
Pijany kierowca staranował Kacpra – policjanta i strażaka OSP❗️W stanie krytycznym walczy o życie❗️Pomóż!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Stałem z krwią mojego brata na rękach i twarzy, patrzyłem, jak walczy o oddech. Rozpędzony, pijany kierowca wjechał w niego, gdy pomagał pewnej kobiecie wydostać auto z rowu. A potem chciał uciec z miejsca zdarzenia. W jednej chwili życie naszej rodziny rozpadło się na kawałki. Kacper walczy o życie. Błagam o pomoc, nie mogę go stracić.
Mój brat to policjant i strażak OSP – człowiek z sercem na dłoni, zawsze gotowy do pomocy. Całe jego życie kręciło się wokół jednego: bycia dla innych. 28 czerwca 2026 roku jechaliśmy samochodem, gdy nagle zobaczyliśmy auto w rowie. Bez wahania zatrzymaliśmy się, by sprawdzić, czy nikomu nic się nie stało. Wezwaliśmy lawetę, stanęliśmy w bezpiecznym miejscu na poboczu w oczekiwaniu na pomoc. Rozmawialiśmy z przestraszoną właścicielką samochodu, gdy nagle ktoś krzyknął: „uciekajcie!”. Nie zdążyliśmy.
Pijany kierowca wjechał prosto w naszą grupę. Ja oberwałem w bok, kolega w kolano, a Kacper... W głowę. To były sekundy. Nagle zobaczyłem, że nie ma go obok, był kilka metrów dalej. Siła uderzenia odrzuciła go na dużą odległość. Byłem oszołomiony, ale adrenalina zrobiła swoje. Pobiegłem do brata, wezwałem karetkę i robiłem wszystko, żeby utrzymać go przy życiu. Mój brat, mój najlepszy przyjaciel leżał przede mną nieprzytomny i z trudem łapał oddech. A ja po raz pierwszy w życiu doświadczyłem tak wielkiego strachu, że trudno mi go wymazać z pamięci.
Kacper trafił do kaliskiego szpitala w stanie krytycznym. Został zaintubowany, podłączony do aparatury podtrzymującej życie. Ten obraz pełen kabli, maszyn i rurek zostanie ze mną na zawsze. Nie mogłem w to wszystko uwierzyć, ta cała sytuacja była jak najgorszy koszmar, z którego nie można się wybudzić.

Sytuacja była na tyle poważna, że lekarze zdecydowali się przetransportować brata helikopterem do Warszawy. Mówili wprost, że mamy przygotować się na najgorsze. Że raczej nie przeżyje. Na szczęście 6 lipca odłączono go od respiratora. Teraz czekamy, aż się wybudzi. Nadal nie wiemy, jak rozległe są uszkodzenia mózgu. Wiemy tylko, że obrzęk jest bardzo duży, ale wierzymy, że ustąpi. Operacja na otwartej czaszce nie wchodzi w grę, gdyż Kacper by jej nie przeżył.
Mam świadomość tego, że mój brat może już nigdy nie odzyskać sprawności sprzed wypadku, że może nie wrócić do służby, że może już nigdy ze mną nie porozmawiać. To łamie mi serce. Ale nie przestanę walczyć, bo wiem, że on chce żyć! Kacper próbuje ściskać rękę, poruszać nogą. Być może słyszy, jak do niego mówimy. Niestety nie otwiera oczu, ale wierzę, że wkrótce to nastąpi.
Tkwimy w jednej wielkiej niewiadomej. Tylko jedno jest pewne: bez intensywnej rehabilitacji Kacper nie ma szans na poprawę. Czas ma tu kluczowe znaczenie, bo to właśnie w ciągu pierwszych miesięcy od wypadku układ nerwowy ma największą zdolność do tworzenia nowych połączeń. Mój brat jest jeszcze młody, ma wiele planów i marzeń... Całe życie przed nim. Zrobię wszystko, by pomóc mu odzyskać dawne życie, które tak bardzo kochał.
Nie jestem w stanie opisać emocji, które mam w sobie od tego tragicznego dnia wypadku. Nie mogę spać, nie mogę się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Codziennie jestem w szpitalu, trzymam brata za rękę i próbuję wierzyć, że jeszcze do nas wróci. Byłem przy Kacprze i wszystko widziałem. To zmienia człowieka na zawsze. W głowie krążyło mi tysiące pytań. Jak powiedzieć mamie, że jej syn walczy o życie? Jak wytłumaczyć naszemu 6-letniemu braciszkowi, co się stało? Jak spojrzeć w oczy naszej nastoletniej siostrze i udawać, że wszystko będzie dobrze? Kacper to nie tylko mój starszy brat – to mój najlepszy przyjaciel, mój autorytet od najmłodszych lat. Nie wyobrażam sobie życia bez niego.
Koszty, które spadły na nas dosłownie w jednej chwili, są przerażająco wysokie. Nie mamy środków na leczenie i rehabilitację Kacpra, a bez nich nie możemy walczyć o jego życie i odzyskanie sprawności. Dlatego z całego serca, w imieniu swoim oraz bliskich, błagam o pomoc. Każda złotówka to szansa, że Kacper do nas wróci. Proszę, pamiętajcie również o tym, by nigdy nie wsiadać za kierownicę po alkoholu. Jeden moment może zniszczyć życie całej rodziny. Nasze już nigdy nie będzie takie samo…
Dominik – brat Kacpra, wraz z bliskimi
