

Czekałam z synami 12 godzin, modląc się, żeby ich tata przeżył… Karol ma złośliwego raka trzustki❗️Pomocy❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, pomoc społeczna
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
1 Regular Donor
Join- Anonymousstarted monthly donation
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, pomoc społeczna
Fundraiser description
Proszę, zatrzymaj się na chwilę… Wiem, że nie masz czasu. Mój mąż też go nie ma. Potrzebuję Twojej pomocy, bo mogę go stracić! Każda minuta to walka. Przeczytaj naszą historię – mogła się ona przydarzyć każdemu. A przydarzyła się Karolowi, miłości mojego życia, ojcu naszych dzieci, człowiekowi, który jeszcze niedawno był silny, zdrowy i szczęśliwy.
Był 2017 rok, mój mąż szykował się na drugą zmianę. Nagle zadzwonił, że bardzo źle się czuje i żebym szybciej wróciła do domu z pracy. Kiedy go zobaczyłam, nogi mi się ugięły. Od razu wiedziałam, że to coś poważnego. Wezwałam karetkę. W szpitalu przez trzy dni dostawał tylko leki przeciwbólowe, aż w końcu przewieziono go na sygnale do innego szpitala.
Sepsa, żółtaczka i słowa lekarzy: „Stan Pani męża jest bardzo poważny. Ma 10% szans na przeżycie”. Nie jestem w stanie opisać, co przeżywałam tamtego dnia, ale najważniejsze było jedno: Karol przeżył! Po dwóch miesiącach wyszedł ze szpitala z diagnozą: ostre zapalenie trzustki, autoimmunologiczne. Myślałam wtedy, że najgorsze już za nami. Tak bardzo się myliłam…

W 2022 roku trafiliśmy na onkologię. Mąż był coraz słabszy, wytrzymywał tylko dzięki plastrom z morfiną. Ból nie pozwalał mu wstawać z łóżka. Lekarze mówili o torbielach, ale czuliśmy, że za tym wszystkim stoi znacznie większy przeciwnik… W listopadzie 2024 roku Karol trafił do tego samego chirurga, który kilka lat wcześniej uratował mu życie. Przeszedł poważną i bardzo ryzykowną operację, podczas której wycięto mu całą trzustkę, połowę żołądka, woreczek żółciowy i część dwunastnicy.
Nigdy nie zapomnę, kiedy siedziałam z naszymi synami pod salą operacyjną przez 12 godzin, modląc się, żeby to nie był koniec… Karol przeżył, kolejny raz się udało! Niestety radość nie trwała długo. Dwa tygodnie później, gdy miał założone 54 szwy i ledwo chodził, otrzymaliśmy wyniki badań: złośliwy rak trzustki. Nasz świat się zawalił.
Myśleliśmy, że gorzej już nie będzie. A jednak. We wrześniu, w Gliwicach, po kolejnych badaniach dowiedzieliśmy się o przerzutach do nadnerczy. Na 20 stycznia 2026 roku mąż ma zaplanowaną kolejną operację. Chemioterapia nie wchodzi w grę – to rak neuroendokrynny, który niesie za sobą zbyt duże ryzyko rozsiania. Lekarka powiedziała, że czytała o takich przypadkach tylko w książkach. Karol nie ma trzustki, więc automatycznie zmaga się z cukrzycą insulinozależną i dramatycznymi spadkami cukru. W ciągu zaledwie jednego roku schudł 34 kilo! Patrzę, jak z dnia na dzień gaśnie… A ja jestem bezsilna. Nie mogę mu pomóc, choć tak bardzo chciałabym zabrać od niego ten ciężar.

Kiedyś żyliśmy normalnie. Byliśmy zwyczajną, szczęśliwą rodziną. Karol pracował fizycznie, był silnym mężczyzną. W 2024 roku, tuż przed operacją, spełnił swoje ogromne marzenie – zapisał się na prawo jazdy na motor i zdał za pierwszym razem. Przejechał się tylko kilka razy. Dziś ledwo ma siłę wstać z łóżka. Jest na rencie, całkowicie niezdolny do pracy. Ja zarabiam najniższą krajową. Jeździmy do Gliwic nawet cztery razy w miesiącu, aż 470 km w jedną stronę, czasem tylko na 15-minutową konsultację. Oszczędności się skończyły. Zostaje strach, czy wystarczy na leczenie, na dojazdy, na mieszkanie.
Karol ma dopiero 42 lata – ON MUSI ŻYĆ! Nasi synowie potrzebują taty, a ja męża! Lekarze powiedzieli: „cieszcie się każdym dniem”. Dali mu kiedyś 10% szans, ale on już nie raz udowodnił, że potrafi walczyć! Dlatego przełamuję wstyd i proszę, pomóż nam! Każda złotówka i każde udostępnienie to realna pomoc i szansa na kolejny dzień razem. Chcę wierzyć, że przed nami jeszcze piękne chwile…
Kasia, żona Karola