Krzysztof Łuczka - main photo

Dramat️❗️Krzysztofa przygniotło drzewo - “Tatusiu wróć do nas!”

Fundraiser goal: 4-miesięczny turnus rehabilitacyjny

Fundraiser started by:
Krzysztof Łuczka, 54 years old
Czudec, podkarpackie
Stan po wypadku - obrażenia wielonarządowe
Starts on: 2 December 2022
Ends on: 18 March 2026
PLN 55,404(52.25%)
Still needed: PLN 50,639
DonateDonated by 506 people
Donate via text
Phone number
75365
Text
0236687
Cost PLN 6.15 gross (including VAT)
HeyahOrangePlayPlusT-Mobile

Fundraiser goal: 4-miesięczny turnus rehabilitacyjny

Fundraiser started by:
Krzysztof Łuczka, 54 years old
Czudec, podkarpackie
Stan po wypadku - obrażenia wielonarządowe
Starts on: 2 December 2022
Ends on: 18 March 2026

Fundraiser description

To była chwila, ułamek sekundy, gdy ważące niemal pół tony drzewo przygniotło mojego męża. Wszystko wydarzyło się, kiedy Krzysiu kończył swoją zmianę i wkrótce miał wracać do domu. Została mu ostatnia wycinka, gdy nagle ogromne drzewo runęło wprost na niego...

Do końca życia zapamiętam moment, w którym otrzymałam telefon z jego pracy. W słuchawce usłyszałam, że mój mąż miał niegroźny wypadek, wskutek którego rozciął łuk brwiowy – nie powinnam się martwić, bo lekarze już się nim zajęli. Z taką właśnie myślą pojechałam do szpitala, by odebrać męża.

Niestety, podane przez telefon informacje całkowicie różniły się od tego, co zastałam w szpitalu. Na miejscu okazało się, że Krzysia przygniotło wielkie drzewo, został przetransportowany helikopterem i właśnie walczy o życie... Ta informacja zwaliła mnie z nóg.

Cały mój świat się zawalił...

Mąż miał liczne obrażenia. Jego stan był krytyczny, a każda kolejna minuta decydowała o tym, czy przeżyje. Do szpitala trafił z pękniętą czaszką i wszechstronnie połamaną twarzoczaszką. Wskutek przygniecenia doznał także rozległego krwiaka mózgu. W każdej chwili mógł umrzeć…

Tak naprawdę lekarze nie dawali Krzyśkowi żadnych szans. Usłyszałam, że mam przygotować się na najgorsze. Byłam zdruzgotana...  Siedziałam na korytarzu, płakałam i zastanawiałam się, co będzie dalej. Nie mogłam uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę...  

Krzysztof Łuczka

Gdy zobaczyłam Krzysia po raz pierwszy od wypadku, zamarłam. Jego twarz była cała sina i zakrwawiona. Był nieprzytomny, podłączony do masy rurek i urządzeń. Cały w białych bandażach. Nie oddychał sam, miał zamknięte oczy i spał – lekarze wprowadzili go w śpiączkę farmakologiczną. Do dzisiaj brakuje mi słów, by opisać, co wtedy czułam i jak bardzo się bałam. Ten widok na zawsze zostanie w mojej pamięci...

Mijały tygodnie, a stan Krzysztofa nie ulegał poprawie. Od wypadku codziennie odwiedzałam go w szpitalu. Siadałam na brzegu łózka, chwytałam za rękę i powtarzałam, że musi być silny. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale wiedziałam, że Krzysiu mnie słyszy – po prostu to czułam… Po 3 tygodniach lekarze postanowili wybudzić męża. Wkrótce po tym, Krzysiek zaczął poruszać palcami u rąk i stóp. Nie mogłam w to uwierzyć! Dla mnie to był cud! 

Obecnie mąż przebywa na oddziale intensywnej terapii. Z dnia na dzień robi małe postępy, które niezwykle nas cieszą. Widzimy, że reaguje na, to gdy do niego mówimy – odpowiada nam mrugając oczami. Niestety, wciąż jeszcze nie oddycha samodzielnie, jest karmiony przez sondę PEG i wymaga stałej opieki.

Pomimo tych wszystkich trudności, każdy uścisk jego dłoni dodaje nam sił, by walczyć dalej. Krzysztof ma dla kogo! Jesteśmy rodzicami wspaniałego synka – Huberta. Ma zaledwie 4 lata, ale doskonale wie, co stało się z jego tatą. Wie również o tym, że każdego dnia tatuś dzielnie walczy w szpitalu. Najbardziej boli mnie, gdy synek ciągle zadaje mi to samo pytanie: kiedy tata do nas wróci? Tak bardzo chciałabym mu wtedy odpowiedzieć, że już niedługo... Niestety nie wiem, czy tak się stanie, ponieważ brakuje mi potrzebnych środków na jego leczenie. 

Niebawem pobyt męża w szpitalu dobiegnie końca. Lekarze wciąż określają jego stan jako bardzo ciężki. Kolejne miesiące będą kluczowe, dlatego jedynie intensywna rehabilitacja neurologiczna jest w stanie zwrócić mu normalne życie. Niestety koszty pobytu w takiej klinice są niezwykle wysokie. 4-miesięczny turnus rehabilitacyjny wynosi 100 tys. złotych! Nie mamy już wystarczających środków,  dlatego bardzo prosimy wszystkich o wsparcie. 

Jedyne czego tak bardzo w tej chwili pragniemy, to tego by Krzysiu do nas wrócił i znów nas przytulił – mnie i naszego synka Hubcia. 

żona Halina z synkiem

Select a tag
Sort by
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 50
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 50
  • Zofia
    Zofia
    Share
    PLN 100
  • agnieszkase
    agnieszkase
    Share
    PLN 13
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 20
  • Anonymous donation
    Anonymous donation
    Share
    PLN 30