By życie, choć trudne, mogło jeszcze trwać... Pomóż siostrom walczyć o zdrowie!

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
6 days left
Supported by 387 people
13 370 zł (10,59%)
To reach our goal: 112 778 zł
Donate Donate
Goal
zakup wózka specjalistycznego, sprzęt do ćwiczeń, turnusy rehabilitacyjne

Ewa i Sara Laufer, 27 years

Opalenica, wielkopolskie

mózgowe porażenie dziecięce

Started: 19 December 2017
Ends: 30 August 2019

W dniu ich narodzin poznałam, czym jest prawdziwy strach. Nie ma większego lęku niż ten o życie własnych dzieci… Czy to błąd lekarzy, nieszczęśliwe zbiegi okoliczności, zły los? Dziś, po 26 latach już o tym nie myślę. Nie mam siły i czasu, bo skupiam się tylko na jednym - by moje córki były szczęśliwe, by żyły. Stan Ewy tak wiele razy był krytyczny, że dziękuję Bogu za każdy dzień, który jest z nami. I walczę, bo co innego ma zrobić matka, gdy jej bliźniaczki urodziły się ciężko chore? Jednak brakuje już sił, coraz częściej, dlatego bardzo proszę o pomoc. Wierzę, że kogoś poruszy los moich córek, które - chociaż nie są już małymi, słodkimi maluchami - nadal są dziećmi, które bardzo potrzebują pomocy…

Moje córki nauczyły mnie, że smutek dzielony z drugą osobą jest połową smutku, radość dzielona z kimś drugim jest podwójną radością. Widzę to, gdy na nie patrzę. Ewunia ma najciężej. Już tak wiele razy otarła się o śmierć i tylko cud sprawił, że jest tu nadal. Jej kręgosłup jest wygięty pod kątem 90 stopni, żebra uciskają płuca. Walczymy każdego dnia, by nie było gorzej, by nie przyplątała się infekcja, bo każda może okazać się zabójcza. Sara pomaga jak umie. Sama zmaga się każdego dnia z przeciwnościami losu i walczy, by nie usiąść na wózku inwalidzkim.

Ewa i Sara Laufer

Bliźniaczki są bardzo ze sobą związane, dlatego tym bardziej boję się przyszłości… Póki co wygrywamy walkę o Ewę, chociaż od 26 lat śmierć kroczy za nami, depcząc po piętach. Czy w końcu wygra? Tego nie wiem i nie chcę o tym myśleć…

Ewa i Sara urodziły się o miesiąc za szybko… Zaledwie dwa miesiące wcześniej dowiedziałam się, że będe miała bliźniaczki! W 6 m.c. przyjęli mnie do szpitala powiatowego. Orzekli, że moje dziecko jest bardzo duże, że trzeba szybko wywołać poród. Dali leki, położyli na porodówce, ale nie mogłam urodzić… Nie wiedzieli, co się dzieje, kazali więc się ubrać i wracać do domu. Dzisiaj byłoby to nie do pomyślenia, ale 26 lat temu… Jednak tej samej nocy, z silnymi bólami, trafiłam do szpitala, tym razem zdecydowałam się na ten w dużym mieście. Tam okazało się, że noszę pod sercem nie jedną, a dwie małe istoty!

Lekarze ze wszystkich sił próbowali powstrzymać poród, bo moje dzieci by tego nie przeżyły. Ja czułam się, jakbym trafiła do innego świata. Jeszcze dzień wcześniej byłam szczęśliwą mamą, która czekała na narodziny najmłodszego maleństwa. Teraz okazało się, że na świat przyjdą dwie córeczki i nie wiadomo, czy to przeżyją! Kolejne dwa miesiące to była walka, by maksymalnie opóźnić poród. Dziewczyny urodziły się 6 września 1991 roku, o miesiąc za szyko. Poród był ciężki, nie zdecydowali się na cesarskie cięcie… Czy to przez to Ewa i Sara mają dzisiaj aż tak trudno? Za późno by tego dochodzić, wtedy nie miałam siły, dzisiaj ważniejsze są inne rzeczy.

Ewa i Sara Laufer

Rozpoczął się horror walki o życie. Moje córeczki ważyły nieco ponad kilogram i od początku były skazane na śmierć… Nie umiały same oddychać, ich płuca były niewykształcone. Przez długi poród doszło niedotlenienie, doszło do krwotoków do komór… Sara była w nieco lepszej sytuacji - silniejsza, walczyła dzielnie. A Ewunia… Lekarze kazali przygotować się na najgorsze i nie mogli uwierzyć, że żyje kolejną godzinę, kolejny dzień. Dziś córeczki mają 26 lat i nie umiem sobie wyobrazić, by którejś miało zabraknąć…

Opiekujemy się córkami z mężem, sami. Starsze dzieci pomagały, jak jeszcze mieszkały z nami. Dzisiaj każdy już na swoim, mają swoje rodziny, swoje zmartwienia i chociaż nadal są wsparciem, nie chcemy ich obciążać. Jakoś sobie radzimy, nie myślimy o tym, co przyniesie jutro, chociaż strach jest cały czas pod skórą. Nauczyliśmy się z nim żyć, bo boimy się w każdej sekundzie życia, już od 26 lat. Dzięki intensywnej rehabilitacji Sara dzisiaj chodzi, a Ewa żyje. Jednak wiemy, że gdy terapia nie będzie kontynuowana, możemy wszystko można stracić!

Nigdy nie wiemy, jak to wszystko się skończy, dlatego walka trwa nieustannie. U Ewy najpoważniejsza jest niewydolność oddechowa - garb uciska na płuca, przez co nieustannie boimy się o jej życie. Chociaż ma orzeczone głębokie upośledzenie, umiemy się z nią porozumieć. Wiemy, kiedy ją boli, a kiedy jest szczęśliwa. A z Sarą rozumieją się bez słów! Ewa prawie nie widzi - to cena za to, że żyje. Zbyt duża mieszanka tlanowa uszkodziła nerw wzrokowy, a zaawansowana skolioza jest realnym zagrożeniem. Nie sprawdziły się żadne nowoczesne metody. Ewa nie przeżyje długotrwałej operacji, dlatego walczymy, by skolioza się nie pogłębiała. Boimy się każdego zapalenia płuc, najdrobniejszej infekcji… Życie w stresie nie jest łatwe.

Ewa i Sara Laufer

Szansą na poprawę stanu zdrowia moich córek jest udział w specjalistycznych turnusach rehabilitacyjnych. Dzięki kompleksowej rehabilitacji pod okiem specjalistów dziewczynki robią coraz większe postępy. Sara nie musi korzystać już z wózka, a jeszcze niedawno prowadziliśmy dwa wózki z niepełnosprawnymi córkami… Gdy nie będzie terapii, Ewa i Sara będą skazane na wegetację, a nam już po prostu nie starcza pieniędzy…

Nie jest łatwo, bo dziewczyny są już dorosłe. O wiele łatwiej zebrać pieniądze na małe, słodkie dzieci, ale te dzieci kiedyś rosną, przestają być słodkie, a przecież nadal wymagają pomocy. Tymczasem rodzice zostają sami… Dlatego dzisiaj bardzo prosimy o pomoc dla naszych córek - chociaż nie są małe, nigdy nie będą samodzielne, ciągle są dziećmi, a ja ich mamą, dlatego muszę zrobić wszystko, by miały w tym ciężkim życiu jak najlżej...

Charity collection verified by the Siepomaga Foundation
6 days left
Supported by 387 people
13 370 zł (10,59%)
To reach our goal: 112 778 zł
Donate Donate