
Filipek urodził się ze złośliwym GUZEM w mózgu❗️Trwa walka o życie...
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Tak naprawdę nie mieliśmy nawet chwili, żeby w pełni nacieszyć się naszym nowo narodzonym synkiem. Filipek urodził się zdrowy – tak przynajmniej wtedy myśleliśmy. Po 3. dniach zostaliśmy wypisani do domu, ale już po kolejnych trzech ponownie wylądowaliśmy w szpitalu.
Nasze dziecko ma guza mózgu – najprawdopodobniej glejaka w IV stopniu złośliwości. Filipek 14. kwietnia skończy 3 miesiące. Możemy go stracić... Jak mamy się z tym pogodzić? To koszmar, który ciężko opisać słowami…
Myśleliśmy, że wracamy do szpitala tylko na profilaktyczne badania – placówka, w której przyszedł na świat nasz skarb, prowadzi takie procedury dla wszystkich narodzonych maluchów. Myśleliśmy, że to tylko formalność i zaraz wrócimy do domu, by napawać się zapachem, delikatnością naszego małego synka i wspólnym czasem… To miały być najpiękniejsze chwile naszego życia. Chwilę potem zmieniły się w koszmar.

Badanie wykazało, że Filip ma powiększone 3 komory głowy. Natychmiast zostaliśmy skierowani na konsultację z lekarzem i następnego dnia synek został przewieziony karetką do szpitala Świętej Rodziny. Tam spędził 5 dni. Po tym czasie znów przeniesiono nas do innej placówki. Nie potrafimy opisać strachu, który czuliśmy wtedy i który czujemy każdego dnia do dziś…
Filipek został zbadany rezonansem, który wykazał, że w jego główce jest guz, który spowodował wodogłowie. Neurochirurg zadecydował o kolejnym przeniesieniu i tego samego dnia trafiliśmy do Centrum Zdrowia Dziecka. Tu zrobiono zastawkę i pobrano próbki do biopsji. Wynik sprawił, że grunt osunął nam się spod nóg. To najprawdopodobniej glejak złośliwy w IV stopniu złośliwości. Nasz synek urodził się już z tym potworem w główce.
Musieliśmy natychmiast rozpocząć leczenie. Filipek jest obecnie w trakcie trzeciego cyklu chemii, a musi ich przejść aż 10. Ponadto kontaktujemy się z zagranicznymi klinikami, żeby dowiedzieć się, jakie zaproponują nam możliwości leczenia i ratunku…
Synuś czuje się póki co w miarę dobrze, ale niestety widzimy już pierwsze skutki leczenia…
Bardzo prosimy o wsparcie. Nie wiemy jeszcze, jakie będą koszty leczenia, ale jedno jest pewne: będą ogromne i sami sobie nie poradzimy. Nie ma jednak dla nas nic cenniejszego, niż życie naszego synka. Spotkała nas niewyobrażalna tragedia, której musimy stawić czoła. Prosimy o jakiekolwiek wsparcie…
Rodzice Flipka – Ewa i Cezary