
W trakcie chemioterapii nastąpiła WZNOWA❗️Jestem żoną i mamą, nie mogę umrzeć. Błagam o pomoc!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Mam na imię Karolina. Jestem żoną i mamą. Zdiagnozowano u mnie bardzo agresywnego raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych i kości. Moja najmłodsza córeczka ma dopiero 5 lat i bardzo mnie potrzebuje. Nie mogę teraz umrzeć! Kocham życie... Błagam, pomóż mi o nie walczyć!
Wszystko zaczęło się od zwykłego zmęczenia. Myślałam, że to kwestia pracy lub szybkiego trybu życia. Nikt przecież nie podejrzewa od razu raka. W sierpniu 2024 roku wyczułam w swojej lewej piersi małego guzka. Lekarze uspokajali mnie, że to tylko łagodna torbiel. Niestety, zmiana zaczęła rosnąć.
Na początku marca 2025 udało mi się dostać na prywatną wizytę u onkologa. Ale było już za późno... Guz objął całą pierś, rozwinął się poważny stan zapalny. Lekarz już wtedy powiedział mi, że to niemal pewne: nowotwór. Następnego dnia czekała mnie biopsja, a ja wróciłam do domu w totalnej rozsypce. Nie mogłam zasnąć z myślą, że w moim ciele może rozwijać się śmiertelna choroba. Miałam wtedy 36 lat...

Przypuszczenia onkologa się potwierdziły. Wynik badania był bezlitosny: potrójnie ujemny rak lewej piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Moje życie się zawaliło. W dodatku miesiąc wcześniej zmieniłam pracę – wcześniej pracowałam w trybie zmianowym, także w nocy. To bardzo wpływało na moje życie rodzinne, dlatego musiałam coś zmienić. Niestety nie przewidziałam tego, że zachoruję na nowotwór. Zostałam z niczym.
Guz był tak duży, że nie kwalifikował się do operacji. Rozpoczęłam więc chemioterapię: 4 cykle chemii czerwonej i 3 białej, przy jednoczesnej immunoterapii. W kwietniu konieczna była również radioterapia. Skutki uboczne leczenia były tragiczne... Dużo się o tym słyszy, ale dopiero, gdy doświadczyłam tego na własnej skórze, zrozumiałam, jakie to trudne. Tuż przed I Komunią Świętą mojego synka wypadły mi wszystkie włosy. Moja psychika rozpadła się na kawałki. Przy życiu trzymała mnie tylko jedna myśl: „Jesteś matką. Walcz.".
Mijały miesiące, a poprawy nie było. Za to ja – byłam wrakiem człowieka. Na szczęście pod koniec 2025 roku guz się zmniejszył, dzięki czemu zakwalifikowałam się do operacji. Mastektomia lewej piersi odbyła się tuż przed Świętami Bożego Narodzenia, 18 grudnia. Byłam cała obolała i roztrzęsiona, ale na szczęście po trzech dniach mogłam wrócić do domu, do mojego ukochanego męża i dzieci. Tylko to się dla mnie liczyło. To nie był jednak łatwy czas. Siedząc przy wigilijnym stole, modliłam się, by to nie były moje ostatnie Święta...

Po usunięciu całej piersi wraz z guzem sytuacja na jakiś czas się ustabilizowała. Odzyskałam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. W dalszym ciągu jednak musiałam przyjmować chemioterapię. Niestety, w czerwcu 2026 roku koszmar powrócił. Kontrolne badanie PET wykazało, że mam WZNOWĘ. Lekarze nie mogli w to uwierzyć, bo to ekstremalna rzadkość, że rak atakuje ponownie w trakcie przyjmowania chemii!
Nowotwór objął miejsce po usunięciu lewej piersi, prawą pierś, 10 węzłów chłonnych i kości. Zostałam zdyskwalifikowana z programu lekowego. Zdecydowałam się przenieść leczenie do Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach, oddalonego 250 km od mojego domu. To moja ostatnia nadzieja. Przyjmuję chemię czerwoną liposomalną, która nie obciąża tak mocno serca. Najgorsze jest to, że żaden lekarz nie jest w stanie powiedzieć, jak długo potrwa leczenie. Póki co, czeka mnie 10 cykli. Bywają dni, kiedy czuję się tak źle, że nie jestem w stanie sama funkcjonować. Mój mąż musi wtedy zostać ze mną w domu i nie może pójść do pracy. A to jedyny żywiciel naszej rodziny.
Wydaliśmy już wszystkie oszczędności. Nie mamy pieniędzy na dojazdy do szpitala, leki, suplementy, wizyty u specjalistów, a w dodatku mamy na utrzymaniu rodzinę. Panicznie boję się, że umrę. Że nie zdążę zobaczyć, jak moje dzieci dorastają. Że będę dla nich tylko wspomnieniem... Błagam, z całego serca, pomóż mi! Każda złotówka, udostępnienie i dobre słowo mają dla mnie ogromne znaczenie. Dają mi nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Dziękuję za okazane serce.
Karolina