

Pomóż Grzesiowi pokonać NOWOTWÓR mózgu❗️
Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne za granicą, immunoterapia, leczenie i rehabilitacja
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne za granicą, immunoterapia, leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Mam na imię Angelika i jestem mamą 5-letniego Grzesia, który walczy ze śmiertelnie niebezpieczną chorobą. Strach o synka spędza mi sen z powiek, ale wiem, że nie mogę się poddać! Sytuacja niestety jest dramatyczna, a ja modlę się o każdy dzień... Bardzo proszę o pomoc… Z Twoim wsparciem mam szansę ocalić moje dziecko!
Nasz koszmar rozpoczął się w kwietniu tego roku. Właśnie wtedy zaczęłam zauważać nieprawidłowości w zachowaniu i funkcjonowaniu Grzesia. Nieprawidłowości, które pojawiały się coraz częściej. Zaczęło się od zmęczenia i osłabienia. Usprawiedliwiałam to bardzo wymagającym czasem i wieloma zajęciami – Grześ przecież chwilę wcześniej zaczął swoją przygodę z przedszkolem. Niestety. Jak się okazało, sytuacja była dużo poważniejsza.
10. kwietnia trafiliśmy do szpitala, ponieważ mojemu synkowi towarzyszył nieznośny ból głowy i zaburzenia równowagi, które były tak silne, że zdarzyło mu się uderzyć w ścianę!

Tam wszystko potoczyło się już bardzo szybko… Po wykonaniu tomografii komputerowej głowy usłyszałam najgorsze — okazało się, że Grześ ma ogromnego guza w IV komorze mózgu… Mój świat się zawalił. Guz uciskał już wtedy również na inne komory! Lekarze powiedzieli, że trzeba działać bardzo szybko, ponieważ w każdej chwili może dojść do najgorszego… Grześ mógł umrzeć.
Już następnego dnia zabrali go na blok operacyjny… Synek przeszedł operację usunięcia guza, którego udało się wyciąć prawie w całości. Niestety lekarze nie mogli zagwarantować, że Grześ będzie w stanie wrócić do pełnej sprawności neurologicznej.

Pierwsze cztery tygodnie po operacji to był horror. Nie miałam nawet pewności, czy mój synek mnie słyszy i rozpoznaje. Nie chodził, nie mówił, nie brał niczego w rączki – tylko leżał i płakał. Tego strasznego widoku nie zapomnę nigdy…
Po zbadaniu wyciętego guza dowiedziałam się, że niestety jest to nowotwór złośliwy o nazwie Medulloblastoma. To bardzo groźny nowotwór, który nie odpuszcza tak łatwo. Walka z nim jest niezwykle trudna, wymagająca i kosztowna!

Obecnie jesteśmy już po chemioterapii, którą Grześ znosił bardzo ciężko. Po każdej dawce wymagał przetaczania krwi z powodu spadków parametrów w morfologii. Mamy za sobą również pełną kurację radioterapią, która też nie była łatwa! Grześ musiał być codziennie znieczulany i usypiany i miał kolejne przetaczania krwi z powodu słabych wyników…
Od czasu operacji synek wymaga noszenia pampersów, stracił apetyt i jest karmiony przez sondę. Na szczęście wróciła mu sprawność rąk i mowy, a dzięki codziennej rehabilitacji – chodzenia. Grześ powoli i dzielnie od nowa uczy się chodzić.
Teraz czeka nas leczenie immunologiczne oraz chemioterapia podtrzymująca. Niestety immunoterapii nie można przeprowadzić w Polsce i w tym celu konieczny będzie wyjazd do Niemiec. Potrzebne są jeszcze spore nakłady finansowe, których nie mam… Gdybym mogła, oddałabym wszystko, żeby tylko mój synuś był zdrowy i szczęśliwy. Nie chcę myśleć, co się wydarzy, jeśli nie uzbieram tej ogromnej kwoty… Bardzo proszę o pomoc, jesteście moją jedyną nadzieją!
Angelika – mama Grzesia