
BARDZO PILNE: Moje dzieci straciły tatę - nie mogą stracić też mnie❗️Proszę, pomóż mi wygrać życie!
Fundraiser goal: ratowanie życia - leczenie onkologiczne w Niemczech
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: ratowanie życia - leczenie onkologiczne w Niemczech
Fundraiser description
Błagam - pomóż mi zawalczyć o życie dla pięciorga moich dzieci! Nie chcę, aby mnie straciły... Nie chcę, aby po stracie taty musiały przechodzić przez kolejną niewyobrażalną stratę! Nie chcę, by zostały sierotami!
Jestem Iwona, mam 44 lata i jeszcze kilka lat temu moje życie było zwyczajne i spokojne. Byłam pełną energii, uśmiechniętą żoną, mamą, kobietą pracującą, pełną planów i marzeń.. Ale życie niestety nie jest łaskawe, nie dla każdego.... Dziś jestem waleczną wdową i mamą pięciorga wspaniałych dzieci, które każdego dnia boją się straty kolejnego rodzica.
2023 roku był najgorszym rokiem mojego życia... Pochowałam męża, a moje dzieci straciły ukochanego tatę... Dla naszej rodziny był to ogromny cios. Moje dzieci bardzo przeżyły stratę taty i do dziś uczą się żyć z tą pustką, która po nim została. Mimo własnego bólu jestem dla nich silna. Starałam się zapewnić im bezpieczeństwo, wsparcie i nadzieję, że nawet po najtrudniejszych chwilach można odnaleźć światło...
Jestem dla moich dzieci oparciem, kierunkowskazem i osobą, do której przychodziły po siłę, rozmowę i poczucie bezpieczeństwa, ale niestety przyszedł kolejny cios... Podobno silni dostają więcej... Tak więc po raz kolejny muszę wstać i walczyć, ale tym razem o swoje życie... Los postawił przede mną kolejną dramatyczną walkę i dramatycznie groźnego przeciwnika. Pewnego dnia nagle dostałam ataku padaczki, straciłam przytomność, a w szpitalu okazało się, że w mojej głowie jest guz mózgu...
Usłyszałam przerażająca diagnozę: glioblastoma IDH-wildtype CNS WHO G4 - glejak wielopostaciowy IV stopnia, jeden z najbardziej agresywnych i złośliwych nowotworów mózgu.
Przeszłam operację, radioterapię i chemioterapię. Każdego dnia walczę o życie i o czas - czas, którego moje dzieci tak bardzo potrzebują.

Jestem mamą pięciorga dzieci: córek - Wiktorii, Weroniki i Magdaleny, które mają 23, 20 i 18 lat oraz dwóch synków - 8-letniego Antosia i 5-letniego Olusia.
Choć moje córki są już prawie dorosłe, strata taty była dla nich ogromnym cierpieniem. Dziś nie wyobrażają sobie, że mogłyby stracić także mamę. A ja nie wyobrażam sobie, że mogłabym zostawić je same z kolejnym bólem i pustką.
Moi chłopcy nadal potrzebują mamy każdego dnia - do przytulenia, rozmowy, odprowadzenia do szkoły czy przeczytania bajki na dobranoc. Moje starsze córki również mnie potrzebują - może już nie do trzymania za rękę, ale do obecności, wsparcia i poczucia, że mama nadal jest obok. Nie mogę ich zostawić!
Przez całe życie to ja pomagałam innym, wspierałam sercem, rozmową, wspierałam też zbiórki charytatywne, uczestniczyłam w wydarzeniach i akcjach dla osób chorych oraz potrzebujących. Zawsze wierzyłam, że dobro wraca, a człowiek nie może się poddawać - nawet wtedy, gdy życie stawia przed nim najtrudniejsze doświadczenia. Byłam osobą pełną uśmiechu, wiary i nadziei. Starałam się dodawać sił innym, wspierać tych, którzy walczyli z chorobą i pokazywać, że nawet po burzy może znów wyjść słońce.
Nigdy nie przypuszczałam, że pewnego dnia to ja będę musiała prosić o pomoc. Pojawiła się jednak dla mnie szansa leczenia w klinice w Kolonii w Niemczech. Koszt terapii jest ogromny, to kwota całkowicie poza moim zasięgiem.
Dlatego dziś z całego serca proszę o pomoc. O szansę na dalsze życie, o czas z moimi dziećmi, o możliwość dalszego bycia ich mamą, wsparciem i bezpiecznym miejscem. Chcę jeszcze patrzeć, jak dorastają, wspierać ich w trudnych chwilach, cieszyć się ich uśmiechem i po prostu być obok...
Dlatego proszę o każdą wpłatę, każde udostępnienie i każde dobre słowo. Każda pomoc daje mi nadzieję, że zostanę z moimi dziećmi jeszcze trochę dłużej.
Dziękuję wszystkim za każdą okazaną dobroć i obecność w tej najtrudniejszej walce o życie.
Iwona