Fundraiser finished
Kacperek Banaś - main photo

Nie chcę patrzeć, jak on umiera...

Fundraiser goal: roczne leczenie olejami CBD, by powstrzymać napady padaczki

The fundraiser includes alternative therapy

Fundraiser started by:
Kacperek Banaś, 11 years old
Tarnów, małopolskie
padaczka lekooporna, toksoplazmoza wrodzona, wodogłowie
Starts on: 20 July 2018
Ends on: 23 June 2019
PLN 12,515(62.48%)
Donated by 630 people

Pledge 1.5% of tax to me

KRS0000396361
Purpose of 1.5% of tax0040436 Kacperek

Fundraiser goal: roczne leczenie olejami CBD, by powstrzymać napady padaczki

The fundraiser includes alternative therapy

Fundraiser started by:
Kacperek Banaś, 11 years old
Tarnów, małopolskie
padaczka lekooporna, toksoplazmoza wrodzona, wodogłowie
Starts on: 20 July 2018
Ends on: 23 June 2019

Fundraiser description

Moje dziecko ma atak padaczki, a ja nie mogę robić nic – tylko płakać! I modlić się, by Kacperkowi się nic nie stało… Mijają godziny, które są jak wieczność. Mój synek jest obok, a jakby go nie było… Jego oczy patrzą, ale nie widzą, nieruchome, martwe. Oddech zanika… Leki nie działają… Proszę, jak tylko zrozpaczona matka może prosić – pomóż nam!

Tak jeszcze do niedawna wyglądała każda noc, tak będzie też wyglądąć, jeśli  przerwiemy leczenie... Czasami chciałabym cofnąć czas, wrócić do momentu, w którym jeszcze byliśmy szczęśliwi… Kacper urodził się jako zdrowy chłopczyk. Myślałam wtedy, że Bóg wysłuchał moich modlitw – dał mi zdrowe dziecko. Gdy tuliłam go w ramionach, byłam najszczęśliwsza na świecie. Nic nie zapowiadało tragedii.

Kacperek Banaś

Pierwsza wizyta kontrolna u lekarza. I pierwsze łzy… Wchodziłam uśmiechnięta, spokojna. Wychodziłam zdruzgotana, bo zawalił mi się świat… Pierwsza poważna diagnoza – lekarz wykrył u Kacpra padaczkę i wodogłowie… Szok. Myślałam, że to koniec złych wiadomości… tymczasem był to dopiero początek! Kacper urodził się z toksoplazmozą wrodzoną – pasożytem, który zaatakował jego mózg i oczy… Chorobą, która niszczy, która może powodować nawet to, czego boję się zawsze, o czym nie chcę myśleć nigdy – jego śmierć.

W szpitalu spędziliśmy pół roku. Poranki i wieczory w szpitalnej sali, dziesiątki dzieci, których imion ich nie pamiętam, oczy ich matek, wypełnione tym co moje – strachem i troską… Czas zwolnił, przestał mieć znaczenie, nie było dni tygodnia, miesiąca, tylko kolejne badania, kroplówki, wizyty, obchody. Pół roku Kacperek spędził z dala od siostrzyczki, od babci i dziadka, od taty… który niestety nie udźwignął ciężaru, jakim było chore dziecko. Zostaliśmy sami.

Dziś Kacper ma tylko mnie… Wtedy też byłam sama. Znikąd pocieszenia, znikąd nadziei… Każdy dzień, zamiast przynosić pocieszenie, przynosił coraz większy ból… Ile człowiek może znieść? Dla dziecka wszystko…

Kacperek Banaś

Kacper przeszedł 3 operacje na swojej malutkiej główce, 2 razy zapalenie opon mózgowych, zaraził się też gronkowcem… Lekarze nie dawali mu szans. On jednak walczył i wygrał… To, że żyje, to dla mnie największy dar od Boga. Jest może słabszy, jest może wolniejszy, mówi niewyraźnie, widzi bardzo słabo, w wielu czynnościach potrzebuje pomocy… ale jest. Rehabilitacja, ćwiczenia z logopedą, spotkania z psychologiem… tak wygląda nasze życie.

I pewnie nikt by o nas nigdy nie usłyszał, nie prosiłabym o pomoc, gdyby nie padaczka… Choroba, która przez 3 lata była utajona, aż nagle uderzyła z siłą tajfunu. Przez nią Kacper kilka razy znalazł się na skraju życia i śmierci. Padaczka to potworna choroba, niebezpieczna, okrutna… Zabiera oddech, świadomość, cofa w rozwoju… Ataki były coraz dłuższe, coraz częstsze, czasami trwały wiele godzin… Jedną ręką trzymałam wtedy rączkę Kacpra, drugą telefon, zapłakana, gotowa do tego, by natychmiast wzywać karetkę. Każda noc bezsenna, każda w strachu, przeplatała się z dniem… Mój synek cierpiał, a ja żyłam jak zombie.

Nie pomagało nic. Żadne leki, żadne terapie… Stan Kacperka się pogarszał, a wraz z jego załamaniem rosła moja bezradność… Całą złość do losu za to, co nam zrobił, muszę chować głęboko w sobie… Nie ma co płakać, trzeba działać, bo od łez jeszcze nikt nie wyzdrowiał… Jeśli ja nie zawalczę o mojego synka, nie zrobi tego nikt.

Kacperek Banaś

Szukałam, pytałam, czytałam… Mama dziecka, które również choruje na padaczkę, powiedziała, bym spróbowała olejów CBD… Po konsultacji z lekarzem Kacper zaczął leczenie. Kilka kropel dziennie, a efekty niesamowite… Łzy same kapią mi z oczu, gdy myślę o tym, jak było, a jak jest teraz… Po pierwszym podaniu Kacper sam przespał cała noc… Ataki zniknęły. W końcu zaczął robić jakieś postępy, mógł napić się sam z kubka, nie rozlewając, zaczął też rysować…

Skąd jednak wziąć pieniądze na leczenie? Kacper spokojnie śpi, ja też mogłabym spać, ale jednak nie mogę, bo to pytanie spędza mi sen z powiek… Jeśli przerwiemy leczenie, padaczka wróci, zaatakuje ponownie! Nie będzie już mojego energicznego synka, będzie ta nieruchoma, martwa lalka, w którą zamienia go padaczka… W oczach, zamiast tego światełka, będzie tylko pustka i ból!

Proszę o Twoją pomoc, bo nie chcę, by mój synek cierpiał… Proszę o to, by zapewnić Kacprowi leczenie. Proszę o siłę, by nie być już tą zapłakaną, zmartwioną matką, tylko taką, jakiej potrzebuje moje chore, cudowne dziecko…

Select a tag
Sort by
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 100
  • Bożena Witek
    Bożena Witek
    Share
    PLN 3
  • Antoś Monia i Karol
    Antoś Monia i Karol
    Share
    PLN 10
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 10
  • Ewela
    Ewela
    Share
    PLN X
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 5

Kacperek Banaś is still fighting for recovery. Support the current fundraiser.

DonateDonate