
Złośliwy nowotwór zaatakował i próbuje odebrać życie ukochanemu mężowi, tacie i przyszłemu dziadkowi❗️RATUJ!
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt, proteza
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, sprzęt, proteza
Fundraiser description
Zaczęło się od bólu nogi. Wiosną 2026 roku mój mąż, Lech, zaczął utykać na jedną nogę. Ból nie mijał, a w naszych głowach pojawiały się coraz gorsze scenariusze. Rozpoczęliśmy wędrówkę po lekarzach, szukając przyczyny przenikliwego bólu.
Mąż ma wstawione dwa sztuczne biodra. Na początku myśleliśmy, że to z nimi się coś dzieje. Na początku czerwca jednak Lech dostał skierowanie na rezonans magnetyczny. Jego wyniki rozwiały wszystkie wątpliwości, odbierając jednocześnie nadzieję.
Diagnoza spadła na nas jak grom z jasnego nieba. W najgorszych koszmarach nie sądziliśmy, że los rzuci na nas tak tragiczną diagnozę, jak nowotwór złośliwy kości udowej lewej z naciekiem tanek miękkich. Nasz świat się zatrzymał.

Żyjemy w niepewności. Nie wiemy, co spotka nas jutro – czy za kilka dni stan męża drastycznie się nie pogorszy, czy leczenie pomoże, czy konieczna będzie operacja. Oboje bardzo się boimy tego, co przyniesie przyszłość. Choć modlimy się o cud, wiemy, że on może nigdy nie nadejść.
Mąż ma coraz większe problemy z chodzeniem, a ból pojawia się przy minimalnym wysiłku. Lech na co dzień korzysta z kul, ale potrzebuje wsparcia w zwykłych, codziennych czynnościach. Każdy dzień odsłania kolejne trudy, które stawia na naszej drodze śmiertelny przeciwnik.
Jakby tego było mało, w czwartek, 2 lipca 2026 roku, mój mąż ledwo uszedł z życiem. Doszło do zapaści w wyniku alergii na jeden z podanych leków, w wyniku czego doznał wstrząsu anafilaktycznego. Niezwłocznie zawiozłam go do szpitala, gdzie lekarze walczyli o jego życie.

Leszek od wielu lat pracował jako zawodowy kierowca, a oprócz tego uwielbiał dbać o nasz niewielki ogród przy domu. Dziś choroba odebrała mu to wszystko. Nie jest w stanie wykonać żadnej z tych czynności, bo sam z ledwością potrafi się poruszać.
Nowotwór przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie. Do naszego grona w październiku dołączy nowy członek rodziny, a my zostaniemy dziadkami. Ten piękny czas oczekiwania na przyjście na świat naszego maleństwa został teraz przyćmiony przez śmiertelną chorobę.
Jedyne, czego dziś jesteśmy pewni, to tego, że koszty leczenia, rehabilitacji i wizyt lekarskich będą ogromne. Wiemy, że nie będziemy w stanie im sprostać. Dlatego postanowiliśmy zwrócić się z prośbą o pomoc. Twój gest to dla nas nieocenione wsparcie w walce ze złośliwym nowotworem, który próbuje odebrać ukochanego męża, tatę i przyszłego dziadka. Proszę, pomóż!
Anna, żona Leszka