
Złośliwy nowotwór w IV stadium chce zabrać ukochanego tatę i męża❗️Uratuj życie Jana!
Fundraiser goal: Leczenie za granicą, rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie za granicą, rehabilitacja
Fundraiser description
Nasz koszmar rozpoczął się w 2025 roku. Tatę bardzo bolał przełyk, z trudem jadł i pił. Z dnia na dzień coraz bardziej skarżył się na ból. Wtedy strach w naszych sercach zagościł po raz pierwszy. Tata poszedł do lekarza, kiedy wrócił, nic już nie było takie samo.
Rozpoczął się szereg badań i wizyt u specjalistów. Właściwa diagnoza padła dopiero w listopadzie. Kiedy z ust lekarza usłyszeliśmy, że to nowotwór złośliwy żołądka, nasz świat się zawalił.
Skontaktowaliśmy się z innym lekarzem, który wykonał ponowne badania. Okazało się, że to nowotwór w czwartym stadium, a na domiar złego – z przerzutami do płuc i węzłów chłonnych.
Podjęto decyzję o chemioterapii. Ze względu na brak miejsc i ogromne kolejki potrzebujących tata otrzymał pierwszą dawkę dopiero po 1,5 miesiąca od zadecydowania o leczeniu. Tata mimo wszystko był w ferworze walki – a my razem z nim. Wierzył, że pokona śmiertelnego wroga, a my kibicowaliśmy mu z całych sił.
Wszystko jednak się zmieniło po ostatnich kontrolnych badaniach... Chemia działała tylko przez jakiś czas, najnowsze wyniki pokazały, że guzy przestały reagować na leczenie. Ziemia znów osunęła się spod naszych nóg.
Tata zawsze był pełny sił i wigoru. Zanim dopadł go nowotwór, miał stabilną pracę, a wolny czas spędzał w ogrodzie, dbając o rośliny, które zawsze musiały dobrze wyglądać. Dziś jest po kilkunastu chemiach, a my każdego dnia widzimy, jak opuszczają go siły.
Stracił czucie w palcach, ponieważ wskutek chemii prawdopodobnie doszło do uszkodzenia nerwów – pojawiły się problemy z utrzymaniem równowagi, a chodzenie staje się coraz trudniejsze.
Zaczęliśmy szukać ratunku wszędzie. Udało nam się znaleźć dobrego specjalistę za granicą, w Austrii. Nadzieja wróciła, a chwilę później znów zgasła, kiedy dowiedzieliśmy się, ile potrzebujemy pieniędzy. Sama konsultacja kosztuje krocie, aż boimy się pomyśleć o kosztach leczenia. Jesteśmy załamani.
Ponad 300 tysięcy złotych – to kwota, która może uratować życie ukochanego taty i męża. To kwota, która znacznie przekracza nasze możliwości finansowe. Nie mamy takich pieniędzy i choćbyśmy bardzo się postarali, nie jesteśmy w stanie ich uzbierać. A środki potrzebne są na już.
Wiemy jednak, że nie możemy się poddać, dlatego szukamy pomocy, gdzie tylko się da. I znaleźliśmy się tutaj – stajemy przed Wami i ze łzami w oczach prosimy o wsparcie. Tylko z Wami może się udać. Prosimy, podaruj naszemu tacie i mężowi szansę na życie.
Córka Patrycja z rodziną