Mamo, nie umieraj... Cały czas Cię potrzebujemy!

Goal: roczna terapia olejem CBD uśmierzająca ból, suplementacja onkologiczna
Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 448 people
9 850 zł (34%)
To reach our goal: 19 116 zł
Donate

Danuta Cieślak, 48 years

Poznań, wielkopolskie

nowotwór piersi - przerzuty do wątroby i kości

Started: 08 August 2018
Ends: 08 May 2019

Zbiórka obejmuje leczenie alternatywne

Tak długo jesteśmy dziećmi, póki mamy matkę. Moje dzieci mogą niedługo przestać nimi być, bo ja… umieram. Nie chcę, walczę z rakiem ze wszystkich sił! Wiem, że Maja i Gracjan cały czas mnie potrzebują, bo przecież czym jest życie bez mamy… Nie poddaję się, choć rak piersi dał już przerzuty do kości i wątroby. To przecież nie musi jeszcze oznaczać wyroku! Walczę z wyjątkowo trudnym przeciwnikiem, dlatego proszę Cię o wsparcie w tej walce… Wiem, że moje dzieci nie mogą już patrzeć, jak cierpię i to tylko dlatego, że nie stać nas na to, by uśmierzyć ból, który towarzyszy rakowi. Proszę, pomóżcie mi…

Jestem mamą wspaniałych dzieci - to najważniejsza rola mojego życia. Maja i Gracek są dla mnie siłą, która napędza mnie do walki z chorobą. A jest ona niezwykle ciężka, trwa już od 5 lat… Mam dla kogo żyć, więc o to życie walczę ze wszystkich sił. Marzę o tym, by być przy nich, patrzeć, jak dorastają, być pomocą w trudnych chwilach - rękawem, w który można się wypłakać i siłą, o którą można się oprzeć. Przecież po to jest mama… Nie boję się tego, że umrę. Boję się, co będzie z moimi dziećmi, jak będzie wyglądało ich życie bez osoby, która kocha je najmocniej na świecie?

Danuta Cieślak

Dramat naszej rodziny rodziny zaczął się w 2013 roku. Początkowo zaobserwowana zmiana w piersi była niegroźną torbielą, która tylko uśpiła czujność lekarzy… Bardzo szybko zmieniła się w inwazyjnego złośliwego raka! Nie było innych możliwości - mastektomia, wyniszczająca chemioterapia i radioterapia. Czułam się jak cień samej siebie, obdarta ze zdrowia i kobiecości. Ale nie byłam sama, nie załamałam się - było coś cenniejszego, o co musiałam się bić - o własne życie. Wydawało się, że wszystko idzie w dobrą stronę, moje dzieciaki odetchnęły z ulgą - mama będzie żyć! Myślałam, że już jestem zdrowa, na nowo cieszyłam się z rzeczy, których na co dzień nie dostrzegamy…

Ale minęły dwa lata, a rak znowu przyszedł zburzyć mozolnie odbudowywane szczęście. Zaatakował ze zdwojoną mocą, znowu pozbawiając mnie części samej siebie… Kolejna operacja, znowu łzy, lęk i ból. Lekarze musieli usunąć mi macicę… To był cios, po którym ciężko się podnieść. Znowu powrócił koszmar, który zrozumieją tylko ci, co go przeżyli. Tygodnie w szpitalu, gdzie co chwila ktoś odchodził… Widziałam łzy dzieci koleżanek, które śmierć zabrała do siebie. Wyobraziłam sobie wtedy cierpienie Mai i Gracka i pękało mi serce. Wiedziałam jedno - muszę wygrać!

I wszystko wskazywało na to, że się udało! Raz ostatecznie pokonany - czy to możliwe? Łudziliśmy się myślą, że tak - przecież to i tak za wiele dla jednej rodziny… Niestety, wraz z nowym rokiem znów przyszło zło… W styczniu tego roku choroba powróciła, silniejsza i groźniejsza niż wcześniej. Zdiagnozowano przerzuty na wątrobę i kości. Pogarszający się stan zdrowia, osłabienie organizmu oraz silne bóle brzucha, zmusiły mnie do rezygnacji z pracy. Zostałam bez środków do życia… Moja córka, która już pracowała, także musiała zrezygnować, by się mną zająć, tak jak ja nią, gdy była jeszcze maleńka… Jak to role szybko się odwracają. Straszliwy paradoks losu…

Danuta Cieślak

Jest ciężko - nie mogę udawać, że jest inaczej. Dzisiaj służba zdrowia rozkłada ręce. Dali mi tylko chemię paliatywną - nic więcej nie mogą zaoferować. Jedyną pomocą jest dla mnie terapia olejem CBD i suplementacja, która poprawia mi samopoczucie i przede wszystkim uśmierza ból. POzostaje też wiara i nadzieja, które umierają ostatnie…

Rak to najgorsze, co może spotkać człowieka. Odziera z godności, z marzeń i planów, dając w zamian tylko ból. Mimo wszystko nadal chciałabym być aktywną mamą, spędzać czas z dziećmi, być dla nich podporą - póki jeszcze mogę… Niestety, te dwa tysiące złotych, które miesięcznie kosztuje moje leczenie, jest dla nas nie do zdobycia…

Walczymy o czas, o normalne życie bez bólu i - mimo tego, że rak cały czas jest z nami - nie zabierał nam tego, co nam zostało… Dlatego z całego serca proszę o pomoc. Zbieram na roczną suplementację, która da mi siłę do dalszej walki z nowotworem. Tylko to mi pozostało - chcę żyć dla moich dzieci.


Dana

„Bardzo zależy nam na tym, by nasza mama była z nami jak najdłużej się da, by patrzyła jak dorastamy i była z nas dumna, tak jak my jesteśmy z niej każdego dnia! Prosimy, pomóżcie naszej mamusi!”.

Maja i Gracjan

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 448 people
9 850 zł (34%)
To reach our goal: 19 116 zł
Donate

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies.

Ukryj tę wiadomość