Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Mój syn umiera, a ja jestem bezradny... Proszę, pomóż uratować Jasia!

Jan Twardowski
Zbiórka zakończona

Mój syn umiera, a ja jestem bezradny... Proszę, pomóż uratować Jasia!

1 233 933,53 zł ( 134.26% )
20496 donors
Goal:

leczenie immunoterapia z przeciwciałmi anty -GD2

Jan Twardowski, 6 years
Poznań, wielkopolskie
neuroblastoma wysokiego ryzyka
Starts at: 14 February 2018
Ends at: 25 March 2018

Description

Mały chłopiec nie powinien walczyć o życie. Powinien się śmiać, bawić, rozrabiać, a nie leżeć na onkologii, w otoczeniu dzieci, które odchodzą. Mały chłopiec nie powinien umierać! Mój synek, Jaś, nie skończył jeszcze trzech lat, a toczy najważniejszy bój w swoim krótkim życiu. Walczy z rakiem - neuroblastomą IV stopnia. Żeby wyzdrowieć, konieczna jest immunoterapia. Niestety, w naszym kraju nierefundowana. Jako ojciec zrobię wszystko, żeby  moje dziecko wygrało tę walkę, dlatego dziś bardzo Was proszę - pomóżcie uratować Jasia…

Jan Twardowski

Był środek wakacji, wygłupialiśmy się z synkiem na trampolinie. Na drugi dzień Jasio wstał z bólem w okolicy szyi i pleców oraz z lekkim stanem podgorączkowym. Lekarz przepisał receptę z antybiotykiem na anginę i leki przeciwbólowe. Po kilku dawkach nastąpiła poprawa, jednak nie na długo. Ból wrócił ze zdwojona siłą… Jaś wymiotował, miał wysoką gorączkę, bolał go brzuszek, plecy i szyja. Jeździliśmy od lekarza do lekarza. Podejrzenia padły na żołądek, ale leki pomogły znów tylko na chwilę i znów rozpoczął się dramat. Synek nie był w stanie chodzić o własnych siłach, kulał. W końcu, dokładnie w sobotę 2 września trafiliśmy na oddział gastroenterologiczny. Mijał dzień za dniem, podawali kolejne leki, robili dziesiątki badań i znowu… nic!

Zapadła decyzja - robimy rezonans magnetyczny brzuszka. Gdy usłyszałem diagnozę, poczułem się tak, jakby ktoś uderzył mnie z całej siły w głowę. Świat usunął mi się spod stóp… W Brzuchu mojego syna był ogromny guz, wielkości cegłówki! Oplatał kręgosłup, złamał dwa kręgi, powodował niewyobrażalny ból. Szybko okazało się, że naszym wrogiem jest nowotwór w swej najgorszej postaci - Neuroblastoma IV stopnia...

Jan Twardowski

Przerzuty były wszędzie: w kościach, szpiku, w głowie. Nie wiedziałem, jak to wszystko poskładać… Właśnie urodził się nasz drugi synek, mieliśmy cieszyć się z powitania nowego życia, a tymczasem w oczy naszej rodzinie zajrzała śmierć. Okazała się być bezlitosna, potworna - wybrała sobie niewinne dziecko, mojego syna…

Rozpoczęła się bezlitosna walka na wyniszczenie. Rak atakował, a my odpowiadaliśmy kontratakiem: cykl silnej chemioterapii, operacja usunięcia guza, potem pobranie komórek macierzystych do autoprzeszczepu. Została jeszcze resztka guza w klatce piersiowej, niedługo Jaś znów trafi na stół operacyjny. Mojego kochanego synka czeka jeszcze megachemia z autoprzeszczepem i radioterapia - wszystko po to, by jak najbardziej osłabić raka! To wszystko na papierze brzmi tak prosto, ale w rzeczywistości przechodzimy dramat… Jaś nie ma nawet 3 lat, a jego maleńki organizm został już wystawiony na ciężką próbę… Leczenie onkologiczne wyniszcza nie tylko nowotwór, ale wszystko inne. Osłabia ciało, zabiera uśmiech, który kiedyś stale gościł na twarzy synka…

Jan Twardowski

Ale musimy walczyć, nie możemy się poddać! Staramy się ze wszystkich sił jakoś poskładać te puzzle, które los postanowił okrutnie pomieszać. Kawałek po kawałku budujemy nasz świat na nowo, a przyświeca nam tylko jedno - wiara w to, że koszmar minie, zostanie tylko przykrym wspomnieniem… Jednak wiara to za mało. Na nic łzy, wyrzeczenia, na nic nawet ogromna miłość… Ostatnim etapem terapii jest leczenie przeciwciałami anty-GD2 w Krakowie. Tylko dzięki temu mamy szansę pokonać straszną chorobę… Ale tu pojawiają się schody - leczenie to nie jest refundowane przez NFZ! Jako rodzice musimy sami zapłacić cenę za życie naszego dziecka. To ponad 200 000 euro…

Jan Twardowski

Mamy bardzo mało czasu, by zebrać gigantyczną sumę, którą trudno mi jest sobie wyobrazić. Jestem ojcem i oddałbym mojemu synowi wszystko, ale tego nie mam. Nie mam pieniędzy, które uratują Jasia, a bezradność jest gorsza niż wszystko inne. Proszę o pomoc, bo nic innego już mi nie zostało. Jeśli synek nie przejdzie terapii przeciwciałami, wszystko pójdzie na marne, każda godzina cierpienia tego małego chłopca… Liczy się każdy gest. Muszę wierzyć, że mój syn przeżyje...

1 233 933,53 zł ( 134.26% )
20496 donors

Follow important campaigns