
Życie mojej kochanej Mamy wisi na włosku... Proszę, pomóż mi ją ratować❗️
Fundraiser goal: Immunoterapia
Fundraiser goal: Immunoterapia
Fundraiser description
Bez Twojej pomocy nie powstrzymamy guza mózgu, który zabiera życie mojej ukochanej mamie, najważniejszej, najlepszej osoby w moim życiu... Usłyszałyśmy diagnozę, która wywróciła cały świat, wycisnęła hektolitry łez, zadała nieopisany ból duszy... Nie mogę w to uwierzyć, że to właśnie ona – osoba z sercem na dłoni, dla której pomaganie innym było jak oddychanie! Czerpała z życia ogromną radość, pomagając ludziom i zwierzętom. To najsilniejsza, najcudowniejsza osoba, jaką znam! Proszę, pomóżcie sprawić, że dobro do niej wróci! Pomóżcie mi ją uratować... Ona dała mi wszystko. Teraz ja zrobię wszystko dla niej...
Wszystko zaczęło się nagle i niespodziewanie. Dokładnie 5 grudnia zeszłam z dyżuru i zadzwoniłam do mamy. Chciałam z nią porozmawiać, ale nie odbierała telefonu. Gdy do niej dotarłam, leżała na podłodze! Była przytomna, więc pomogłam jej wstać. Ale przeszła tylko kilka kroków i się osunęła... Byłam pewna, że to udar – wszystkie objawy na to wskazywały. Tak też powiedziałam, gdy zadzwoniłam po pogotowie.
W szpitalu jednak zrobić dokładne badania. Wtedy runął nasz cały świat... Diagnoza – glejak w IV, najgorszym stadium złośliwości. Cios zadany słowami lekarza w samo serce...
Nie wierzyłam. Myślałam, że to sen, to nie mogło dziać się naprawdę! W głowie tylko jedna myśl: nie mogę stracić mamy! Ona musi żyć!
Guz jednak nie miał litości... Zlokalizował się w prawym płacie czołowym, a obrzęk mózgu spowodował te wszystkie objawy! Gdy inni szykowali się do Świąt Bożego Narodzenia, my czekaliśmy na walkę o wszystko... 16 grudnia mama przeszła ciężką operację, której mogła nie przeżyć. To były najgorsze 4 godziny w moim życiu... Nie wiedziałam, czy będzie chodzić, czy będzie mnie poznawać. Czy w ogóle jeszcze ją zobaczę?!

Lekarze uprzedzili, co może mnie czekać. Ja jednak odpadłam, że to moja mama i ja ją znam: ma ogromną siłę i wolę życia! Da radę! Tak też było. Weszłam na salę i spytałam, czy wie, kim jestem. Gdy odparła energicznie: "moją córką!" uwierzyłam, że jeszcze będzie dobrze! Złapała mnie mocno za rękę, podniosła głowę do góry i powiedziała: "idziemy do domu!"
Choć guz został usunięty w całości, zaledwie miesiąc po operacji odrósł... Mama została zakwalifikowana do 6-tygodniowego leczenia chemią i radioterapią. Obecnie jest w trakcie chemii. Niedługo skończy się leczenie i co dalej? Nie wiemy...
Najgorsza jest niemoc i strach, które towarzyszą każdej przeżytej chwili od momentu diagnozy. Szukam rozwiązań i pomocy wszędzie. Znalazłam możliwość dalszego leczenia za granicą, w Niemczech – leczenie metodą Optune. Jest to jedyna skuteczna i nieinwazyjna metoda leczenia glejaka, niebędąca już w fazie badań klinicznych. Urządzenie to wytwarza pola magnetyczne o zmiennej częstotliwości, które hamuje namnażanie się komórek rakowych oraz powoduje ich obumieranie.
Niestety leczenie to nie jest refundowane w Polsce i jest bardzo kosztowne, już teraz wiem, że sama nie dam rady pokryć kosztów... Koszt 1 miesiąca leczenia metodą Optune to 25 tysięcy euro. Przed moją mamą jest półroczna terapia... Tylko jak najszybsze jej rozpoczęcie daje szansę na zachowanie zdrowia i zminimalizowanie ryzyka kolejnej wznowy!
Sama jednak nie dam rady uratować mojej kochanej mamy, nie mam już oszczędności – wszystko poszło na leczenie... Dlatego proszę o pomoc, o każe możliwe wsparcie!
Całe życie mojej mamy opierało się na pomocy ludziom i zwierzętom. Charytatywnie udzielała pomocy prawnej chorym w Polskim Towarzystwie Stwardnienia Rozsianego, od ponad 20 lat jest czynnym wolontariuszem w Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami. Same w domu mamy adoptowane koty i psa! Dodatkowo ponad 30 lat mama w stowarzyszeniu Civitas Christiana prowadziła Poradnię Rodzinną i Młodzieżową. W Stowarzyszeniu Wiara i Światło 9 lat pomagała jako opiekun osób niepełnosprawnych. Stanowiła opiekę prawną nad małoletnimi, pomagając w zawodowej rodzinie zastępczej. Jej drugie imię to Pomoc...
Sama jestem pielęgniarką i wiem, jak ważna jest pomoc udzielana drugiemu człowiekowi. Nauczyła mnie tego mama... A teraz to ona jest w potrzebie...
Trudno mi prosić o pomoc, ale dla mojej mamy zrobię wszystko! Wydałam już wszystkie oszczędności, każdego miesiąca potrzebujemy ok. 20 tysięcy na leczenie... Jesteśmy pod ścianą, a jeszcze nie wszystko, co oferuje medycyna, wykorzystałyśmy! Dlatego moja ogromna prośba do Was...
By była ze mną jak najdłużej, w jak najlepszej kondycji – o to walczymy. O każdy wspólny rok, miesiąc, dzień szczęścia. Mama tak bardzo chce żyć! Proszę, pomóż jej w tym.
Córka Kasi – Marysia