

W nocy jego serce się zatrzymało❗️ Straciłam już syna, pomóż mi walczyć o męża❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Los nie oszczędza mojej rodziny. W czerwcu 2024 roku zmarł mój syn, a niecały rok po tragedii wydarzyła się KOLEJNA tragedia.
Na początku 2024 roku mój syn Mateusz miał wypadek komunikacyjny, który skutkował poważnymi obrażeniami ciała oraz głowy. Mateusz robił wszystko, aby przezwyciężyć śpiączkę i wrócić do nas. Pokonywał kamienie milowe na swojej drodze do zdrowia oraz sprawności i nie mieliśmy powodu wątpić, że przy pomocy rehabilitacji wszystko będzie jak wcześniej. Jednak 11 czerwca nasze życie się zawaliło – Mateusz niespodziewanie zmarł.
Jego odejście zostawiło w naszych sercach pustkę, której nigdy nic nie będzie w stanie zapełnić. Smutek i żal stał się częścią naszej codzienności, jednak robiliśmy wszystko, aby nieść nasz krzyż tak dzielnie, jak robił to Mateusz. Minął rok od wypadku naszego syna, zanim los nie postanowił uderzyć w naszą rodzinę kolejną tragedią.
W nocy z 3 na 4 stycznia zatrzymało się serce mojego męża Grzegorza. W nocy usłyszałam, jak obrócił się na łóżku i tracił oddech. Potem nagle upadł na podłogę. Krzyczałam, prosząc syna o pomoc i razem wezwaliśmy karetkę. Tej nocy warunki pogodowe były okropne i na ambulans czekaliśmy 40 minut…

Na szczęście miejski oddział straży pożarnej został zaalarmowany, że coś się dzieje. Strażacy pomogli nam w resuscytacji i gdyby nie ich reakcja, mój Grzegorz zmarłby na miejscu. Dlatego już zawsze będziemy im wdzięczni.
W szpitalu usłyszeliśmy diagnozę – zawał serca. Lekarze powiedzieli nam, że szybka reakcja ocaliła mężowi życie, jednak długi czas, w jakim wraz ze strażakami i ratownikami próbowaliśmy wznowić bicie jego serca, odcisnął piętno na mózgu Grzegorza.
Doszło do niedotlenienia całego mózgu. Dziś mąż przebywa wciąż na oddziale. Jest nieprzytomny i lekarze mówią, że nastąpiło trwałe uszkodzenie mózgu. Wciąż nie wiemy, jak duże i jakie konsekwencje to przyniesie, ale wiemy jedno – rehabilitacja nie podlega dyskusji i to jedyny sposób, by nie zmarnować szansy, którą dali nam ratownicy i lekarze.
Nie jesteśmy w stanie opisać cierpienia, które nam towarzyszy zarówno po stracie syna, jak i teraz przy chorobie męża. Wiemy, że czeka nas ciężka i długa walka o zdrowie Grzegorza, potrzebujemy pomocy, aby jej nie przegrać. Chcemy wszyscy ponownie spędzać czas z mężem, z tatą moich synów. Dlatego prosimy o tę pomoc.
Urszula