

Diagnozę siatkówczaka usłyszał, gdy miał zaledwie 1,5 roku... Pomóż uratować oko Kostii!
Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne w Szwajcarii
Donate via text
Pledge 1.5% of tax to me
Pledge 1.5% of tax to me
Fundraiser goal: Leczenie onkologiczne w Szwajcarii
Fundraiser description
Ten dzień zapamiętam do końca życia. 7 lipca 2012 roku Kostia był 1,5 rocznym szkrabem. Synek bawił się beztrosko, a po całym domu rozbrzmiewał jego słodki śmiech... W pewnym momencie podbiegł do mnie, podniósł głowę i spojrzał mi w oczy. Nagle miałam wrażenie, jakby jego lewe oczko było... puste. Zamiast źrenicy — świecąca się plama. Tego samego dnia byliśmy już na wizycie u okulisty. Lekarka obejrzała Kostii i powiedziała, że to najprawdopodobniej… siatkówczak.
Moje serce zamarło na ułamek sekundy… Z zawodu jestem pielęgniarką, dlatego, gdy tylko usłyszałam diagnozę, wiedziałam, że toczy się wyścig z czasem. Konsultowaliśmy się z kolejnymi okulistami, wykonaliśmy także USG oka. Pomimo naszych gorliwych modlitw – diagnoza się potwierdziła. Kostia był przerażony, a oko z czasem zaczęło go bardzo boleć… Ból przybierał na sile w zawrotnym tempie… Nie dało się go ukoić, syn krzyczał w dzień i w nocy! Serce się kroiło, gdy patrzyłam na jego łzy.
Wtedy nasze życie podzieliło się na to przed i po diagnozie. Dziwnie, ale w ogóle nie pamiętam wszystkiego, co było przed: pierwszy krok, pierwszy ząbek, pierwsze słowo... Za to pamiętam w najmniejszych szczegółach każdy dzień spędzony w szpitalu, narkozy, operację, kroplówki, zastrzyki… 7 dni po postawieniu diagnozy Kostii podali pierwszą chemioterapię. Po 2 tygodniach pojawiły się powikłania, a syn wylądował pod kroplówkami na oddziale zakaźnym… Od tego momentu jego stan pogarszał się z każdą minutą…

Dzięki pomocy przyjaciół i znajomych udało się nam wyjechać na leczenie do Niemiec, a potem do Szwajcarii. Kostia trzy długie lata walczył z siatkówczakiem… Zdarzały się nawroty, kilka razy rozważano opcję usunięcia oka. W tamtym okresie całe życie naszej rodziny sprowadzało się do walki z chorobą. Do walki o Kostię. Nie było nic więcej...
Najtrudniejsze – i wtedy, i teraz to widzieć cierpienie swojego dziecka. Gdybym tylko mogła, zajęłabym jego miejsce. Z wdzięcznością przeszłabym każde kolejne badanie, przyjęła każdą kolejną dawkę chemii. Nie jest to jednak możliwe.
Niestety, konsekwencje choroby nadal nie znikają. Kostia to nastolatek, który od ponad dekady toczy walkę z nowotworem… Po obfitym krwotoku do oka lekarze znów poruszają kwestię jego usunięcia. Dzięki ogromnemu wysiłkowi specjalistów oko udało się zachować, jednak pojawiło się zwłóknienie ciała szklistego, co przeszkadza w kontrolowaniu guza. Kostia potrzebuje jeszcze jednej operacji, podczas której zwłóknienie zostanie usunięte. Potem niezbędne będą regularne wizyty w klinice. Koszty z tym związane są ogromne, a ja nie jestem w stanie samodzielnie ich udźwignąć…
W tej chwili najtrudniej nam znosić niepewność… Mamy ogromną nadzieję, że operacja pomoże Kostkowi zachować oko – do tego jednak potrzebujemy Waszej pomocy. Proszę, pomóżcie mojemu dziecku, Kostia nie zasłużył na taki los…
Mama Kostii
PLN 50
PLN 50- PLN 50
PLN 50- Anonymous donationPLN 50
- AgataPLN 10