
Moja ukochana żona, Jadzia, walczy z PARKINSONIZMEM WTÓRNYM❗️Proszę, pomóż mi o nią walczyć❗️
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, terapia
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, terapia
Fundraiser description
Mam na imię Zbigniew i jestem mężem Jadwigi. Przeżyliśmy razem już 58 lat, z czego 55 jako małżeństwo. Przysięgałem mojej żonie, że będę przy niej w zdrowiu i w chorobie. Na dobre i na złe. Dziś to „złe” zaatakowało ze zdwojoną siłą. Staram się być silny dla mojej ukochanej Jadzi i robię wszystko, co w mojej mocy, by jej pomóc, jednak jest mi coraz trudniej. Dlatego ze ściśniętym sercem piszę ten tekst, z nadzieją, że znajdą się ludzie, którzy zechcą nam pomóc.
Moja żona przeszła w życiu bardzo wiele. Lata temu wykryto u niej nowotwór mózgu – na szczęście niezagrażający życiu. Później, ze względu na osłabione kości, Jadzi pękł kręgosłup – aż w 3 miejscach. Straciła sprawność i zaczęła poruszać się na wózku. Jesteśmy w podeszłym wieku, taka duża i nagła zmiana nie jest łatwa – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Niestety podczas hospitalizacji w kwietniu 2026 roku, okazało się, że to nie koniec problemów. Zdiagnozowano coś znacznie gorszego – PARKINSONIZM WTÓRNY.
Lekarz powiedział do mnie jedno krótkie zdanie, które wciąż wybrzmiewa mi w głowie: „Bądź silny.”. Nie byłem na to gotowy, ale obiecałem sobie, że zrobię wszystko, by pomóc żonie. Dowiedziałem się, że parkinsonizm wtórny daje podobne objawy do choroby Parkinsona. Jadzia zmaga się ze znacznym spowolnieniem ruchowym, sztywnością mięśniową, drżeniem, zaburzeniami równowagi i zanikami pamięci krótkotrwałej.
Były momenty, w których żona kompletnie nie wiedziała, gdzie jest lub jaki jest dzień tygodnia. Traciła kontakt z rzeczywistością, a każdy stres i lęk powodował u niej potworne sztywnienie mięśni. Tak bardzo się bała, a ja mogłem ją tylko przytulić i powiedzieć, że jestem przy niej. Że jest bezpieczna… Wiele przeszedłem, jestem dorosłym mężczyzną. Ale tego typu chwile były jednymi z najgorszych w moim życiu.
Na szczęście neurolog i psychiatra wdrożyli specjalistyczne leczenie, które pomaga i hamuje postęp choroby! Żona powoli wraca do sił, ale pełnej sprawności niestety już nigdy nie odzyska. Skupiamy się na tym, żeby poprawić komfort jej życia. Udało mi się znaleźć wspaniałą rehabilitantkę, która przyjeżdża do naszego mieszkania, by ćwiczyć z żoną. Nie są to skomplikowane ćwiczenia – chodzi o to, by Jadzia mogła sama wstać z łóżka, pójść do toalety, umyć się i w miarę normalnie funkcjonować.
Na ten moment żona wymaga opieki 24 godziny na dobę. Nie mogę jej zostawić samej, bo nie jest jeszcze w stanie wykonywać wielu prostych czynności samodzielnie. Każdego dnia pomagam jej wstać, usiąść na wózek, przygotowuję jedzenie, dbam o dom. Tęsknię za pysznymi obiadami, które kiedyś dla mnie przygotowywała… Ale staram się godnie ją w tym zastępować.
Mieszkamy w bloku, który nie jest dostosowany do osób poruszających się na wózku. Mamy do pokonania 11 schodów, by dotrzeć do windy. Nie mogę już dźwigać Jadzi, bo moje mięśnie nie są już tak silne, jak dawniej. Kiedyś podróżowaliśmy po Europie, a dziś wyprawa do naszego ulubionego parku stanowi spore wyzwanie. Jednak widok Jadzi uśmiechniętej od ucha do ucha, gdy widzi piękną przyrodę, rekompensuje wszystko. A ja przy okazji na tym korzystam – pchanie wózka i spacerowanie po parku to spory wysiłek fizyczny!
Jestem szczęśliwy, przyglądając się, jak żona z miesiąca na miesiąc staje się bardziej kontaktowa, a na jej twarzy coraz częściej gości uśmiech. Lubię wracać pamięcią do naszych wspólnych chwil, gdy byliśmy nieco młodsi i pełni sił. Gdy wychodziliśmy do sklepów i Jadzia była tak zafascynowana, że traciła poczucie czasu, a ja siadałem wtedy na ławce i cierpliwie czekałem, aż przejrzy nowy asortyment… Gdy urodził się nasz ukochany syn, a potem założył swoją rodzinę... Wierzę, że przed nami jeszcze wiele pięknych momentów! Musimy tylko przetrwać najgorsze.
Jadzia jest najdzielniejszą osobą, jaką znam. Drzemie w niej niesamowita siła. Przeszliśmy razem naprawdę wiele, krok po kroku pokonując każdą przeszkodę, która stawała nam na drodze. Będziemy walczyć dalej, ile tylko starczy nam sił! Niestety sami nie damy rady, bo wiąże się to z bardzo wysokimi kosztami. Dlatego z całego serca proszę Was o pomoc. Każda złotówka to dla nas ogromna nadzieja i realne wsparcie. Mam jedno marzenie: by moja żona znów była szczęśliwa. Z góry dziękuję za okazane serce.
Zbigniew, mąż Jadzi