

Moja mama umarła mi na rękach, a teraz okazało się, że mam guza wątroby❗️Pomocy!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Mam na imię Karol i od wielu lat toczę potworną walkę o zdrowie, godność i przeżycie... Zaczęło się od choroby Leśniowskiego-Crohna, którą zdiagnozowano u mnie w 2010 roku. Mam za sobą około 15 bolesnych operacji: przetoki, ropnie, pobyty w szpitalach… Los doświadczył mnie tak bardzo, że już nie raz brakowało mi nadziei na lepszą przyszłość. Jak by tego było mało, w grudniu 2025 roku lekarze potwierdzili diagnozę naczyniaka wątroby.
Niestety, ze względu na towarzyszące mi inne schorzenia i obniżoną odporność, nie mogę korzystać z leczenia biologicznego. Pozostają mi jedynie sterydy i leki przeciwzapalne. Nie mam już rodziny. Mój ojciec zmarł na raka w 2016 roku. Później straciłem też jedynego brata. Moja mama, która była moim największym oparciem, odeszła 24 sierpnia 2022 roku. Zmarła na moich rękach, chorując na raka piersi. Wcześniej, w Wigilię 1999 roku, straciłem w wypadku wujka, ciocię i kuzynkę. Zostałem zupełnie sam.

Trafiłem w głęboki cień. Nie miałem siły, by mierzyć się z tym wszystkim, bywały i nadal bywają bardzo trudne dni… Do tego trafiłem do szpitala. Cztery dni byłem pod respiratorem, potem czekał mnie miesiąc hospitalizacji. Przeszedłem zator płucny, ropień, odmę. Przez tygodnie poruszałem się na wózku, a moje mięśnie były niemal całkowicie zwiotczałe.
Gdy myślałem, że gorzej być już nie może, zdiagnozowano u mnie guza wątroby. Muszę być pod stałą kontrolą lekarzy. Mój organizm jest wycieńczony po wszystkim, co do tej pory przeszedł. To dramatycznie zwiększa ryzyko, że zmiana zacznie rosnąć i pojawią się poważne powikłania! Przy okazji badań wyszło również, że moje płuca są w gorszym stanie, niż wcześniej zakładano. Mam zwłóknienia i blizny, przez które płuca straciły swoją sprężystość. Nie mogę wziąć głębokiego oddechu, bardzo szybko się męczę i zmagam się z duszącym kaszlem. Objawy nasilają się jeszcze bardziej w sezonie grzewczym.

Od 2014 roku odczuwam paniczny lęk przed wyjściem z domu i funkcjonowaniem w przestrzeni publicznej. Muszę uważać, by nie złapać żadnej infekcji, bo przy mojej osłabionej odporności nawet drobne zakażenie może mieć bardzo poważne konsekwencje i doprowadzić nawet do śmierci! Każdego dnia towarzyszą mi złe i trudne myśli. Jestem pod opieką psychiatry, ale nie stać mnie na regularną psychoterapię, która mogłaby mnie ratować.
Ze względu na mój stan zdrowia jestem całkowicie niezdolny do pracy i samodzielnej egzystencji. Funkcjonuję z pomocą mojego jednego, jedynego przyjaciela, który mnie nie zostawił. Mimo to cały czas żyję w zawieszeniu. Bez rodziny, własnego domu, bez środków na leczenie i psychoterapię. Bez przyszłości, ale z iskrą nadziei.
Postanowiłem ponownie zwrócić się z prośbą o pomoc. W poprzednim etapie zbiórki dzięki Wam udało mi się zebrać część środków na leczenie. Dziś, żyjąc w groźbie powiększenia się guza wątroby, każda złotówka jest dla mnie bezcenna. Chcę żyć i walczyć dalej, ale sam nie dam rady. Proszę, bądźcie w tej walce ze mną, bądźcie moją nadzieją, że jeszcze będzie dobrze!
Karol
