
"Ma pani maksymalnie rok zycia" – wbrew statystykom żyję! Proszę, pomóż mi wygrać z NOWOTWOREM❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
W lipcu 2024 roku moje życie zatrzymało się w jednej chwili. Wracałam z nocnej zmiany, zmęczona jak zawsze, i kiedy spojrzałam w lustro, zobaczyłam, że moje oczy są żółte, a na całym ciele pojawił się świąd. Myślałam, że to może być żółtaczka.
Ten obraz wrył mi się w pamięć. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że to pierwszy krok w stronę najtrudniejszej drogi, jaką kiedykolwiek przyszło mi przejść. W najgorszych snach nie wyobrażałam sobie, że czeka mnie piekło.

Po trzech miesiącach w szpitalu, niezliczonych badaniach i kilku biopsjach usłyszałam słowa, które odebrały mi oddech: NOWOTWÓR dróg żółciowych w IV stadium. Świat zapadł mi się pod stopami. Miałam 42 lata. W domu czekało na mnie moje dziecko. Nigdy nie nadużywałam alkoholu, nie paliłam, nie używałam narkotyków, a mimo to moja wątroba odmówiła posłuszeństwa.
5 października 2024 roku lekarz powiedział mi: „Ma pani maksymalnie rok życia”. Płakałam całą noc. To był moment, w którym człowiek naprawdę czuje, że traci grunt pod nogami. A jednak... coś we mnie się nie zgodziło. Nie chciałam odejść. Nie chciałam zostawić mojego dziecka. Postanowiłam walczyć! Postanowiłam udowodnić, że się mylą!

Zaczęłam szukać każdej możliwej drogi ratunku. Konsultacje w różnych krajach, rozmowy z lekarzami, godziny spędzone na poszukiwaniu leczenia, które mogłoby dać mi choć odrobinę nadziei. To była walka o każdy dzień, o każdy oddech, o każdy promień światła.
Niestety w moim przypadku nie wystarczyłoby tylko podanie chemioterapii. Aby skutecznie walczyć o życie, konieczne było podanie immunoterapii, która nie jest refundowana. Za leczenie trzeba zapłacić. Dodatkowo wszelkie badania i zabiegi okołomedyczne pochłaniają ogromne sumy pieniędzy każdego miesiąca.

Dzięki Waszej ogromnej pomocy w maju 2026 udało się wdrożyć wspomniane leczenie. Do końca życia będę Wam za to wdzięczna! Przede mną kolejne badania, konsultacje, kolejne kroki, które czasem przerażają, a czasem dają nadzieję. Włosy co chwilę odrastają – niby drobiazg, a jednak potrafi rozpalić we mnie iskrę, której tak bardzo potrzebuję.
Dziś mijają prawie dwa lata od tamtej diagnozy. A ja wciąż tu jestem. Wciąż żyję. Wciąż walczę. Nie było i nie jest łatwo. Choroba odebrała mi wiele, ale też nauczyła mnie, co w życiu jest naprawdę ważne. I właśnie dzięki ludziom, dzięki mojej rodzinie, przyjaciołom i Wam mogę walczyć dalej. Bez Waszej pomocy nie dałabym rady.

Za każdym razem, gdy idę do szpitala i chemia płynie w moje żyły, zakładam szpilki. To mój mały bunt. Moje „nie" wobec choroby. Nie pozwolę, by rak odebrał mi kobiecość, godność, poczucie siebie!
Z włosami czy bez, z wysypką, z nudnościami, ze zmęczeniem, które czasem przygniata... ja nadal idę do przodu. Walczę po swojemu. Szpilką w raka. Najbardziej chcę zobaczyć, jak mój syn dorasta, a jeśli uda mi się to zrobić, to będzie dla mnie najważniejszą rzeczą, jaką udało mi się osiągnąć. Z całego serca proszę, bądźcie ze mną dalej w tej walce!
Kasia

➡️ Śledź Facebooka Kasi i bądź na bieżąco! (opens a new tab)