
Służyłem jako żołnierz, jestem strażakiem ochotnikiem... Dziś po raz pierwszy odkładam dumę na bok i zamiast pomagać – proszę o pomoc❗️
Fundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, pomoc w trudnej sytuacji
Donate via text
Pledge 1.5% of tax
Pledge 1.5% of tax
Recurring donation
Your Recurring Donations may appear here.
Donate every monthFundraiser goal: Leczenie i rehabilitacja, pomoc w trudnej sytuacji
Fundraiser description
Jeszcze niedawno byliśmy tacy szczęśliwi! Ja, żona, i dwie córeczki – jedna w naszych objęciach, a druga rosnąca pod sercem i mamy. Nie mogliśmy doczekać się powitania Łucji na świecie i wyobrażaliśmy sobie jak piękne i beztroskie będą pierwsze chwile razem. Tydzień temu wszystko jednak runęło…
15 września u żony doszło do odklejenia łożyska, została przetransportowana karetką do szpitala. Konieczne było natychmiastowe cesarskie cięcie, by ratować zarówno jej życie, jak i naszej córeczki. Niestety, to był dopiero 31. tydzień ciąży…
Żona straciła mnóstwo krwi i wciąż przebywa w szpitalu, a Łucyjka jest w stanie krytycznym. W inkubatorze walczy o życie. Nie tylko jest skrajnym wcześniakiem, ale także urodziła się w ciężkiej zamartwicy urodzeniowej, stwierdzono u niej też niewydolność oddechową noworodka, wylewy dokomorowe II stopnia, stan drgawkowy, hiponatremię, hipokalcemię…
Nie umiem nawet tego wszystkiego opisywać. Moja maleńka Kruszynka jest zaintubowana, oddycha za nią maszyna. Nie wiem, co będzie dalej, ale muszę mieć wiarę i nadzieję, że będzie dobrze. Nie wolno mi dopuszczać do siebie innej myśli.

W szpitalu potrzebuje mnie żona, na Oddziale Intensywnej Terapii – Łucyjka, a w domu 3-letnia Laurka. Momentami nie wiem, co robić. Tak bardzo chcę móc być przy każdej z nich. Każda tak bardzo mnie potrzebuje…
Jestem byłym żołnierzem, do niedawna pracowałem jako kierowca ciężarówki. Jestem również strażakiem ochotnikiem. Do tej pory to ja byłem po tej drugiej stronie. To ja pomagałem – nie tylko w pracy, ale też w codziennym życiu, w zwykłych gestach. Gdy tylko było trzeba, to kupiłem komuś coś do zjedzenia czy też podwiozłem kogoś starszego do domu. Nie ważne czy miałem na sobie mundur żołnierza, czy strażaka, gdzie ratowaliśmy dobytek i ludzkie życie… Po prostu nie jest mi obojętny los drugiego człowieka.
Nigdy, ale to nigdy nie pomyślałem, że to ja sam mogę potrzebować pomocy. Sądziłem, że jestem na tyle silny, że mogę sam pomagać innym – za zwykle „dziękuję” czy uśmiech, bo mi samemu to radość sprawia.
Dziś nie wiem, co robić. Po raz pierwszy muszę prosić o pomoc dla siebie i rodziny. Trudno mi to przyznać, ale proszę nie tylko o modlitwę – lecz także o wsparcie finansowe. Koszty są zawrotne, a ja już nie mam środków na pokrycie kolejnych wydatków. Pomóżcie przetrwać nam ten czas.
Kamil, tata Łucyjki