
Łukasz musi żyć❗️Pomóż mu pokonać glejaka!
Fundraiser goal: Nierefundowane leczenie onkologiczne, leczenie i rehabilitacja, dojazdy, nocleg
Fundraiser goal: Nierefundowane leczenie onkologiczne, leczenie i rehabilitacja, dojazdy, nocleg
Fundraiser description
Spotkała nas niewyobrażalna tragedia – Łukasz mój ukochany mąż, tata naszego 7-letniego synka, zachorował. Rokowania są tragiczne… Lekarze już kilka razy kazali nam się z nim żegnać… Ale Łukasz walczy, pokazuje nam, że nigdy nie można się poddawać. Proszę z całego serca o pomoc – RATUJ mojego męża!
Diagnoza spadła na nas jak grom z jasnego nieba… Mąż nigdy nie chorował. Rok wcześniej pobolewała go głowa, wykonaliśmy wtedy kontrolny rezonans – wszystko było w porządku. Myśleliśmy, że może to z powodu stresu, nadmiaru obowiązków… Jednak po jakimś czasie objawy wróciły…

Tę datę zapamiętam na zawsze… 16 maja 2024 Łukasz jak co dzień poszedł do pracy. Od rana pisał mi, że się źle czuje, że coś jest nie tak… Wystraszyłam się i pojechałam z mężem na pogotowie, gdzie wykonano badania. Stan Łukasza szybko się pogarszał… Lekarz wyszedł do mnie na korytarz i powiedział: „Jest bardzo źle… W głowie męża jest duży guz” – to był szok. Czułam, jak robi mi się ciemno przed oczami…
Męża w krytycznym stanie przewieziono do szpitala. W karetce trzymał mnie za rękę, ale w połowie drogi kontakt z nim już się urwał… Na miejscu lekarze podjęli się operacji wycięcia guza. Okazało się, że mamy do czynienia z glejakiem o IV, najwyższym stopniu złośliwości…
Z neurochirurgii Łukasz trafił na oiom. Widok był straszny – te wszystkie urządzenia, kable… Po kilku dniach ponowy tomograf głowy wykazał, że mózg jest w dobrym stanie i zdecydowano o wybudzeniu. Pomimo lewostronnego niedowładu, po 7 dniach od operacji mąż stanął na nogi, to był cud.

Przez kolejne miesiące Łukasz przechodził chemię i radioterapię w Radomiu, 300 km od naszego domu. Byliśmy pełni nadziei, że wszystko będzie dobrze… Ale nagle nastąpiło pogorszenie: zapalenie płuc, zator płucny, gronkowiec, sepsa – lawina tragedii w dniu, gdy mieliśmy już wracać…
Ale Łukasz, nasz komandos, wyszedł z tego. Dla niego nie ma rzeczy niemożliwych i w chorobie też to udowadnia. W końcu wróciliśmy o domu. Niestety, los szykował dla nas kolejne przeszkody… W październiku kontrolny rezonans wykazał, że guz odrósł, są nacieki – nie da się już nic zrobić… Powiedziano nam, że Łukaszowi zostały 3 miesiące.

Trafiliśmy z powrotem do szpitala. Zaproponowano nam lek – rodzaj chemii, który nie jest refundowany. Przez miesiąc Łukasz przyjmował tę chemię i po miesiąc okazało się, że nacieki się cofnęły, guz się zmniejszył! Nasz synek jest z nami w tym wszystkim, gdy usłyszał, że guz się cofa, pobiegł do męża i powiedział: „Tatusiu, mówiłem Ci, że będziesz żył! Jeszcze pojedziemy na wycieczkę!”
Musimy to leczenie kontynuować, ale koszty zaczynają nas przerastać… Jesteśmy w sytuacji, kiedy pomoc rodziny już nie wystarcza. Dlatego zwracam się do Was z prośbą o wsparcie. Muszę zrobić wszystko, by Łukasz mógł żyć!
Ewelina, żona Łukasza