodził się pomysł przejścia Drogi św. Jakuba. Pojawiła się nowa nadzieja i nowa szansa, aby tym razem doprowadzić rozpoczęte dzieło do końca – i przede wszystkim, aby poprzez własny wysiłek zwrócić uwagę na potrzeby dwóch dziewczynek: Poli i Nikoli.

Często słyszę, że dobro wraca. Ja jednak nie robię tego z myślą ani wiarą, że kiedyś to dobro do mnie wróci. Być może mnie ominie. Wierzę natomiast w coś innego – że dobro, które czynimy, pozostaje w sercach ludzi, którzy je od nas otrzymują. Pozostaje również w sercach ich bliskich.

Co więcej, dobro jest widziane przez innych ludzi. Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy, że obserwując czyjąś pomoc, w czyjejś podświadomości rodzi się poczucie bezpieczeństwa – świadomość, że jeśli kiedyś znajdzie się w trudnej sytuacji, być może również będzie mógł liczyć na wsparcie innych. A może za jakiś czas w jego sercu pojawi się myśl, że sam również może podarować komuś dobro.

Ta potrzeba pomagania ma dla mnie bardzo osobiste znaczenie.

Pochodzę z ubogiej rodziny. Pamiętam sytuację, kiedy miałem około 20 lat. Podczas zakupów moja mama zaczepiła sąsiadkę i poprosiła ją, żeby przyszła do jej pracy. Chciała spróbować pomóc jej w uzyskaniu zapomogi. Udało się.

Pamiętam, jak bardzo moja mama była wtedy szczęśliwa, że mogła komuś pomóc. Powiedziała wtedy słowa, które zapamiętałem na całe życie:

„Oni mają gorzej niż my.”

Byłem wtedy bardzo dumny z mojej mamy. Jestem dumny do dziś, mimo że mamy już nie ma.

Myślę, że właśnie wtedy zostało we mnie zasiane ziarno, które pozostało w moim sercu na zawsze. Dziś chcę to ziarno przekuć w kolejne działanie. Przejście Drogi św. Jakuba ma być nie tylko wyzwaniem fizycznym i psychicznym, ale przede wszystkim drogą w konkretnym celu – drogą dla Poli i Nikoli.

Chcę pokazać, że nawet jeśli jedna droga zakończyła się niepowodzeniem, nie oznacza to, że trzeba się zatrzymać. Czasami trzeba po prostu znaleźć inną drogę.

Tym razem chcę ją przejść do końca – niosąc ze sobą historię Poli i Nikoli oraz nadzieję, że dzięki temu więcej osób je zauważy i zdecyduje się pomóc.

Za każdą wpłatę, myśl i modlitwę z góry dziękuję. 

Donations

Sort by
  • TosiaHaluch
    TosiaHaluch
    PLN 200

    Share

    ❤️‍🔥

  • 💜
    💜
    PLN 20

    Share

  • Monika Rachel
    Monika Rachel
    PLN 10

    Share

    Na dobry początek