Twoja przeglądarka jest nieaktualna i niektóre funkcje strony mogą nie działać prawidłowo.

Zaktualizuj przeglądarkę, by korzystać z tej strony bezpieczniej, szybciej i sprawniej.

Aktualizuj przeglądarkę

We use cookies and similar techniques on this site to enhance your user experience and ensure security, stability and performance of this website. Read more Szczegółowe zasady wykorzystywania cookies i ich rodzaje opisaliśmy szczegółowo w naszej Privacy Policy .

Możesz w każdej chwili określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Jeśli kontynuujesz korzystanie z portalu siepomaga.pl (np. przewijasz stronę portalu, zamykasz komunikat, klikasz na elementy na stronie znajdujące się poza komunikatem), bez zmiany ustawień swojej przeglądarki w zakresie prywatności, uznajemy to za Twoją zgodę na wykorzystywanie plików cookies i podobnych technologii przez nas i współpracujące z nami podmioty. Zgodę możesz cofnąć w dowolnym momencie poprzez zmianę ustawień swojej przeglądarki.

Nie odchodź, córeczko, to jeszcze nie czas...

Lena Biesik

Nie odchodź, córeczko, to jeszcze nie czas...

693 874,07 zł ( 101.12% )
Wsparło 28436 osób
Goal:

leczenie ostatniej szansy w Charité Universitätsmedizin Berlin

Fundraising organizer: Fundacja Siepomaga
Lena Biesik
Oświęcim, małopolskie
Neuroblastoma IV st.
Starts at: 10 May 2017
Ends at: 04 June 2017

Result

12.09.2017

Walczyła do ostatnich chwil, nie tracąc uśmiechu. Niestety, właśnie dotarła do nas ta najgorsza informacja - Lenka odeszła. Dzisiaj po godzinie 7 rano zasnęła na zawsze.

To nie była przegrana walka. Lenka była bardzo dzielna, do samego końca. Wszyscy walczyliśmy o nią z całych sił: rodzina, lekarze, pomagacze - tysiące osób o wielkich sercach zjednoczonych w walce ten małej dziewczynki. Już to było zwycięstem - uwolnione dobro, które umożliwiło wykorzystanie tej ostatniej szansy.

Wydawało się, że leczenie działa. Wyniki były dobre, Lenkę rozsadzała energia. Niestety, w ostatnich dniach przyplątało się zakażenie - okazało się, że to sepsa. Jednocześnie lekarze odkryli w brzuszku Leny guz, nad którym nie dało się zapanować. Mimo wszystko wierzyliśmy do samego końca, że stanie się cud...

Choroba okazała się silniejsza. Lenka już nie cierpi. Zasiliła grono Aniołków i jesteśmy pewni, że już rozrabia tam, w niebie.

Rodzinie Lenki składamy najszczersze wyrazy współczucia.

------

11.07.2017

Lenka jest już po pierwszym etapie leczenia w berlińskiej klinice, do której pojechała dzięki Wam. Stan dziewczynki był jednak nieco gorszy, niż zakładali lekarze, dlatego leczenie zostało zmodyfikowane. Lenka jest już po rezonansie magnetycznym, badaniu szpiku, biopsji wycinka z węzła pachwinowego i MIBG całego ciała. Zostały jej podane także dwa cykle dopasowanej chemii. Pierwszy tydzień był naprawdę ciężki dla całej rodziny, jednak piątkowe badania kontrolne wyszły prawidłowo i Lenka z rodzicami mogła opuścić szpitalne mury i spędzić weekend u polskiej rodziny, która pomaga im podczas leczenia.


Wyniki scyntygrafii nie wniosły nic nowego do obrazu choroby Lenki. Oznacza to, że potwór nie panoszy się w miejscach, których lekarze nie widzieli na USG lub rezonansie. To bardzo dobre wieści, bo jeszcze przez tydzień będzie można kontynuować leczenie tak, jak do tej pory, czyli tylko dojeżdżając do szpitala. Kolejnymi etapami terapii antynowotworowej będzie terapia celowana w guza MIBG, a następnie terapia przeciwciałami.


----

Tylko 11 dni potrzebowaliście, by dokonać kolejnego cudu! Wspólnymi siłami udało nam się zebrać kwotę potrzebną do ratowania życia Lenki. Dzięki Wam już wkrótce dziewczynka wyjedzie na terapię do Berlina, która ma ostatecznie rozprawić się z nowotworem - neuroblastomą IV stopnia. Teraz już wszystko w rękach specjalistów. 

Lenka z rodzicami chciałaby gorąco podziękować za danie jej szansy na życie. Nie ma nic piękniejszego, niż radosny uśmiech dziecka - dzisiaj to Wy jesteście jego powodem. 

Description

Ta zbiórka miała być inna, ale z Lenką jest już bardzo źle. O pogorszeniu stanu zdrowia dziewczynki powiedziała nam jej mama, chociaż słowa ledwo przechodziły przez gardło, tłumione szlochem. Jej córeczka umiera, a tamto leczenie już nie zadziała. Trzeba było szukać innego ratunku, jak najszybciej, za granicą. Udało się - ostatnia szansa, szansa na życie Lenki to leczenie w Charité Universitätsmedizin w Berlinie. Czasu bardzo mało, a kwota ogromna. Jednak nie raz pokazaliście, że razem potrafimy osiągnąć niemożliwe. Wierzymy, że uda się i tym razem! Tata dziewczynki bardzo prosi o pomoc:

Lena Biesik

Cały czas jesteśmy przy córeczce - ja i żona. Musi czuć, że jej rodzice zrobią dla niej wszystko, że nie pozwolą jej umrzeć. Mała nie skończyła jeszcze 2 lat, a już tyle wycierpiała... wierzę, że przetrzyma, że przeżyje i że już wyczerpał się nasz limit nieszczęść. Że teraz będzie tylko lepiej... Chociaż Lena jest na tym świecie tak krótko, to jej historia naznaczona jest bólem i strachem. Jednak nasza miłość musi pokonać całe zło - nie widzę innego wyjścia! Córeczka jest sensem i celem naszego życia, nie możemy jej stracić… Chcę opowiedzieć Wam historię o bólu, walce i nadziei. O chorobie, którę pokonamy tylko z Waszą pomocą.

Akt 1: Narodziny i pierwsza walka ze śmiercią 

Wyczekana, upragniona chwila - nasza Lenka miała wkrótce przyjść na świat, by rozpromienić nasze życie. Jednak nic nie szło tak, jak powinno. Lekarze zdiagnozowali zaburzenia rytmu serca u Małej, trzeba było natychmiast wykonać cesarskie cięcie. Buntowaliśmy się, że to za wcześnie, że jeszcze nie czas! Ale nie było odwrotu - 17 sierpnia 2015 roku urodziła się nasza córeczka. Ważyła tyle, co dwie torebki cukru, a przedwczesny poród spowodował zaburzenia oddychania. To była jej pierwsza walka o życie. Udowodniła, że jest silna, że chce i musi żyć. Minął rok, który był najpiękniejszym w naszym życiu - prawdziwa bajka świeżo upieczonych rodziców.

Lena Biesik

Akt 2: Koniec świata

Pechowa 13 - tyle miesięcy miała Lenka, kiedy pierwsza rysa pojawiła się na naszym cudownym życiu. Ostre bóle brzuszka i powiększone węzły chłonne nie zwiastowały niczego dobrego, ale nie myśleliśmy nawet, że będzie tak źle. Tymczasem diagnoza była szybka i bezlitosna - nowotwór złośliwy, neuroblastoma IV stopnia. Nasz koniec świata nie był jak ten na filmach katastroficznych. Przyszedł cicho i był jeszcze straszniejszy. Widzieliśmy go w posępnej minie lekarza przekazującego wyrok, ale także w słodkiej i wesołej twarzy naszej córeczki, która jeszcze nie wiedziała, że śmierć jest tuż za rogiem. Kolejne złe wiadomości tylko spotęgowały ból, który już był niewyobrażalny - Lena ma w całym ciele liczne przerzuty. Rak był wszędzie: w szpiku, kościach, talerzu biodrowym, w zwojach kręgowych i okolicach przyusznych. Ten ostatni urósł w zaledwie 24 godziny - rak pożerał naszą córeczkę na naszych oczach! Kolejne ciosy spadały jak grad - lekarz stwierdził, że Lenka nie przeżyje nawet chemioterapii, że jest na nią za słaba… Nie było sensu hamować łez, ale musieliśmy się szybko pozbierać, by ruszyć do walki, chociaż świat się walił. 

Lena Biesik

Akt 3: Walka

Moja córka udowodniła, że ma nadludzkie zdolności - walczyła z nowotworem, choć wszyscy ją skreślili. Dzielnie znosiła kolejne chemie, spadki i braki apetytu. I wtedy pojawiła się mała iskra nadziei. Było zupełnie tak, jak na polu bitwy: walczysz, chociaż wiesz, że walka jest przegrana, ale lepiej przecież zginąć jak bohater. I wtedy widzisz znak, coś, co sprawia, że nagle zwycięstwo zaczyna być realne! To było to - badanie pokazało, że szpik był czysty! Mieliśmy w planie autoprzeszczep i terapię przeciwciałami, a przed Lenką były kolejne cykle chemii. Niestety, po ósmym cyklu obrazowanie i rezonans wykazały, że przerzut w zwojach kręgowych nie ustąpił. Musieliśmy wrócić do chemii… Tym razem córeczka zniosła ją o wiele gorzej, jednak udało się - guz się zmniejszył, nie ma już przerzutów! Szykowaliśmy się do przeszczepu. Przed Wielkanocą wykonano kolejne badania, które nie dały powodów do obaw. Wróciliśmy do domu, Lenka wesoło biegała i nikt by nie powiedział, że jeszcze kilka dni temu była cieniem siebie na szpitalnym łóżku.

Lena Biesik

Akt 4: Nowotwór wraca

18 kwietnia - kolejna pechowa data. Kontrolne badanie obrazowe po zabiegu zadało nam cios, po którym ciężko się podnieść. Kolejne łzy, niedowierzanie - nawrót choroby. Potwór wrócił, gdy pozwoliliśmy sobie mieć nadzieję. Zaatakował węzły chłonne w lewej pachwinie i przy kręgosłupie. Nawrót wykluczył nas z protokołu leczenia przeciwciałami. To wtedy postanowiliśmy prosić innych o pomoc. Ale nie zdążyliśmy... Lenkę zaczęła boleć lewa nóżka, po kilku dniach nie mogła na nią stawać. Powód - wznowa. Kolejne badania i kolejne złe wiadomości - guzy w lewej łydce i przy aorcie. Śmierć bawiła się z nami w kotka i myszkę, tym razem wyciągając najcięższe działa. Ordynator szpitala powiedziała: nie ma nadziei, nie ma ratunku. Jedyne co możemy zaproponować, to chemia paliatywna. Wiedzieliśmy, że albo zadziała, albo czeka nas hospicjum i patrzenie na to, jak Lena gaśnie z minuty na minutę. To brzmiało jak ponury żart, zły sen, z którego trzeba się obudzić. Jednak szczypanie nie pomagało, musieliśmy zmierzyć się z rzeczywistością. I wtedy znaleźliśmy klinikę w Berlinie, która daje dużą szansę - nam, Lence, całej naszej rodzinie.

Lena Biesik

Akt 5: Nadzieja 

Poprosiliśmy o pomoc ordynator, która nie widziała ratunku. Miała tylko podpisać podanie do NFZ o sfinansowanie leczenia za granicą, bo klinika Charité Universitätsmedizin już się zgodziła na przyjęcie naszej córeczki. W planach jest celowana chemioterapia i zabieg wycięcia guzów, które zagrażają życiu. Tym razem dostaliśmy cios nie od raka, a od człowieka, który przecież przysięgał ratować ludzkie życie - ordynator odmówiła podpisania dokumentu. Zostaliśmy sami w walce o życie dziecka. Jednak nadzieja, którą dała nam berlińska klinika, dawała nam też siły. Tak samo jak uśmiech Leny, który nie mógł zgasnąć. 

Lena Biesik

The end czy happy end?

Nie myślimy o końcu, nie sprowadzamy śmierci myślami. Lena jest wesoła, uśmiechnięta, prawdziwa dusza towarzystwa. Wszyscy wiedzą, że jeśli na szpitalnych korytarzach nie słychać jej śmiechu i tupotu nóżek, to właśnie cierpi tak, że ból odbiera jej chęci do życia. Gdy boli troszkę mniej - nic jej nie zatrzyma. Musimy wierzyć w szczęśliwe zakończenie tej historii. W pokonanie nowotworu i puszczenie w niepamięć tragicznych dni. Prosimy, pomóżcie nam dopisać szczęśliwe zakończenie, pomóżcie uratować życie naszej Lenki!

693 874,07 zł ( 101.12% )
Wsparło 28436 osób

Follow important campaigns