

Walka o życie zaczęła się od bólu kolana... Młody piłkarz walczy z białaczką❗️
Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne w Izraelu
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne w Izraelu
Fundraiser description
Patrzę na swoje dziecko i nie mogę uwierzyć, że to wszystko na niego spadło... Młody chłopak, który zarażał wszystkich uśmiechem. Pogodny i towarzyski, szczery, otwarty na świat. Nigdy nie zrobił nikomu żadnej krzywdy. Zawsze miał dużo przyjaciół. Miał marzenia i całe życie przed sobą… A teraz?
Nawet w tak trudnej sytuacji, jak ta, w której się znaleźliśmy, syn nie traci optymizmu. Cały czas się uśmiecha. Zupełnie, tak jakby choroba nie dotyczyła jego… A przecież leży, już zupełnie łysy, spuchnięty, obolały. Wiecznie kuty igłami, podpięty pod mnóstwo kabelków i sprzętu…
Iljusz miał szczęśliwe i beztroskie dzieciństwo. Dobrze się uczył, grał na perkusji, od 6 roku życia profesjonalnie grał w piłkę nożną. W lutym zaczął się skarżyć na ból kolana. Zwróciliśmy się prawie natychmiast do lekarza. Badanie krwi, USG i prześwietlenie stawu kolanowego wykazały chorobę Osgood-Schlattera (zapalenie guzowatości kości piszczelowej). Jest to częsta przypadłość młodych sportowców, więc wszystko łączyło się w całość.

Zaproponowano mu fizjoterapię, ale po 15 zabiegach syn nagle zaczął gorączkować... Przepisane przez lekarza antybiotyki nie były w stanie pomóc, a po badaniach krwi skierowano go na oddział onkologiczny. Byliśmy przerażeni. Przecież nikt z nas nie zakładał takiej tragedii. To był TYLKO ból kolana i gorączka!
Po pobraniu szpiku kostnego usłyszeliśmy najstraszniejszą diagnozę: ostra białaczka limfoblastyczna. Ziemia osunęła się mi spod nóg… Ta informacja brzmiała w moich uszach, głowie, ale cały czas próbowałam się jej pozbyć. Nie przyjmowałam jej do siebie!
Mój syn też był przerażony… W pierwszej chwili do głowy przychodzą do głowy myśli pełne paniki. Ile jeszcze będzie żył? Jak on to zniesie i co teraz zrobimy? Ale Ilja szybko wziął się w garść i powiedział coś, czego nigdy nie zapomnę: "Mamo, ile trzeba, tyle będę się leczył. Będzie dobrze." Mój syn, który usłyszał, że ma w sobie śmiertelną chorobę, sam mnie uspakajał…
Podjęliśmy decyzję, aby wyjechać na leczenie do Izraela. Ilja jest ciężkim przypadkiem tej choroby, a ja nie mogłam ryzykować życiem swojego dziecka. Przeszedł chemioterapię z wieloma skutkami ubocznymi, ale wszystko wytrzymał z godnością i odwagą.

Obecnie jest w stanie remisji, ale ze względu na uszkodzenie genu, będzie dostawać intensywną chemioterapię aż do maja 2023. Nowotwór czai się za rogiem. Czeka na jedną, najmniejszą słabość i nieuwagę… Nie chcę wystawiać mojego syna na kolejne próby. Chciałabym go ochronić.
Niestety… wyczerpałam wszystkie możliwości finansowe na poprzednie leczenie. Dla naszej rodziny była to ogromna kwota, której nie mamy już skąd wziąć…
Życie mojego syna wyceniono na kolejne tysiące, których nie mam... Jestem zmuszona prosić Państwa o pomoc. Wierzę, że to ostatni krok do pokonania choroby!
Błagam, pomóżcie nam.
Anna, mama Ilji