

RATUNKU❗️Zaatakował mnie ZŁOŚLIWY NOWOTWÓR! Muszę walczyć dla córki❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, przystosowanie mieszkania do osoby niepełnosprawnej
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, przystosowanie mieszkania do osoby niepełnosprawnej
Fundraiser description
Dziś, kiedy spoglądam na moją córeczkę zastanawiam się tylko, czy będzie mi dane patrzeć jak dorasta. Kocham Alicję najmocniej na świecie, chciałabym móc aktywnie być i uczestniczyć w jej życiu. Zawsze miałam nadzieję, że nic złego nigdy nie stanie na naszej drodze. Wtedy wydarzyło się najgorsze...
Otrzymałam diagnozę, po której mój świat rozsypał się jak domek z kart!
Przez ostatni rok leczyłam zmianę skórną, którą pewnego dnia zauważyłam na swojej prawej stopie. Odwiedziłam wielu specjalistów. Odbywałam wizytę za wizytą. Jednak cały czas słyszałam, że to nic poważnego. Stosowałam zalecone maści czy specjalistyczne plastry, ale nic nie rozwiązywało mojego problemu...
Niestety przez ten rok nikt ze specjalistów nawet przez chwilę nie pomyślał, że zmiana na mojej nodze może być poważna. W końcu udałam się do lekarza rodzinnego i to on powiedział, że trzeba pobrać wycinek zmiany skórnej i przekazać do badania histopatologicznego. Rok bez diagnozy to często wyrok. Zwłaszcza dla osoby chorej na nowotwór złośliwy… Tak, właśnie taką diagnozę otrzymałam!

NOWOTWÓR ZŁOŚLIWY – czerniak skóry stopy prawej!
Mój świat runął, a w głowie pojawiało się tysiące pytań: jak teraz będzie wyglądało moje życie? Jak powiem o wszystkim mojej córeczce? Dlaczego akurat mnie to spotkało? Dlaczego los wróżąc z kart, życzy mi źle?
Przez moment chciałam stać się niewidzialna, by schować wylewane łzy i nie ukazywać światu słabości. Trwałam w smutku i goryczy, jednak nadszedł dzień, w którym powiedziałam DOŚĆ! Podniosłam głowę i podjęłam rękawice rzucone przez wroga – musiałam zawalczyć!
Poddałam się operacji w Centrum Onkologii w Lublinie. Wykonano mi zabieg wycięcia węzła wartownika z pachwiny prawej oraz odjęcia kończyny na poziomie 1/3 środkowej goleni prawej. Czy było łatwo obudzić się po operacji, zajrzeć pod kołdrę i zaakceptować, że od teraz już nic nie będzie takie samo? Nie, ale decydując się na wojnę wiedziałam, że będą straty.

Przede mną jeszcze długa droga. Pokonanie choroby to ciężki i długi proces. Mam raka, ale rak nigdy nie będzie miał mnie, bo tę walkę zamierzam wygrać! Mam siłę i motywację dla mojej córeczki!
Moje życie diametralnie się zmieniło. Ważne dla mnie rzeczy i pasje, w tym ukochany rower i aktywny styl życia musiały odejść tymczasowo "do szafy"... Ale wierzę, że wszystko, co kochałam jeszcze wróci. Jeszcze wsiądę na rower i pojadę z córką na niejedną wycieczkę!
Niestety dojazdy na kontrole do lekarzy, suplementy, leki, wizyty u wielu specjalistów kosztują majątek i sama nie daję rady...
Wiem, że tylko z pomocą ludzi dobrych serc przezwyciężę te wszystkie trudności rzucone przez okrutny los. Nie godzę się na to, aby choroba była ostatnim rozdziałem historii o moim życiu. Chcę być wzorem dla Alicji, stale pokazywać, że nie można się poddać, kiedy pojawiają się problemy. Proszę stań w moich szeregach i WYGRAJMY tę nierówną wojnę RAZEM!
Kinga