
Tata walczy o życie, pomocy❗️
Fundraiser goal: Operacja neurochirurgiczna
Fundraiser goal: Operacja neurochirurgiczna
Fundraiser description
Sądziliśmy, że mamy przed sobą całe życie. Młode małżeństwo, małe dzieci, codzienność, choć zwykła, to teraz tak bardzo wymarzona… Dziś wiemy, że ważna jest każda chwila. Bo w kolejnej wszystko może się zawalić… Mój ukochany mąż Grzegorz ma guza mózgu. Glejak zaatakował niespodziewanie! Dziś bardzo potrzebna jest operacja, która da nam więcej czasu. Prosimy o pomoc w uzbieraniu środków na ratowanie życia Grzesia!

Mąż pracował w Norwegii. We wrześniu ubiegłego roku źle się poczuł. Dzień, drugi, trzeci – nie przechodziło. Najpierw nic mi nie powiedział, nie chciał mnie martwić. Potem pojechał do szpitala, ból głowy stał się nie do zniesienia, spuchła mu połowa twarzy. Tam okazało się, że ma guza…
Trafił na stół operacyjny. Niestety, okazało się, że guza nie można wyciąć. Lekarze pobrali biopsję, która przyniosła najgorsze wieści z możliwych – glejak IV stopnia złośliwości… Szok.
Zostawiłam nasze dzieci pod opieką babci i poleciałam do męża do Norwegii. To był bardzo trudny czas w naszym życiu… Zuzka ma 12 lat, Julek 8. Potrzebowali i nadal potrzebują rodziców, którzy nagle musieli być daleko. W życie całej naszej rodziny wkradł się strach i to on zdominował codzienność…
Do 27 listopada Grzesiek przechodził w Norwegii radio- i chemioterapię. Potem wróciliśmy do Polski, gdzie od grudnia trwa dalsze leczenie. Niestety, pod koniec roku mąż dostał pierwszego napadu padaczkowego… Kolejne leki, kolejne przeciwności losu…

Powoli jednak uczyliśmy się odnajdywać w nowej rzeczywistości. Guz był stabilny, co prawda Grzegorz miał problemy z pamięcią, ale poza tym staraliśmy się żyć w miarę normalnie. Ale potem przyszły kolejne złe informacje…
W marcu okazało się, że pojawił się nowy guz! Progresja choroby…
Trafiliśmy do doktora Libionki, który zgodził się podjąć skomplikowanej operacji. Ta została zaplanowana już na koniec kwietnia! Niestety, nie jest refundowana przez NFZ, a koszt jest ogromny – 80 tysięcy złotych…
Jestem na zwolnieniu lekarskim, żeby zajmować się mężem. On również, jednak od początku choroby ani razu jeszcze nie dostał zasiłku z Norwegii… Przez problemy językowe przedłużyły się formalności. Mieliśmy wcześniej zbiórkę, środki z niej pozwoliły nam opłacać prywatne wizyty i dojazdy, kupować leki i suplementy. Niestety, teraz potrzebujemy znacznie więcej…

Postanowiliśmy poprosić o pomoc tutaj, wierząc, że wesprzecie naszą rodzinną walkę o życie naszego ukochanego taty, męża, przyjaciela. Jeszcze niedawno byliśmy na Waszym miejscu – ludzi, którzy mogą pomóc. Dziś role się odwróciły i choć nikt tego nie chciał, to my potrzebujemy ratunku… Choroba może dotknąć każdego, w każdej sekundzie. Teraz to wiemy. I prosimy, daj nam nadzieję…
Anna, żona Grzegorza