Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Moją mamę zabija rak! Proszę, pomóż mi ją uratować!

Katarzyna Kłobuchowska

Moją mamę zabija rak! Proszę, pomóż mi ją uratować!

60 067,00 zł ( 31.94% )
Wsparło 2181 osób
Goal:

Perjeta - lek onkologiczny

Fundraising organizer: Fundacja Siepomaga
Katarzyna Kłobuchowska
Elbląg, warmińsko-mazurskie
Nowotwór złośliwy piersi z przerzutami
Starts at: 14 March 2016
Ends at: 12 March 2017

Result

Nie ma takich słów, które opisałyby rozmiar tragedii, jaką jest śmierć kogoś bliskiego. W przypadku śmierci matki, która zostawia na świecie kilkuletnie dziecko, brakuje ich tym bardziej.

Jeszcze niedawno rozmawialiśmy z Kasią przez telefon. Wiązała ogromne nadzieję z nowym lekiem, który jej zaproponowano. Była pełna nadziei i siły; jej głos łamał się tylko wtedy, gdy wspominała o córeczce. Nie bała się walki z chorobą, obawiała się tylko jednego – że jeśli nowotwór wygra, Julka zostanie sama…

Kilka tygodni później jej najgorsze objawy stały się rzeczywistością. 11 marca 2017 roku Kasia odeszła. Organizm, wyniszczony pięcioletnią walką, nie wytrzymał kolejnego ataku ze strony bezlitosnego przeciwnika, jakim jest rak.

Kasia na zawsze pozostanie dla nas przykładem tego, jak nie poddawać się, jak nie tracić nadziei... aż do końca... – napisali jej koledzy i koleżanki ze Szpitala Wojewódzkiego w Elblągu, w którym przez wiele lat pracowała jako pielęgniarka. Dla nas jest przykładem tego, jak ogromna może być miłość do dziecka – to Julka dawała Kasi przez wiele lat siłę do tego, by walczyć z chorobą, by trwać, by jak najdłużej być mamą.

Z ogromnym smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci Kasi. Wszystkie dobre myśli kierujemy dziś w stronę jej córeczki, która będzie musiała przedwcześnie dorosnąć. Julcia już nigdy nie wtuli się w bezpieczne ramiona kochającej mamy, wierzymy jednak, że miłość Kasi do córki będzie silniejsza do śmierć, że nigdy nie przestanie chronić i kochać swojego dziecka, nawet teraz, gdy nie ma jej już obok…

Description

Osiem lat – to za wcześnie, by stracić mamę…

Zawsze były tylko we dwie. Julka i Kasia, mała dziewczynka o wielkim uśmiechu i jej mama. Żyły skromnie – pielęgniarka samotnie wychowujące dziecko nie może sobie pozwolić na zbyt wiele – ale szczęśliwie, mając to, czego nie da się kupić za żadne pieniądze – siebie. Julka, gdy dorośnie, chciała być taka jaka mama – dobra, ciepła, pomocna. To było jej marzenie.

Dziś jedynym marzeniem tej małej dziewczynki jest tylko to, by jej mama żyła.




On, ten trzeci, pojawił się nieproszony, brutalnie niszcząc ich mały świat. Rak piersi. Rozdzielił mamę i córeczkę, rzucając tą pierwszą na oddział onkologii, przerażoną, walczącą o życie. Pozbawił ją włosów, przyniósł za to łzy, a Julce – tęsknotę. Gdy Kasia przechodziła chemioterapię, Julka nauczyła się pisać – musiała przecież napisać mamie list, że kocha ją i wierzy, że wyzdrowieje – i rysować – na rysunkach Kasia jest zdrowa i z powrotem ma włosy, bo przecież mamusia już wkrótce wyzdrowieje, prawda?

Kolejne metody leczenia jednak zawiodły. Szansą na wyzdrowienie Kasi był lek Kadcyla, który we wrześniu 2016 roku udało się zakupić dzięki hojności Darczyńców – środki, widoczne na zielonym pasku, zostały w całości przeznaczone na jego zakup. Dziś zbiórkę trzeba rozpocząć od początku – wykonany w grudniu tomografia wykazała, że nowotwór powrócił! Lek nie zadziałał… Lekarze jednak nie pozwolili Kasi się poddać. Wiążą ogromną nadzieję z innym lekiem onkologicznym – Perjeta, który przez wielu uważany jest za przełom w leczeniu raka piersi z przerzutami. Wydłuża czas życia i daje ogromną nadzieję na zwycięstwo w walce z nowotworem. Niestety, nie jest refundowany. 13 tysięcy za dawkę, podawaną co 3 tygodnie – taka jest cena za życie Kasi. Do niedawna na szpitalnych korytarzach to ona pocieszała umierających. Dziś, jeśli nie znajdzie się pomoc, sama będzie jedną z nic…


Na początku lutego Kasia dostała pierwszą dawkę leku Perjeta. Mama z krótką fryzurą – włosy odrastają po chemii – jest dla Julki najpiękniejsza na świecie. Trzyma ją mocno za rękę, podłączoną do kroplówki. Julka wie, że musi być silna, bo mama choruje. Sprząta swój pokój, dostaje same dobre stopnie. Dla mamy zrobiłaby wszystko, dlatego prosi o pomoc – na początku marca Kasia musi dostać kolejną dawkę leku!

Nie pozwólmy, by mała dziewczynka straciła mamę z powodu pieniędzy. Uratujmy życie Kasi, niech patrzy, jak córeczka dorasta. Osiem lat – to za wcześnie, by zostać na świecie samemu…

[zbiórka na lek Kadcyla, maj 2016]

- Julcia, jakie jest Twoje największe marzenie? – Żeby moja mamusia była zdrowa...

Julka ma dziś osiem lat. Jej mama, pani Kasia, choruje na raka od czterech. - Julka to powód, dla którego codziennie wstaję z łóżka i walczę o każdy kolejny dzień życia. Wychowuję ją sama. I kocham nad życie. Jest dzielna. Chwilami dzielniejsza ode mnie. Czeka na to, aż wyzdrowieję. Nikt nie wspiera mnie tak jak ona.

Córka i praca to dwie rzeczy, które sprawiają, że w życiu pani Kasi jest jeszcze normalność. Na szpitalne korytarze wróciła w lutym, tylko że teraz  ponownie chodzi nimi nie jako pacjentka, ale pielęgniarka. Na Oddziale Dermatologicznym Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Elblągu pracuje od 23 lat. Kiedy rozmawia z chorymi, kiedy czuje, że pomaga innym, zapomina że jest chora. Że sama ma tu szpitalną kartę, w której wpisane jest: nowotwór złośliwy.

Od czterech lat lepiej rozumie chorych, bo już wie, jak to jest – usłyszeć diagnozę, o której myśli się, że to wyrok. Czuć na plecach oddech śmierci. Czuć paraliżujący strach, bezradność. Złość na los i przerażenie – co teraz będzie?


Julka przychodzi na świat w 2007 roku. Po porodzie pani Kasia zauważa na piersi torbiel. Biopsja, USG. Żadnych niepokojących wyników, zero zmian. Bada się co pół roku. W 2012 pierś jest zaczerwieniona, obrzmiała. Może to borelioza – martwi się pani Kasia. Robi badania w swoim szpitalu, trafia na biopsję jeszcze raz, tym razem mammotomiczną. Lekarz, który stawia diagnozę, zna ją, podaje jej wyniki badań do ręki. Pani Kasia czyta, świat ciemnieje, litery wirują przed oczami. Nowotwór złośliwy.

Atak paniki. Strach tak silny, że psychicznie jest na samym dnie. Ale trzeba szybko się podnieść. Bo pani Kasia nie o siebie się martwi najbardziej, ale o córkę. Julka jest taka malutka, co z nią będzie? Kto się nią zajmie? Mówi Julce, że jest chora. Córka nie ma wątpliwości – będzie dobrze. Mówi mamie, że lekarze na pewno ją wyleczą.

Pani Kasia zaczyna w to wierzyć.

Jako pielęgniarka wie, że każdy rak jest inny. Jej mama, babcia Julki, zmarła na raka trzustki. Postanawia nie czytać w Internecie nic na ten temat, nie załamywać rąk, tylko walczyć.

Ze szpitalnych korytarzy trafia na szpitalne łóżko – Julka trzyma mamę za rękę – kolejne dni odmierzane są przez chemię sączącą się w kroplówce – Julka pisze do mamy, jak bardzo za nią tęskni – pani Kasia traci włosy, ale nie nadzieję – Julka rysuje rysunki, na których mama jest już zdrowa.


Agresywna chemioterapia, potem chemia w tabletkach, radioterapia. Nieskuteczne. Spróbujmy czegoś innego – decydują lekarze. Kadcyla – nowoczesny chemioterapeutyk stosowany w rozsianej chorobie nowotworowej piersi. Ampułkę z nim należy przyjmować co 3 tygodnie. Refundowany w Holandii, w Niemczech, ale nie w Polsce.

Cena za jedną dawkę leku to kilkanaście tysięcy złotych. I tyle co 3 tygodnie. Dla pielęgniarki, samotnie wychowującej dziecko, to fortuna.

W zbiórkę pieniędzy dla pani Kasi angażuje się cały szpital. Po 3 pierwszych dawkach leku czuje się o wiele lepiej. Wykonuje tomografię. To zwycięstwo. Nowotwór się zmniejsza.

Zaczyna pisać listy – do firm, do fundacji, do mediów... Julka podpisuje każdy z nich. Okrągłe literki dziecięcego pisma zdobią papier. Prosi pomoc w sfinansowaniu kolejnych dawek leku. O pomoc dla mamusi.


I pomoc nadchodzi. Nowotwór zaczyna ustępować. Pani Kasia czuje się coraz lepiej. W lutym wraca na oddział. Paradoksalnie, wśród innych chorych, gdy robi coś dla nich, dopiero czuje, że żyje.

Julka za rok ma iść do pierwszej komunii. Pani Kasia wierzy, że do tego czasu onkologiczny koszmar się skończy. Że będzie zdrowa. Ale wciąż co 3 tygodnie potrzebuje kolejnej dawki życia.

Przerwanie terapii automatycznie oznaczać będzie nawrót choroby.

A Julka prosi tylko o jedno: proszę, uratujcie moją mamusię.

60 067,00 zł ( 31.94% )
Wsparło 2181 osób

Follow important campaigns