"Jeśli stracimy córeczkę, stracimy sens istnienia..." - 8-letnia Ewunia walczy z białaczką❗️Ratuj życie!
Fundraiser goal: ratowanie życie: przeszczep szpiku i leczenie onkologiczne Ewuni
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: ratowanie życie: przeszczep szpiku i leczenie onkologiczne Ewuni
Fundraiser description
Ewunia, nasza córeczka, ma 8 lat... Ma też białaczkę. Za nią piekło chemii, przed nią - ostatnia szansa w walce o życie... Leczenie musi rozpocząć się JAK NAJSZYBCIEJ - mamy coraz mniej czasu i coraz mniej nadziei... Błagamy o ratunek!

Pierwszego września jest dla nas wyjątkowym dniem - nie tylko dlatego, że zaczyna się szkoła. Ewa obchodzi wtedy urodziny. Mamy taką rodzinną tradycję, że ten dzień zawsze spędzamy nad morzem. Kąpiemy się, opalamy, jemy lody, wieczorem - obowiązkowy tort ze świeczkami... W zeszłym roku było tak samo, ostatni raz było "normalnie"... Już wtedy jednak czuliśmy, że coś złego dzieje się z naszą córeczką. Ewa nie miała apetytu, nie chciała jeść lodów ani urodzinowego tortu... Jej nóżki całe były w siniakach. Była słaba, gorączkowała... Z imprezy urodzinowej praktycznie od razu trafiliśmy do szpitala.
Kilka dni później usłyszeliśmy, że to objawy potwornej choroby - ostrej białaczki limfoblastycznej. W jednej sekundzie zawalił nam się świat... Białaczka, nowotwór krwi, choroba, która zabija. Patrzyliśmy na małą buzię Ewuni, na iskierki w jej oczach i ogarniało nas przerażenie na myśl, że kiedyś mogą one zgasnąć...

Niemal natychmiast zaczęło się leczenie. Trafiliśmy na onkologię... Nasza córka przypominała cień samej siebie, jednak nie zamierzaliśmy się poddać. Na szali leżało jej życie! Dni ciągnęły się w nieskończoność, a choroba odbierała nam więcej i więcej. Córeczka tak bardzo cierpiała, była jednak bardzo dzielna. Robiliśmy wszystko, żeby w szpitalu miała namiastkę normalności - Ewa rysowała, uczyła się zdalnie, zorganizowaliśmy nawet jej zajęcia on-line z jej nauczycielem angielskiego... Nikogo nie prosiliśmy o pomoc finansową — poradziliśmy sobie.
Potem nastąpiło bardzo trudne 100 dni... Ewa przeszła cztery bloki chemioterapii wysokodawkowej... Na samą myśl łzy napływają do oczu. Ewa przeszła chemię bardzo, bardzo ciężko... Wymiotowała, słaniała się na nóżkach, nie chciała jeść. Pukle jej ciemnych włosów wypadły, zostały na poduszce, a w czarnych oczach pojawił się strach... Dni i noce zlewały się w jedno, za oknami spieszyli się i chodzili do szkoły i pracy, a my byliśmy przy naszej córce, która walczyła o życie. Nasze dziecko musiało tyle przejść...
Metody leczenia niemal się wyczerpały. Teraz zostało nam albo modlić się o cud, albo walczyć o coś, co wydaje się niemożliwe - o przeszczep szpiku! Niestety, na Ukrainie, gdzie mieszkamy, nie wykonuje się przeszczepu od niespokrewnionego dawcy... Szansa na życie jest tylko za granicą.

Nasza córka została zakwalifikowana do przeszczepu w Turcji i chociaż jest on tak bardzo potrzebny, to całkowicie poza naszym zasięgiem finansowym. Nawet gdybyśmy sprzedali wszystko, nie damy rady sami uratować naszego skarbu. To nie może się tak skończyć, dlatego prosimy - pomóż nam!
Pomimo wszystkich trudności uważamy się za silną i szczęśliwą rodzinę, która poradzi sobie z tym wyzwaniem i wyjdzie z tego silniejsza... Nie dopuszczamy do siebie innego scenariusza niż tego, w którym Ewa pokona chorobę i będzie żyć. Ona jest wspaniałą dziewczynką, pełną życia, wesołą.... Marzy o dniu, w którym będzie mogła wrócić do swoich ulubionych tańców i nauczyć się jeździć na łyżwach.
Zegar odmierza czas, którego nie mamy... Ewa musi wylecieć na leczenie za granicę tak szybko, jak to możliwe. Najpierw musimy jednak uzbierać ogromną kwotę, której nie mamy...
Błagamy, pomóż nam uratować życie naszej córeczki!
Rodzice Ewuni