
Proszę, pomóż mi, aby nie zabrakło mnie w życiu mojego dziecka...
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, sprzęt medyczny
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, sprzęt medyczny
Fundraiser description
Wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Miałem zająć się narzeczoną i wspólnie z nią czekać na przyjście na świat naszego wymarzonego maleństwa. Niestety, los bywa brutalny najbardziej wobec tych, którzy całkowicie się tego nie spodziewają...
Pod koniec sierpnia zdiagnozowano u mnie nowotwór. Rozpocząłem walkę o życie. Nie wiem, ile czasu mi pozostało i jak długo dane mi będzie być ojcem, ale wiem jedno – będę walczył do końca i zrobię wszystko, żeby tylko moje dziecko miało tatę. Czy to wystarczy?
Zawsze marzyłem o szczęśliwej rodzinie. Snułem plany i byłem pewny, że zapewnię im stabilność i radosne życie. Niestety, wszystko zmieniło się w sierpniu 2021 roku.

Zaczęło się bardzo niewinnie. Najpierw drętwienie i dziwne odczucia w obrębie szczęki. Następnie stopniowo nasilający się ból głowy, promenujący do potylicy, karku i twarzy. Kiedy objawy zaczęły przybierać na sile, strasznie się przeraziłem.
Szybko trafiłem do szpitala, gdzie zostałem poddany wielu badaniom. Pierwsza diagnoza padła na zapalenie zatok. Jednak lekarze nie byli pewni, wykonywali więc dalsze badania. Pobrano wycinki do badań histopatologicznych. Niestety, wyniki nie pozostawiały złudzeń.

Diagnoza: nowotwór złośliwy tkanek miękkich znajdujący się w twarzoczaszce. Mój cały świat w jednej sekundzie się zawalił, a później wszystko działo się tak szybko... Z każdym dniem pojawiały się kolejne dolegliwości – trudności z otwieraniem ust, zaburzenia połykania, wytrzeszcz, utrata wzroku w prawym oku i opuszczona powieka. Wraz z narzeczoną byliśmy zdruzgotani. Choroba w jednej chwili kazała zapomnieć o dotychczasowym życiu, zamieniając codzienność w koszmar.
Obecnie z każdym dniem mój stan się pogarsza. Pojawiły się dodatkowe problemy z poruszaniem i wykonywaniem podstawowych, najprostszych czynności. Rozpocząłem chemioterapię, niestety choroba wciąż postępuje. Z ostatnich, październikowych badań wynika, że pojawił się rozległy naciek nowotworu...

Nie ma we mnie zgody na chorobę, która może zniszczyć wszystko. Zbyt wiele przede mną, by już teraz poddać się i czekać na to, co najgorsze. Muszę walczyć dla siebie, dla narzeczonej i przede wszystkim dla naszego dziecka.
Niestety, leczenie, konsultacje i liczne wizyty u specjalistów już teraz pochłaniają ogromne sumy pieniędzy, a to dopiero początek naszej walki. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak prosić Was o pomoc.
Proszę, usłyszcie mój apel! Apel zrozpaczonego ojca, który sam odczuwając dotkliwe skutki choroby, chce zapewnić swojemu dziecku wszystko, co najlepsze.
Hubert