Cezary Tomasz Filipiński - main photo

Potworna cena za życie! By glejak nie zabrał nam Cezarego!

Fundraiser goal: Zakup nierefundowanego leku, koszt wypożyczenia łóżka, art. higieniczne, oleje

Fundraiser organizer:
Cezary Tomasz Filipiński, 52 years old
Środa Wlkp., wielkopolskie
Nowotwór złośliwy płata skroniowego - glejak wielopostaciowy
Starts on: 15 March 2021
Ends on: 16 July 2021
PLN 163,309
Donated by 643 people

Fundraiser goal: Zakup nierefundowanego leku, koszt wypożyczenia łóżka, art. higieniczne, oleje

Fundraiser organizer:
Cezary Tomasz Filipiński, 52 years old
Środa Wlkp., wielkopolskie
Nowotwór złośliwy płata skroniowego - glejak wielopostaciowy
Starts on: 15 March 2021
Ends on: 16 July 2021

Fundraiser description

Nie minął jeszcze nawet rok, a nasze szczęśliwe życie wydaje się być tak odległym wspomnieniem. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie, co czułam, o czym myślałam, jak to było się nie bać.

W sierpniu usłyszeliśmy, że na mojego męża został wydany wyrok, szalenie niesprawiedliwy wyrok. W głowie Cezarego rozwijał się glejak wielopostaciwy, który czyhał na to, by zrujnować nasze życie. To, co się działo później, pamiętam jak przez mgłę. W amoku podążaliśmy za wskazówkami lekarzy. Operacja usunięcia guza, chemio i radioterapia, najbardziej pamiętam jednak ten paraliżujący strach...

Leczenie dobiegało końca, my zaczęliśmy odbudowywać kruchą jak szkło nadzieję i wtedy los zadał nam kolejny cios. W styczniu podczas chemioterapii Czarek zaczął czuć się gorzej, dużo gorzej niż zawsze. Mieliśmy nadzieję, że to efekt leczenia, rzeczywistość okazała się inna. Badanie rezonansem wykazało wznowę. Potworny przeciwnik zaatakował po raz kolejny. Teraz było jednak trudniej. Nowotwór był silniejszy, organizm słabszy. Guz odrósł w całości, lekarze sami nie wierzyli, że mogło tak się stać, przecież mąż był w trakcie leczenia... Okazało się, że Czarek jest jednym z niewielu przypadków, na których ani chemio, ani radioterapia nie zadziałała i nigdy nie zadziała.

Z początkiem lutego odbyła się kolejna operacja, ta była już bardziej skomplikowana, mąż do tej pory nie odzyskał po niej władzy w lewej stronie ciała. Desperacko szukając ratunku, jakiejkolwiek nadziei na życie natknęliśmy się na klinikę w Niemczech. Tam zasugerowano nam, że jedynym wyjściem jest lek, który spowalnia rozrost guza, a tym samym daje możliwość i nadzieję na przedłużenie życia. Ten lek to nasza ostatnia szansa! Tym bardziej pęka mi serce, bo wiem, że sama nie zdołam uratować mojego ukochanego męża... Nie stać mnie na uratowanie jego życia! Błagam, pomóż nam!

Agnieszka - żona

Donations

Sort by
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 30,000
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 10
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 1,000
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 100
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 20
  • Mikołaj
    Mikołaj
    Share
    PLN 100