Your browser is out-of-date and some of the website features may not work properly.

Update your browser to use this website in a safer, faster and easier way.

Update your browser

On siepomaga.pl we use cookies and similar technologies (own and from third parties) for the purpose of, among others, the website proper performance, traffic analysis, matching fundraisers, or the Foundation website according to your preferences. Read more Detailed rules for the use of cookies and their types are described in our Privacy Policy .

You can define the preferences for storing and accessing cookies in your web browser settings at any time.

If you continue to use the siepomaga.pl portal (e.g. scroll the portal page, close messages, click on the elements located outside messages) without changing privacy-related browser settings, you automatically give us the consent to letting us and cooperating entities use cookies and similar technologies. You can withdraw your consent at any time by changing your browser settings.

Dominik - na ile można wycenić ludzkie życie?

Dominik Suchoń

Dominik - na ile można wycenić ludzkie życie?

Fundraiser goal:

Podanie leku Adcetris - leku ostatniej szansy (3 dawki)

Fundraiser organiser: Fundacja Siepomaga
Dominik Suchoń
Sadki, kujawsko-pomorskie
Nowotwór - chłoniak Hodgkina
Starts on: 14 March 2016
Ends on: 14 July 2016

Fundraiser result

Mieliśmy nadzieję, że ta historia zakończy się w inny sposób... Niestety. W trakcie zbiórki okazało się, że lek Adcetris będzie refundowany. Była to dobra wiadomość i mieliśmy nadzieję, że dostępność leku ostatniej szansy pomoże panu Dominikowi w walce z nowotworem. Ale rak jest śmiertelnym przeciwnikiem. Zakończył życie Dominika, młodego mężczyzny, pełnego woli życia, który powinien mieć przed sobą piękną przyszłość. Pozostawił ból w sercu jego bliskich...

Dominik odszedł 24 października 2016 roku. Żonie Dominika, pani Beacie składamy najszczersze wyrazy współczucia.

Zebrane środki, zgodnie z wolą rodziny, zostaną przeznaczone na leczenie innych podopiecznych Fundacji Siepomaga.

Fundraiser description

Nie jest łatwo usłyszeć "może Pan żyć - jeśli tylko ma Pan pieniądze"...

Nie jest łatwo żyć wiedząc, że jest nadzieja  - nadzieja dla wybranych…


Nie jest łatwo poddać się, bez próby walki… Nie jest łatwo walczyć bez wsparcia…

Nie jest łatwo prosić ludzi o pomoc, a do tego zrobić to w sposób niebanalny i przekonać ludzi, że naprawdę warto… że to właśnie ja zasługuję na życie…

A jednak zrobię to – nie mam wyboru.


Tymi słowami chciałbym rozpocząć krótką historię, którą chcę Ci odpowiedzieć. Będzie to historia mojego życia, które w pewnym momencie przestało być zwyczajną serią wzlotów i upadków, a stało się polem walki. Walki z chorobą nowotworową.


Mam na imię Dominik. Mam 32 lata. Moja opowieść rozpoczyna się w momencie punktu kulminacyjnego w moim życiu – mojego ślubu w 2014 roku. Nowa droga życia, nowy początek. Brzmi pięknie, prawda? Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że zamiast nowego początku pojawi się widmo końca…


Dominik Suchoń


W kwietniu 2014 roku biły mi weselne dzwony. W maju wypłynąłem na rejs – jestem, a raczej byłem, marynarzem… Wróciłem w lipcu. Myślałem, że w końcu będę mieć czas, żeby nacieszyć się żoną, szczęściem małżeńskim, byciem we dwójkę. Mieliśmy swoje plany, marzenia, wizję całego życia przed sobą. W końcu „i nie opuszczę Cię aż do śmierci”, prawda? Nie wiedziałem jeszcze, że już wtedy zamiast planów na życie czeka mnie inny plan, na onkologii…


W sierpniu zacząłem mieć kłopoty ze zdrowiem. Upał, wszyscy w krótkich rękawkach, a mnie nie opuszczał stan podgorączkowy. Przeziębienie w środku lata, w dodatku trwające tak długo? Wszystko wskazywało na grypę. Spuchła mi szyja, lekarze podejrzewali świnkę. Przez miesiąc leczono mnie antybiotykami, byłem osłabiony, rozbity. Nic nie pomagało. Laryngolog zlecił mi badanie USG.



Po nim dostałem skierowanie do chirurga onkologicznego. Wpisałem do wyszukiwarki internetowej pojęcia, które przewijały się w wyniku badania. Wtedy pojawiło się to słowo – „nowotwór”… Wszystko pociemniało mi przed oczami. Potem czekała mnie biopsja. Trzy tygodnie wyczekiwania na wyniki były mnie i żony wiecznością. Trzy tygodnie życia w ciągłym napięciu i stresie. Budzenia się rano i czekania na wieczór, aby minął kolejny dzień.


W końcu nadszedł ten dzień, dzień konsultacji lekarskiej. Wszystkie moje objawy się potwierdziły. Nowotwór układu limfatycznego. Chłoniak Hodgkina. Co innego mieć przypuszczenia, czytać w Internecie historie osób, które walczą z chorobą, a co innego wiedzieć, że jest się jedną z nich. Szok, niedowierzanie. Wszystko działo się zbyt szybko, zbyt szybko, żeby się z tym pogodzić. Dotychczasowe plany i marzenia legły w gruzach. Zamiast spacerów z żoną i wycieczek były wycieczki do szpitala. Zamiast starania się o dziecko staranie się, żebym wyzdrowiał… Zamiast oglądania zdjęć ze ślubu – oglądanie wyników badań, zamiast radości – strach…

Dominik Suchoń

Na początku myślałam, że to przeszkoda, którą łatwo uda mi się pokonać – przejdę leczenie i będę zdrowy. Poddałem się chemioterapii. Nie jest łatwo przyzwyczaić się do myśli, że oto jestem jednym z pacjentów oddziału, który jak żaden inny pachnie strachem o życie – oddziału onkologicznego… Początkowo leczenie przebiegało dość pomyślnie, pojawiła się nadzieja na remisję choroby. Poczułem ogromną ulgę i nadzieję. Niestety, kolejne badania wykazały, iż nowotwór nie został w pełni zwalczony. Po około 5 miesiącach lekarze podjęli decyzję o zastosowaniu drugiego cyklu leczenia chemią. To pogłębiło tylko mój strach i rozpacz – w chwili, kiedy myślałem, że to już koniec, okazało się, że trzeba walczyć od początku. Kiedy myślałem, że wygrałem walkę – okazało się, że za mną dopiero pierwsza bitwa…


Mijały kolejne miesiące i po zakończeniu chemioterapii nadszedł najbardziej wyczekiwany moment wyników badań. Nadzieja na wyzdrowienie wciąż tliła się we mnie i nie gasła. W styczniu 2016 roku zamiast upragnionej wieści o końcu choroby otrzymałem informację o braku rezultatów leczenia standardowego. Dowiedziałem się także, iż jedynym sposobem na uratowanie mojego życia jest lek o nazwie Adcetris. Lek nierefundowany przez NFZ… Abym mógł żyć, potrzebne jest kilka dawek leku, podczas gdy jedna z nich to koszt ponad 40 tysięcy złotych!


Nie wiem, czy ktokolwiek może powiedzieć, że nie jest to duża kwota…Mnie i moją żonę powaliła. Nie sądziłem, że da się wycenić ludzkie życie… Moje zostało wycenione. Wraz z szokiem przyszedł paraliżujący lek i gniew – skąd zwykły obywatel ma zdobyć takie pieniądze? Dlaczego nasze państwo skazuje nas na śmierć? Dlaczego życie zarezerwowane jest tylko dla bogatych?


Sumy czterdziestu kilku tysięcy złotych potrzebuję każdorazowo co 3 tygodnie. Co tyle muszę przyjmować dawkę życia.
Jestem po trzech podaniach, kolejne planowane jest na połowę kwietnia, dwa następne w odstępie kilku tygodni. Nie wiem, skąd wezmę na to środki. Dlatego błagam Was o pomoc. Nie zdążyłem nacieszyć się żoną, rodzinnym ciepłem, tym pełnym cudów światem… Chcę skończyć z tym egzystowaniem w paraliżującym stresie, chcę przestać martwić się, skąd zdobyć pieniądze, żeby przedłużyć sobie życie, chcę wygrać z nowotworem.

Chcę żyć normalnie.

Chcę żyć.

Follow important fundraisers