
Janek walczy o życie❗️Nie możemy stracić ukochanego męża i taty... Ratunku!
Fundraiser goal: ratowanie życia, pomoc społeczna, leczenie alternatywne i uzupełniające
Fundraiser goal: ratowanie życia, pomoc społeczna, leczenie alternatywne i uzupełniające
Fundraiser description
Janek walczy o życie - a my walczymy o Janka, walczymy z czasem, walczymy o kolejne chwile razem. Glejak IV stopnia - złośliwy nowotwór mózgu to zabójczy przeciwnik, ale Janek się nie poddaje - walczy, bo ma dla kogo żyć! Ja - Ania, żona Janka i troje naszych dzieci - Nina, Lila i Iwo - zrobimy wszystko, by ratować życie naszego ukochanego męża i tatusia... Jeśli jest nadzieja, poruszymy niebo i ziemię, żeby Janek mógł z tego leczenia skorzystać. Prosimy o pomoc!
5 czerwca Janek przeszedł kolejną operację mózgu w prywatnej klinice... To już trzecia operacja, kolejna wznowa, trzecia walka o życie. Operujący Janka doktor Libionka uznał, że za 2-3 miesiące konieczna będzie kolejna operacja. Otwieramy kolejną zbiórkę, bo szukamy ratunku - kontaktujemy się z klinikami w Niemczech, staramy o dostanie do programu badań klinicznych w Szwajcarii... Jest nadzieja. Nadzieja na to, by złośliwy nowotwór mózgu na zawsze nie rozbił naszej rodziny, nie zabrał mi Janka, a naszym dzieciom ukochanego taty...

Być może znasz już naszą historię... Jeśli nie - 17 miesięcy temu nasze życie rozpadło się niczym domek z kart. Diagnoza spadła na nas jak grom z jasnego nieba. To był zwykły dzień, 28 stycznia. Janek był w pracy, ja smażyłam z dziećmi naleśniki i snułam plany na zbliżające się ferie. Telefon z nieznanego numeru, w sekundę zburzył naszą beztroskę. Mężczyzna, który przedstawił się jako ratownik medyczny, zapytał, kim jest dla mnie Jan Hernik. W jednej sekundzie mnie zmroziło...
Okazało się, że mój mąż stracił przytomność za kierownicą podczas jazdy samochodem... Dostał ataku padaczkowego i zjechał z drogi. Z samochodu wyciągnęli go inni kierowcy, wezwali pogotowie, które przetransportowało Janka do szpitala. Rozmawiałam z Jankiem przez telefon - mówił nieskładnie, nielogicznie, pytał, gdzie jestem. Wiedziałam, że stało się coś złego...
Tomograf komputerowy pokazał zmianę w mózgu, której lekarze nie byli w stanie jednoznacznie zinterpretować. Po rezonansie i spektrografii lekarze nie pozostawili nam złudzeń. Glejak, rozlany, nie w pełni operacyjny, złośliwy, IV stopień. Bardzo agresywny nowotwór mózgu, jeden z najgorszych, na jakie można zachorować. 90 procent pacjentów nie przeżywa nawet pięciu lat od diagnozy.

W jednej sekundzie zaczęła się dramatyczna walka o życie... Choruje nie tylko Janek, choruje cała nasza rodzina. Mamy troje dzieci - Ninę, Lilę i Iwo. Bardzo kochają swojego tatę. Najtrudniej było wytłumaczyć dzieciom, że to nowotwór, na którego nie ma lekarstwa, że to choroba śmiertelna... Kiedy wpisałam do wyszukiwarki "glejak" i przeczytałam o rokowaniach, że Jankowi może zostać kilkanaście miesięcy życia, rozpadłam się na kawałki... Przez wiele tygodni płakałam kilka razy dziennie.
Od diagnozy zaczęła się walka. Walczymy każdego dnia o to, by Janek został z nami... Niestety glejak to nowotwór, który odrasta i to w bardzo agresywny sposób... Mimo leczenia atakuje po raz kolejny. Jak tłumaczył to lekarz, to taki rodzaj nowotworu, który, jak wyjaśnił nam obrazowo lekarz, wygląda tak, jakby ktoś na mózg wylał sos do spaghetti. Atakuje struktury mózgu i jest mocno usieciowiony, nie da się go po prostu usunąć. Można wyciąć jakąś część, ale gdzie indziej może pojawić się znowu.

Po ostatniej radioterapii u Janka pojawił się obrzęk mózgu oraz wodogłowie, a co za tym idzie problemy neurologiczne, potworny ból, wymioty... Konieczna była kolejna, trzecia już operacja mózgu. Dziękujemy Ci za dotychczasowe wsparcie - to dzięki niemu Janek przeszedł trzy operacje w prywatnej klinice, gdzie dostał jeszcze szansę na życie. Musieliśmy za nie zapłacić, niestety w publicznej służbie zdrowia nie ma już możliwości pomocy neurochirurgicznej...
Po ostatniej rozmowie z profesorem Libionką wstąpiła w nas nadzieja. Są badania kliniczne w Szwajcarii, leki sprowadzane z Niemiec, terapie Car-T Cell... Zrobimy wszystko i pójdziemy wszędzie, gdziekolwiek jest tylko cień szansy, cień nadziei na życie. Niestety, samo rozpoczęcie leczenia zagranicą to koszt kilkudziesięciu tysięcy euro... Janek był głównym żywicielem naszej 5-osobowej rodziny. Niestety powikłania po chorobie i leczeniu uniemożliwiają mu pracę... Stracił wzrok w prawym oku, ma lekką afazję, problemy z pamięcią krótkotrwałą. Potrzebujemy pomocy.
Dzieci nadal nie dowierzają. Ja też nie. Nie wyobrażam sobie codzienności bez męża. To mój największy przyjaciel... Walczymy o każdy rok, miesiąc, tydzień, dzień razem. Bardzo prosimy o pomoc.
Ania i dzieci

Zdjęcie Anny Hernik, pokazujące Janka tuż po operacji z synkiem Iwo, zdobyło nagrodę internautów tegorocznego konkursu Grand Press Photo:
