
Rak próbuje odebrać mi życie! Pomocy!
Fundraiser goal: Nierefundowane leczenie nowotworu
Fundraiser goal: Nierefundowane leczenie nowotworu
Fundraiser description
Moje życie od pół roku przypomina koszmar na jawie. Bardzo chcę się obudzić, ale kiedy zamykam i otwieram oczy, zdaję sobie sprawę, ze to nie sen. To rzeczywistość, z którą muszę się zmierzyć.
Joanna: Nie wiem, co było gorsze, czekanie na diagnozę, czy informacja, że lekarze nie widzą zbyt dużych szans na ratunek. Ich brak nadziei był niezwykle bolesny, ale też mobilizujący.
Małgorzata, córka Joanny: Kiedy mama zauważyła w piersi guza, w naszych głowach zapaliła się czerwona lampka. Nie od dziś mówi się o wczesnej diagnostyce, samobadaniu i wszystkim, co związane z profilaktyką. Niestety, pandemia, zamknięcie ośrodków nie pomagały nam znaleźć odpowiedzi na pytanie, co się dzieje z mamą, a kolejne informacje przekazywane podczas teleporady brzmiały jak błądzenie we mgle.
Proces oczekiwania na diagnozę zdawał się dłużyć w nieskończoność… Mimo stosowania się do wskazówek lekarzy mama czuła się coraz gorzej. Bałyśmy się…
Joanna: Pierwsze spotkanie i dramatyczna wiadomość. Rak. Najwyższy stopień zaawansowania. Choroba zaatakowała kości, szczególnie kręgosłup. Zaatakowała wątrobę, płuca. Właściwie nie wiem, czy to ciało należy do mnie, czy w całości przejął je rak. Przestaję panować nad bólem, choć zdaje się ogromny ciągle rośnie. Powoduje, że w głowie pojawia się tylko jedno pytanie: “kiedy to wszystko się skończy?!”.

Małgorzata, córka Joanny: Pamiętam słowa lekarza, kiedy przyjechałyśmy rozpocząć leczenie. Powiedział, że życzy mamie powodzenia w dotrwaniu do kolejnej dawki. Wyniki nie pozostawiały złudzeń - sytuacja stała się dramatyczna.
Zaczęłyśmy z siostrą poszukiwania, przecież musi być ktoś, kto leczy podobne przypadki, kto mógłby, chociaż skonsultować wyniki. Tak trafiłyśmy na klinikę w Niemczech i specjalistów, którzy podczas pierwszej wizyty przywitali mamę zszokowani. Okazuje się, że wyniki jasno wskazywały, że bez wzmocnienia, mama nie miałaby szans przeżyć kolejnej chemioterapii! Brzmi jak największa tragedia, której na szczęście udało nam się uniknąć…
Mama po pierwszej wizycie czuje się dobrze, nie odczuwa wreszcie bólu. Pierwszy raz od momentu diagnozy zobaczyłyśmy ją taką. To dla nas jasny znak - terapia wspomagająca musi być kontynuowana, ale każda wizyta w klinice to ogromne koszty… Wysokość opłat może sięgnąć 300 tysięcy złotych! Ani ja, ani moje siostry, żadna z nas nie zdobędzie takiej sumy! Nie mogę zapewnić mamie tego, co potrzebuje najbardziej. Pomocy! Proszę! Daj mamie szansę na życie, bez bólu, bez strachu o to, czy kolejnego dnia będzie mogła spojrzeć w niebo. Dla nas to batalia o najwyższą stawkę!
Joanna: Nareszcie czuje, że żyję, a nie wegetuję. Po krótkim momencie zawahania dostrzegłam jak wielką wartość ma życie! Apetyt rośnie w miarę jedzenia… Teraz marzy mi się to, na co nikt jeszcze jakiś czas temu nie dawał mi szans. Chciałabym dożyć kolejnych urodzin i świętować za całą moją rodziną. Bez strachu, jakby jutra miało nie być.
Małgorzata, córka Joanny: Dramatyczna walka trwa. Zdajemy sobie sprawę, że toczymy bój o życie. Najgorsza jest świadomość, że drugiej szansy nie będzie… Wierzymy jednak, że wasze wsparcie będzie dla nas nadzieją na to, że jutro będzie nowym początkiem. Mama musi żyć! Mama jest dla nas wszystkim!