

O krok od sprawności. Pomagamy Hani!
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, dojazdy
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, dojazdy
Fundraiser description
Hania jest małym słoneczkiem, które rozświetla każdy nasz dzień. A dni te nierzadko są przepełnione niepokojem i ciągłymi myślami, czy nasza córka będzie w przyszłości samodzielna.
Hania urodziła się w 2021 roku w czerwcu. Sam poród nie obył się bez komplikacji — KTG skakało: raz góra, raz dół. Próby wywołania porodu przez lekarzy nie dawały rezultatów, w końcu po trzech dniach od przyjęcia do szpitala żony, podjęto decyzję o cesarskim cięciu.
Hania przez pierwszych kilka miesięcy rozwijała się prawidłowo, a raczej tak się nam tylko zdawało. Byliśmy pod opieką fizjoterapeuty, który jednak prócz asymetrii nie wskazał innych powodów do niepokoju. Około czwartego miesiąca życia zaczęliśmy się zastanawiać, dlaczego Hania nie podnosi główki. Fizjoterapeuta, któremu ufaliśmy, szedł w zaparte, że nie musimy się martwić: Wszystko jest okej.

Gdy Hania nie robiła absolutnie żadnych postępów przez kolejnych kilka tygodni, postanowiliśmy zasięgnąć rady u poleconej nam przez znajomych fizjoterapeutki. I to był punkt zwrotny w naszym życiu. W końcu trafiliśmy na osobę, która nie tylko doskonale się zna na swoim fachu, ale też taką, która z sercem i dobrą, profesjonalną radą podchodzi zarówno do dziecka, jak i nas — rodziców.
Hania miała już pół roku, a główkę nadal niechętnie podnosiła (a jeśli już, to na chwilkę), była bardzo mało aktywna, nie interesowała się zabawkami, nie przechodziła próby trakcyjnej, nie utrzymywała kontaktu wzrokowego z dorosłymi.

Zaczęliśmy jeździć od lekarza do lekarza. Na jednej z wizyt u neurologa pani doktor stwierdziła, że Hania nie wykazuje odruchów kolanowych, co wskazuje na "poważniejszy problem natury neurologicznej bądź genetycznej niż się na początku zdawało". W tym czasie już intensywnie ćwiczyliśmy z córeczką: kilka fizjoterapii w tygodniu, ćwiczenia w domu... wszystko wiązało się z ogromnym płaczem córki, a nierzadko i naszym.
Przez kilka miesięcy nie było większych rezultatów ćwiczeń, ale nie poddawaliśmy się. W tym czasie byliśmy po kilku konsultacjach z genetykiem oraz neurologami. Przyjęto nas również w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, gdzie rezonans potwierdził, że najprawdopodobniej przez zwłokę lekarzy podczas porodu doszło do niedotlenienia Hani, co przełożyło się na uszkodzenia w jej układzie nerwowym.
Hania za niedługo kończy roczek. Ostatnio udało się jej zrobić kilka małych postępów — siedzi, posadzona przez kogoś (sama wciąż nie usiądzie), zaczęła też powoli pełzać do przodu. Częściej interesuje się zabawkami i chętnie bierze je do ręki. To efekt ciężkiej pracy fizjoterapeutki i naszej w domu. Wciąż jednak nie udało się jej przejść próby trakcyjnej, nie wykazuje odruchów obronnych i na tle rówieśników jest bardzo mało aktywna. Ma skrajnie obniżone napięcie mięśniowe, co przekłada się na szereg innych problemów rozwojowych.

Kilka razy w tygodniu jeździmy z Hanią na fizjoterapię. Jest pod stałą opieką neurologopedy, neurologa oraz genetyka. Większość wizyt opłacana jest przez nas. Na konsultacje z ramienia NFZ, mimo iż skierowania są na cito, musimy czekać ponad 10 miesięcy. 10 miesięcy dla takiego maluszka to przepaść i nie możemy sobie pozwolić na to, żeby tyle czekać...
Miesięczny koszt terapii i wizyt lekarskich to ponad 1000 zł. Z uwagi na stan Hani jedno z nas nie będzie mogło wrócić do pracy, przez co całkowicie stracimy płynność finansową. Sytuacja makroekonomiczna (inflacja, ciągle rosnące stopy procentowe) nie ułatwia sprawy.
Prosimy o wsparcie finansowe, żeby bez dodatkowego zadłużania się w bankach (co i tak jest mało realne, gdyż nasza zdolność kredytowa nam na to nie pozwoli) oraz wśród znajomych być w stanie opłacić terapię i lekarzy Hani przez pierwszych kilka lat jej życia.
Z góry dziękujemy za Twoją pomoc!
Patrycja i Wojtek, rodzice