Mój synek nie musi dłużej cierpieć! Uwolnij Jasia od bólu i piekła padaczki!

Closed
Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 4,923 people
181,250 zł (101%)
Goal
przeszczep komórek macierzystych w Bangkoku - kontynuacja leczenia, rehabiltacja

Jaś Wiśniewski, 10 years

Żory, śląskie

Niedotlenienie okołoporodowe, mózgowe porażenie dziecięce, padaczka

Started: 15 July 2019
Ends: 15 October 2019

Poprzednie zbiórki

203,788 zł (126.36%)
Przeszczep komórek macierzystych w Bangkoku i rehabilitacja - jedyna szansa

14,004

06.11.2018 - 14.12.2018

Przeszczep komórek macierzystych w Bangkoku i rehabilitacja - jedyna szansa

14,004

203,788 zł

06.11.2018 - 14.12.2018

Na naszych oczach dzieje się cud! Pierwszy przeżyliśmy, kiedy zbiórka dla Jasia zakończyła się na 100 procent. Kolejne cuda przeżywamy codziennie, gdy widzimy, jakie efekty przynosi leczenie… Po wielu latach rozpaczy udało się znaleźć sposób, który pomaga Jasiowi! Przed nami jednak druga bitwa – leczenie Jasia musi być kontynuowane. W Tobie jedyna nadzieja, by życie tego małego chłopca nie zgasło, by miał szansę na dobre życie. Mama Jasia, Monika, błaga o Twoją pomoc! Razem możemy wygrać tę walkę, by Jaś raz na zawsze przestał cierpieć!

Jaś Wiśniewski

W nocy do mojego synka przychodzi śmierć. Jaś śpi, a potem nagle otwiera oczy. Stają się nieruchome, martwe, wpatrzone w jeden punkt… Potem przychodzą drgawki. Buzia Jasia sinieje, mój synek robi się szary jak popiół… Traci oddech. Jeśli nie przybiegnę, nie zdążę podać mu leku – Jaś umrze. Nie zliczę, ile razy ściskałam telefon w dłoni, wybierając numer pogotowia… Ile razy liczyłam minuty do ich przyjazdu, bojąc się, że nie zdążą.

Dzień narodzin Jasia, który miał być najpiękniejszym dniem w moim życiu, zamienił się w koszmar. Sama otarłam się o śmierć. Po rozległym krwotoku dostałam drgawek, straciłam przytomność… Gdy się obudziłam, zobaczyłam męża płaczącego i ściskającego moją dłoń. Zapytałam go przerażona, co z naszym synkiem. Mąż z trudem powstrzymywał łzy... Ja byłam w szoku, nie umiałam krzyczeć, nie umiałam płakać… Jaś też nie płakał. Urodził się w ciężkiej zamartwicy, nie oddychał, był wiotki, nie miał żadnych odruchów… Nigdy nie usłyszałam pierwszego krzyku mojego synka, bo po prostu go nie było.

Nikt nie wiedział, czy Jasiu przeżyje. Jest bardzo ciężko – do dziś pamiętam słowa lekarza. Kazano mi przygotować się na najgorsze. Czy jednak jakikolwiek rodzic może się na to przygotować?

Jaś Wiśniewski

Pierwsze miesiące w szpitalu były walką o życie Jasia. Nikt nie wiedział, jaki ślad na Jasiu odcisnęło niedotlenienie w trakcie porodu, jak bardzo uszkodzony jest jego mózg… Od pierwszych miesięcy życia zaczęliśmy rehabilitację. Później u synka zdiagnozowano czterokończynowe mózgowe porażenie dziecięce. To bardzo podstępna i ciężka choroba, upośledzająca wszystkie funkcje organizmu. Jej wyleczenie nie jest możliwe, tylko odpowiedni sposób rehabilitacji i opieki decyduje o stanie dziecka, o jego zdrowiu, samodzielności, komforcie życia. Ta choroba odebrała Jasiowi władzę nad ciałem. Zostawiła za to spastykę i przykurcze rączek i nóżek i to, co jest najgorsze – okrutny ból.

Jednym z następstw choroby Jasia jest padaczka. Ataki przychodzą nagle, znienacka… Jeśli natychmiast nie podam Jasiowi leku, rano mojego dziecka może już nie być. Boję się, że kiedyś nie zdążę się obudzić… Pamiętam stan padaczkowy, w który Jasiek wpadł, gdy miał 3 lata… Baliśmy się, czy uda nam się dojechać do szpitala. My umieraliśmy ze strachu, a Jasiek umierał naprawdę… Atak padaczkowy trwał 3 godziny. Jaś cudem uniknął śmierci…

Jaś Wiśniewski

Jasiek jest uwięziony we własnym ciele, które w ogóle go nie słucha. Komunikuje się gestami, mimiką, ma też system alternatywnej komunikacji… Rozumie jednak bardzo dużo… Po ciężkim ataku przez kilka dni dochodzi do siebie. Jest obok, ale jakby go nie było… Długo dochodzi do siebie. Padaczka działa jak gumka do mazania. Wymazuje z mózgu zapamiętane umiejętności… Łzy same lecą z oczu, gdy widzę jego stan.

Próbujemy wszystkiego, by pomóc synkowi. Gdy usłyszeliśmy o tym, że pojawiło się nowe leczenie – przeszczepia się komórki macierzyste, by leczyć uszkodzenia w mózgu - od razu zaczęliśmy działać. Leczenie w klinice w Bangkoku, gdzie uzyskuje się najlepsze efekty, to była jedna z najtrudniejszych decyzji, jaką z mężem podjęliśmy. To wciąż eksperyment. Teraz wiem, że to była najlepsza decyzja w naszym życiu. Daliśmy naszemu dziecku szansę, w końcu nastąpił przełom! Jasiek jest silniejszy, sprawniejszy, pionizuje się, lepiej je, pije, przybrał na wadze, refluks nie dokucza już tak bardzo… Zmniejszyła się spastyka, prawa ręka stała się aktywniejsza, podnosi przedmioty. Dla nas to po prostu cud, który daje nadzieję na nowe życie, na tak długo oczekiwane rezultaty, na pokonanie chociaż części bólu, na uratowanie naszego dziecka.

Jaś Wiśniewski

I najważniejsze… Pewnej nocy, po powrocie z Tajlandii, wyczułam, że dzieje się coś niedobrego… Jaś znów miał atak. Wyskoczyłam z łóżka i biegłam po lek... Stres, bicie serca, ręce się trzęsą… Mówię do mojego syneczka, biorę na ręce, chcę aplikować lek i wtedy widzę, że Jaś wraca do mnie, zaczyna patrzeć świadomie… Popłakałam się z ulgi i ze szczęścia. To był pierwszy raz, gdy atak zakończył się bez żadnej ingerencji! Pierwszy raz udało się pokonać padaczkę…

Najważniejszą rolą w moim życiu jest bycie matką tego pięknego, ciężko chorego, skazanego na mnie i inne osoby cudownego chłopczyka. Zrobię dla niego wszystko i jeszcze więcej. Dlatego błagam o pomoc… O możliwość powrotu do kliniki w Bangkoku i podanie kolejnych komórek macierzystych, żeby nie przerwać rozpoczętej już regeneracji układu nerwowego i nie stracić uzyskanych efektów. Teraz wiemy już, o co walczymy, jak wiele możemy zyskać, jak może zmienić się życie Jasia. Znalazłam w końcu miejsce i formę leczenia, która pomaga mojemu dziecku!

Pomyśl, że dzięki leczeniu zaczynać poruszać chociaż jedną ręką, kiedy całe ciało jest sparaliżowane... Przecież to zmienia wszystko… Proszę, daj Jasiowi jeszcze jedną szansę! Niech pokona ból, niech śmierć, która czai się w kącie pokoju za każdym razem, gdy przychodzi atak padaczki, już nigdy nie wróci… Uratuj mojego synka.

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
Supported by 4,923 people
181,250 zł (101%)