
Umieram na oczach mojego dziecka... Błagam o pomoc w walce z rakiem❗️
Fundraiser goal: Zakup nierefundowanego leku, leczenie i rehabilitacja
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Fundraiser goal: Zakup nierefundowanego leku, leczenie i rehabilitacja
Fundraiser description
Mam na imię Kasia, mam 46 lat i jestem mamą 12-letniej córki. Piszę to jako mama, która po prostu bardzo boi się o przyszłość swojego dziecka… bo nie wie, ile czasu jeszcze będzie mogła przy nim być.
Jeszcze do niedawna nasze życie było zwyczajne. Szkoła, obowiązki, wspólne chwile, rozmowy wieczorem. Wszystko zmieniło się w styczniu 2023 roku. Trafiłam do szpitala z silnym krwawieniem. Myślałam, że to coś, co da się szybko wyleczyć. Badania pokazały coś zupełnie innego – nowotwór.
To był szok. Zawsze się badałam, regularnie robiłam cytologię. Lekarze sami mówili, że nie potrafią wyjaśnić, jak choroba mogła rozwinąć się aż tak. W jednej chwili przestałam mieć jakąkolwiek kontrolę nad swoim życiem.

Z taką diagnozą nie można czekać. Od razu zaczęłam leczenie – chemia, potem radioterapia, kolejne leczenie, na końcu brachyterapia. Było ciężko, bardzo ciężko, ale przetrwałam to. Kiedy usłyszałam, że choroba się cofnęła, poczułam ogromną ulgę. Naprawdę uwierzyłam, że najgorsze już za mną. Że wrócę do normalności, do życia z moją córką.
Niestety, po roku wszystko wróciło… Tym razem rak zaatakował płuco. To już inny etap choroby, dużo trudniejszy. Znów leczenie, znów strach i niepewność. I ta myśl, która nie daje mi spokoju – co będzie z moim dzieckiem?
Ona ma dopiero 12 lat. Potrzebuje mamy. Tak zwyczajnie – żeby ktoś był, wysłuchał, przytulił, pomógł, kiedy jest ciężko. Nie potrafię pogodzić się z myślą, że mogłoby mnie przy niej zabraknąć.
Pojawiła się dla mnie szansa – leczenie, które daje nadzieję. Niestety, nie jest refundowane w mojej sytuacji. Jeden wlew kosztuje około 14 tysięcy złotych i trzeba go powtarzać co kilka tygodni. Dla mnie to są ogromne pieniądze, których sama nie jestem w stanie zdobyć.
Przez chorobę musiałam zrezygnować z pracy. Do tego dochodzą koszty leczenia, dojazdów, wizyt. Wszystko zaczęło mnie przerastać.
Nigdy wcześniej nie prosiłam nikogo o pomoc. Zawsze radziłam sobie sama. Teraz już nie potrafię.
Chcę tylko jednego – zostać z moim dzieckiem jak najdłużej. Patrzeć, jak dorasta. Być przy niej.
Jeśli możesz, proszę… pomóż mi.