
Życie Kasi to potworna walka z druzgocącymi diagnozami❗️Jej życie jest zagrożone – pomóż❗️
Fundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, zakup sprzętu medycznego, zabiegi
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie, rehabilitacja, zakup sprzętu medycznego, zabiegi
Fundraiser description
Mam na imię Kasia i zmagam się z wieloma chorobami, które niszczą mi życie. Od dziecka jestem sama. Gdy miałam zaledwie 2 latka, w tragicznych okolicznościach straciłam mamę. Ojciec zmarł nieco później – na raka. Przez całe życie byłam zdana sama na siebie i próbowałam walczyć ze wszystkimi przeciwnościami losu. Dziś staję przed Wami i proszę o pomoc, bo sama już nie jestem w stanie unieść ciężaru leczenia.
Objawy cukrzycy miałam już jako dziecko, jednak diagnoza padła dopiero w 2019 roku, gdy poziom cukru we krwi osiągnął krytyczny poziom: 750 mg/dl. To był moment, w którym moje ciało było już skrajnie wyniszczone. Niestety przez to, że przez większość mojego życia choroba nie była w żaden sposób kontrolowana i leczona, pojawiły się liczne powikłania.

Zmagam się również z padaczką. Napady przychodzą niespodziewanie i przybierają różne formy. Potrafię nagle przestać reagować w trakcie rozmowy, „zawiesić się”, stracić kontakt z otoczeniem, a czasem także przytomność. Zdarzają się też ataki drgawek. Nasilenie napadów zależy od zmęczenia. Kiedy pracuję dłużej, ataki pojawiają się częściej i są silniejsze. A ja zwyczajnie nie mam wyboru, bo muszę pracować, żeby w ogóle się leczyć.
Do tego dochodzi tachykardia, która może prowadzić do udaru czy niewydolności serca. Są momenty, w których moje serce zaczyna bić coraz szybciej bez żadnego ostrzeżenia. Pojawiają się kołatanie, duszności, zawroty głowy i ból w klatce piersiowej. W dodatku jestem osobą niesłyszącą. Stwierdzono u mnie głuchotę czuciowo-nerwową. Korzystam z implantów ślimakowych, które pozwalają mi funkcjonować i mieć kontakt ze światem, ale ich utrzymanie, części i serwis to kolejne ogromne wydatki.

Największe zagrożenie dla mojego życia stanowią jednak nogi. Od kilku lat zmagam się z zaawansowaną niewydolnością żył. Mam zaburzone krążenie, ogromne obrzęki i coraz większe problemy z chodzeniem. Ból towarzyszy mi praktycznie cały czas. Lekarze powiedzieli wprost: „Jeśli nie rozpoczniemy leczenia, może dojść do zatorowości. Może Pani umrzeć.”. A przecież jestem jeszcze młoda, chciałabym wreszcie zostawić za sobą trudną przeszłość i zacząć żyć pełnią życia…
Refundowana operacja chirurgiczna żył w moim przypadku jest obarczona bardzo wysokim ryzykiem. Po wcześniejszym, znacznie mniejszym zabiegu rana goiła się aż 7 miesięcy, ze względu na powikłaną cukrzycę. Istnieje bezpieczniejsza metoda – skleroterapia, która pomaga wyeliminować zakrzepy w żyłach dzięki wstrzykiwaniu specjalnego płynu. Niestety jej koszt jest ogromny i zwyczajnie nie stać mnie na jej opłacenie.

Choć ciężko w to uwierzyć, to nie koniec listy diagnoz. Moja teczka z dokumentacją medyczną pęka w szwach. Mierzę się jeszcze z bielactwem, które objawia się powstawaniem jasnych plam na ciele. Zmiany mam już w wielu miejscach, ale na szczęście nie pojawiły się na twarzy… Jeszcze. Muszę unikać słońca i walczyć z nieprzyjemnymi komentarzami oraz nierozumieniem ze strony społeczeństwa. To trudne.
Często staję przed wyborem: kupić jedzenie czy leki. Najbardziej boję się jednak, że nie uda mi się na czas ocalić nóg i stracę je obie… Że powstanie zator w żyle i umrę… Że konsekwencje wszystkich chorób nałożą się na siebie i nie będę w stanie dłużej walczyć. Z całego serca proszę, pomóżcie mi. Przeszłam w życiu bardzo wiele, ale wciąż mam w sobie zalążek nadziei, że jeszcze kiedyś będę zdrowa i szczęśliwa. Dziękuję, że jesteście.
Kasia