
"Choroba postępuje, ale ja chcę żyć..." – zbieramy na wózek inwalidzki dla Łukasza!
Fundraiser goal: Rehabilitacja, sprzęt rehabilitacyjny, wózek inwalidzki
Fundraiser goal: Rehabilitacja, sprzęt rehabilitacyjny, wózek inwalidzki
Fundraiser description
Wciąż walczę z ciężką chorobą, której nie poddaję się dzięki rehabilitacji! Ta jednak jest bardzo ciężka, dlatego wciąż potrzebuję wsparcia. Dziś proszę o pomoc w zebraniu środków na kolejny rok rehabilitacji, która pozwala mi wciąż cieszyć się życiem i być tatą dla moich córek. Proszę, bądź ze mną w walce z chorobą!
A to moja historia:
Gdy zaatakowała, byłem bliski załamania, poddania się... Nie mogłem już nawet jeść samodzielnie, choroba wygrywała. Ale nie poddałem się. Postanowiłem walczyć i dziś… żyję. Moja choroba to jedna z najgorszych możliwych. Zabrała mi prawie wszystko, ale każdego dnia staram się, by nie zwyciężyła.
O tej chorobie wiele się słyszy, jednak większość z nas lekceważy zagrożenie. Jeszcze niedawno lekarze w ogóle jej nie diagnozowali… Borelioza - bo o niej mowa - zniszczyła mi życie. Zaczęło się banalnie. W wakacje, między podstawówką a liceum, ugryzł mnie kleszcz. Na początku liceum, kiedy miałem 16 lat, pojawiły się pierwsze symptomy boreliozy. Wtedy nie miałem pojęcia, że duża czerwona plama na udzie to objaw tej choroby. Drętwienie prawej nogi, które pojawiało się czasem w nocy, niepokoiło mnie, ale nie wywoływało alarmu - żyłem aktywnym życiem i z niewiedzy pominąłem problemy. Później oznak było więcej.

Normalne funkcjonowanie uniemożliwiały mi problemy ze wzrokiem. Pojawiały się okresowe bóle głowy. Wszystkie symptomy pojawiały się i znikały, ale od tego czasu miałem już nigdy nie funkcjonować jak zdrowa osoba. Pogorszenie przyszło nagle: wychodziłem z kościoła, czułem się fatalnie. W pewnym momencie upadłem i straciłem przytomność. Wtedy już wiedzieliśmy z rodziną, że coś jest nie tak. Niekończące się wizyty u lekarzy, badania, które nic nie wykazywały, nawet obserwacja w szpitalu niewiele dała. Powiedzieli mi, że to tylko migrena, przepisali tabletki.
Ale te nie pomagały, a żaden lekarz nie był w stanie mi pomóc. Mijał czas, a mi było coraz gorzej. Nagłe bóle głowy odbierały mi świadomość. W końcu udało mi się dostać na rezonans magnetyczny. Dostałem wynik, jednak niewiele mi powiedział: „MR wykazał zmiany demilizacyjne w przebiegu SM”. Dopiero potem przeczytałem w internecie, że prawdopodobnie mam stwardnienie rozsiane, a to oznaczało jedno - wyrok powolnej śmierci. Byłem w szoku, mój świat w jednej chwili zmienił się w gruzowisko. Nie umiałem powstrzymać łez…

Trafiłem do szpitala, a tam podali mi pierwsze w życiu sterydy. Poczułem się po nich lepiej i stwierdziłem, że ta choroba to nie koniec świata, że jeszcze mogę korzystać z życia… Udało mi się skończyć studia, pracować, założyć rodzinę, otworzyć własną firmę. Jednak było ciężko… Wielokrotnie musiałem przerywać pracę, bo traciłem wzrok. Nawracające bóle głowy dosłownie zwalały mnie z nóg. Powtarzałem kurację sterydami, które jednak niewiele już pomagały.
W moim przypadku niezdiagnozowana borelioza pogłębiała się przez złe leczenie. W końcu usiadłem na wózku inwalidzkim. Mam zdiagnozowane także stwardnienie rozsiane i nie jestem zdolny do samodzielnej egzystencji. Ale walczę!
Choroba odebrała mi tak wiele… Kiedyś byłem aktywnym chłopakiem, duszą towarzystwa, miałem wielu przyjaciół. Choroba ukradła mi zdrowie, zniszczyła życie zawodowe i prywatne. Tylko dzięki moim córeczkom każdego dnia wstaję i walczę. Nie mogę się poddać… Dlatego dzisiaj proszę Cię o pomoc, bym nie ustawał w walce o siebie, o normalne życie i zdrowie - dla moich dzieci, które wciąż potrzebują taty. Nie poddam się!
*Kwota zbiórki jest kwotą szacunkową.